NIEMIECKA PIĘKNOŚĆ, czyli Helga Testorf, muza Andrew Wyetha

Andrew Wyeth: Helga Testorf

Andrew Wyeth mówił o sobie, że jest „demiseksualnym malarzem”, czyli aby malować musi się zakochać, wejść w bardzo bliską relację z modelką. I zakochał się – w Heldze Testorf, swojej muzie, przyjaciółce, a być może i kochance. Helga uwiodła wrażliwego malarza – uwaga – swoją niemieckością! Blond włosy, jasny wzrok, równy krok, tradycyjny, bawarski płaszcz – o tak, to podnieca. Po zakończeniu cyklu portretów Helgi wybuchł skandal obyczajowy, który zachwiał małżeństwem Wyetha (nie na tyle jednak, by spowodować jakąś cudzołożną tragedię). Bo do romansu nigdy się nie przyznali, mimo że Helga pozowała mu w tajnych sesjach malowania aktów przez 14 lat, a Wyeth wykonał 45 obrazów i 200 rysunków Helgi – nie tylko aktów. Ponieważ oboje żyli w związkach małżeństwach, tylko że nie ze sobą, jak bardzo musieli się pilnować, że o ich konspiracyjnych schadzkach na strychu domu Karla Kuernera nikt nie dowiedział się aż przez 14 lat (Helga była pielęgniarką Karla, a on użyczył strychu jako pracowni)!

Po latach malarz spytany, czy Helga będzie na jego 90 urodzinach odparł, że pewnie, że to oczywiste – jest przecież częścią jego rodziny, niezależenie od tego, jak szokujące może się to wydawać.

 

WOJENNY ROMANS – Major William Orpen i Yvonne Aubicq

Major William Orpen – Yvonne Aubicq

Major William Orpen (1878 –1931) malował portrety wojenne, czyli tych, którzy mieli przed nazwiskiem „Sir” i wąsy, a także dostojnych generałów z poważną miną oraz żołnierzy stojących na baczność i strzelających obcasami przed tymiż dostojnymi generałami. Nic dziwnego, że miał dość tego towarzystwa i zapragnął jakiegoś apetycznego, kobiecego, miękkiego ciałka. Na portrecie Yvonne Aubicq, czyli Ewa, jego kochanka, przyjaciółka, towarzyszka życia odzyskanego po wojnie. Żeby ją namalować szukał inspiracji aż w Luwrze, ale nawet tam nie znalazł wzorca – ani Rembrandt, ani Cubert, ani Goya nie byli dość przekonywujący. Powstały jednak trzy akty Yvonne. Poznali się, kiedy William był „irlandzkim pacjentem” a ona pielęgniarką na wojennym froncie. Yvonne pielęgnowała go w szpitalu tak skutecznie, że została na dłużej – do czasu, aż związała się z szoferem Orpena, który prowadził błyszczącego Rolls Royce’a, cóż – adrenalina podczas charyzmatycznego prowadzenia samochodu podniecała Yvonne bardziej niż ruchy pędzla. Mąż Yvonne – William Charles Frederick Grover – Williams niebawem został sławnym kierową rajdowym, wygrywając Grand Prix Francji, Belgii i Monako. W czasie II wojny światowej wstąpił do kierownictwa Operacji Specjalnych i kierował komórką ruchu oporu, oficjalnie został stracony w 1945 przez Gestapo, za szpiegostwo. Nieoficjalnie odrodził się jak Elvis – powrócił do żywych pod przybranym nazwiskiem, aby prowadzić z Yvonne sekretne życie i sklep warzywny. Yvonne tymczasem z powiedzeniem hodowała teriery szkockie – zmarła w 1973 roku.

Źródła:

http://www.sothebys.com
https://www.motorsportmagazine.com/archive/article/june-2002/94/racer-dancer-soldier-spy

„KOBIETA JEST JAK OGIEŃ – OGRZEWA I POCHŁANIA” – Edvard Munch i Tulla Larsen

KOBIETA JEST JAK OGIEŃ – OGRZEWA I POCHŁANIA” – Edvard Munch i Tulla Larsen

Munch nie chciał, by kobieta go – w tej zimnej Kristianii – ogrzewała, bo przyzwyczaił się do zimna: jako dziecko pochował matkę i siostrę, wychowywał go ekstremalnie religijny, surowy ojciec i ciotka; zimny był to dom i zimny chów, a jedyne w nim ciepło to gorejący ogień piekielny, w którym malutki Edvard  – jak mu obiecywano – będzie się smażył i skwierczał.

Już jako młody chłopak zadecydował, że zostanie kawalerem – postanowieniu sprzyjały realia epoki, w której kobieta jawiła się jako nienasycona erotycznie istota, dominująca i niebezpieczna, niezaspokojona femme fatale, której  grzeszny magnetyzm najpierw demaskuje słabość mężczyzny, a następnie  prowadzi go do zguby. Mężczyzna jest męczennikiem, ofiarą tej wampirzycy, która wgryza mu się w szyję i wysysa z niego życiodajne siły, które możnaby przecież spożytkować na pracę. Dlatego on, Munch – on kobiety wcale nie chce! Rezygnacja z miłości łatwo mu przyszła, bo bab w Krystianii nie brakuje, w przeciwieństwie do dobrych malarzy. Z kobietą Munch pragnął tylko intelektualnego i emocjonalnego porozumienia, a także intymności jaka towarzyszy przyjaźni, lecz wzdrygał się przed fizyczną bliskością. Ciało do ciała, ciepło do ciepła – to nie dla niego. Unikał więc uprawiania seksu, a jeśli już, to sypiał z tymi kobietami, na których mu nie zależało. A że kobiety nie znały jego poglądów, to Edvard, przystojny i tajemniczy, złamał jedno, czy dwa serca.

Kobieta – wampir (sportretowana jako Wampir), morderczyni Charlotte Corday (sportretowana jako morderczyni Marata – Charlotte Corday), to uosobienie wszelkiego zła, to Mathilda („Tulla”) Larsen. Zadomowiła się w jego życiu na 4 lata, w pamięci na zawsze i zostawiła mu pewną pamiątkę… (nie, nie syfilis szalejący w Europie).

Czytaj dalej „„KOBIETA JEST JAK OGIEŃ – OGRZEWA I POCHŁANIA” – Edvard Munch i Tulla Larsen”

ZE ŚMIERCIĄ JEJ DO TWARZY

Moshe Rosental

„– Nie ma sprawiedliwości. Śmierć westchnął znowu.
NIE, przyznał, wręczając kielich paziowi, który ze zdumieniem stwierdził, że trzyma nagle puste naczynie. JESTEM TYLKO JA.”
„Mort” T. Prattchet

 

 

 

„- Dzieci to nasza nadzieja na przyszłość.
NIE MA NADZIEI NA PRZYSZŁOŚĆ, oświadczył Śmierć.
– Więc co nas tam czeka?
JA.”
„Czarodzicielstwo” T. Prattchet

„- Przecież ta mała będzie miała mnóstwo kłopotów.
TAKIE PRZECIEŻ JEST ŻYCIE. TAK MI MÓWIONO. NATURAL­NIE. SAM NIE MAM O TYM POJĘCIA.
– A co z reinkarnacją?
Śmierć zawahał się.
NIE SPODOBA CI SIĘ, stwierdził. UWIERZ MI NA SŁOWO.
– Słyszałem, że niektórzy robią to bez przerwy.
KONIECZNE JEST PRZESZKOLENIE. MUSISZ ZACZYNAĆ NI­SKO I POWOLI PRZESUWAĆ SIĘ CORAZ WYŻEJ. NIE MASZ PO­JĘCIA, JAKIE TO STRASZNE BYĆ MRÓWKĄ.
– Aż tak źle?
NIE UWIERZYŁBYŚ. A PRZY TWOJEJ KARMIE TRUDNO OCZE­KIWAĆ AŻ MRÓWKI.”

„Równoumagicznienie” T. Prattchet

„Śmierć stał za pulpitem i studiował mapę. Spojrzał na Morta nieobecnym wzrokiem.
NIE SŁYSZAŁEŚ PRZYPADKIEM O ZATOCE MANTE?- zapytał.
-Nie, proszę pana.
SŁYNNA KATASTROFA MORSKA
-Zdarzyła się tam?
ZDARZY, wyjaśnił Śmierć, JEŚLI TYLKO ZNAJDĘ TO PRZEKLĘTE MIEJSCE”

„Mort” T. Prattchet „Mort

„ALBO WEŹMY COŚ TAKIEGO. Śmierć chwycił kanapkę. PIECZARKI – OWSZEM, KURCZAK – JAK NAJBARDZIEJ, SER – DOSKONALE. NIE MAM NIC PRZECIWKO NIM, ALE DLACZEGO W IMIĘ ROZSĄDKU MIESZAĆ JE ZE SOBĄ I WKŁADAĆ W TE MAŁE POJEMNICZKI Z CIASTA?
– Słucham?
TO WŁAŚNIE CALI ŚMIERTELNICY, kontynuował Śmierć. MAJĄ TYLKO PARĘ LAT NA TYM ŚWIECIE, A POŚWIĘCAJĄ JE NA KOMPLIKOWANIE NAJPROSTSZYCH SPRAW. FASCYNUJĄCE. POCZĘSTUJ SIĘ KORNISZONEM.”

„Mort” T. Prattchet

Edvard Munch

„- Chciałem powiedzieć – wyjaśnił z goryczą Ipslore – że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.

„Czarodzicielstwo” T. Prattchet

„Nie ma takiego miejsca, do którego Śmierć nie mógłby się udać; nieważne, jak jest dalekie czy niebezpieczne. A nawet, im bardziej jest niebezpieczne, tym bardziej prawdopodobne, że Śmierć już tam jest.”

„Eryk” T. Prattchet

Cytaty pochodzą z książek z serii „Świat dysku” – Terrego Pratchetta, za http://www.pratchett.pl

FRANCUSKIE ROZKOSZE I UCIECHY, czyli Paryż przełomu wieków

Philippe Wolfers

„…jedno tylko pokutuje wspomnienie- wspomnienie namiętności, przed którymi cofaliśmy się w lęku i wspomnienie pokus, którymi nie mieliśmy odwagi ulec.” Oscar Wilde

Mieszkać w Paryżu czasów „la belle epoque” (1871 – 1914) to znaczy nażyć się do syta, odbierać świat wszystkimi zmysłami i nieustannie szukać nowych podniet. Paryżanie lubowali się w sylwestrowej zabawie na co dzień, perwersji, eksperymentach seksualnych i ekscesach alkoholowych oraz przesuwaniu granic. Pełne zanurzenie w dekadencji. Przełom wieków wzmaga u wrażliwców lęk i niepewność o przyszłość. Co robić, jak żyć?

Bawić się!

Paryżanie w knajpach przeżywają szkołę życia. Paryż jest naszpikowany kawiarniami i restauracjami – dostępnymi dla każdego, niezależnie od zasobności portfela i upodobań. Koniecznie należało bywać „U Maxima” – wysmakowane wnętrze w stylu art nouveau przyciągało wszystkich – i eleganckich Paryżan i arystokrację i obywateli półświatka. Prostytutki w specjalnych „pokojach miłości” przyjmowały wyposzczonych klientów. Goście balowali do samego rana tak zapamiętale, że lokal splajtował, bo wychodzili radośnie nie płacąc rachunków.

„Lubię mówić o niczym. Jest to jedyna rzecz, na której się znam.”

Bawiono się podczas ekskluzywnych przyjęć na salonach (po naszemu: domówki) . Każda pani domu miała ambicję, aby to jej salon był tym miejscem, gdzie jedzenie smakuje najpyszniej, rozmowy są najdowcipniejsze, a panie mają najcieńszą talię (ściśniętą gorsetem). Ale nic za darmo! Savoir – vivre salonowy narzucał ścisłe reguły gry. Należało czytać modne książki, a jak się nie przeczytało, to udawać, że jest się w trakcie, albo po prostu powiedzieć, że istotnie, są w nich ciekawe fragmenty. Bywać na wystawach, znać symbolistów, rozmawiać o Darwinie i Nitzschem, a przede wszystkim udawać, że się rozumie się to, o czym się mówi. Znać wszystkie skandale i plotki, ale udawać, że się je ignoruje. Nigdy, przenigdy nie pytać nikogo o wiek (mężczyzn też). Dobrze jest wydukać parę słów po angielsku, za to płynnie posługiwać się językiem dyplomacji, aby nigdy nie powiedzieć niczego dosadnie. Męcząca gra pozorów. Nic tylko się napić.

„Często prowadzę z sobą długie rozmowy i jestem przy tym tak mądry, że czasami nie rozumiem ani jednego słowa z tego, co mówię.”

Czytaj dalej „FRANCUSKIE ROZKOSZE I UCIECHY, czyli Paryż przełomu wieków”

Amrita Sher-Gil – nagi autoportret

Amrita Sher-Gil 

Gdzie znajdzie prawdziwy dom córka indyjskiego arystokraty – intelektualisty i węgierskiej śpiewaczki operowej? W co uwierzy dziewczyna wyrzucona z katolickiej szkoły za malowanie kobiecych aktów? I z kolejnej – za ateizm? Kogo pokocha biseksualna nimfomanka? Kim zostanie „jak będzie duża” dziewczynka, która bardziej cieszy się farbami niż zabawkami? Ile odwagi musi mieć malarka, by namalować nagi autoportret? Tyle, ile miała jej Amrita Sher-Gil. Indyjska Frida Kahlo.

Pionierka współczesnej sztuki indyjskiej, łącząc sztukę wschodu i zachodu, realizm i postimpresjonizm z empatią portretowała biedę w Indiach, smutne oczy kobiet i niesprawiedliwość społeczną opartą na systemie kastowym. Uległość i pogodzenie z losem szarego człowieka. Jej bystre arcyoko wychwytywało w modelach cierpienie, ale i seksualność. Rzecz jasna, hinduskie modelki swą seksualność skromnie skrywają, za to jej własna nagość na autoportretach rozsadza ramy obrazów. Wyzwolona i namiętna przedstawicielka cyganerii artystycznej odważnie maluje swoje akty. Ponoć nimfomanka. Amrita Sher-Gil eksperymentuje z kobietami i mężczyznami, chętnie portretuje ich nago. Ostatecznie wychodzi za maż za swego zubożałego kuzyna, którego zna od dziecka, lekarza – dr Victora Egana (który zafundował jej przed ślubem 2 aborcje).

Umiera w niejasnych okolicznościach (zapada w śpiączkę) w przededniu swej pierwszej indywidualnej wystawy. Miała tylko 28 lat.

Źródła:

  • http://niezlasztuka.net/o-sztuce/amrita-sher-gil-indyjska-frida-kahlo/
  • https://www.nytimes.com/2018/06/20/obituaries/amrita-shergil-dead.html
  • https://www.culturalindia.net/indian-art/painters/amrita-shergil.html

Agnès Sorel – oficjalna królewska kochanka

Jean Fouquet, Agnès Sorel jako Madonna, około 1450.

Jeśli za sukcesem mężczyzny stoi kobieta, to za sukcesem średniowiecznej Francji stoi kurtyzana. Karol VII zakochał się w Agnès Sorel, gdy przybyła do jego zamku jako dama dworu i przez 20 lat kochać nie przestał. Agnès choć piękna, inteligentna i skromna (co nie przeszkadzało jej przyjmować ziem, pałaców i dóbr od króla i wywołać na królewskim dworze modowy skandal – wprowadziła modę na fartuchy odsłaniające gorsząco jedną pierś). Królowa Maria Andegaweńska zatwierdziła ją jako kochankę oraz swoją damę dworu i tak to Agnès stała się oficjalną królewską metresą. Jak dziarski był Karol VII w swym królewskim łożu nie wiadomo, na pewno jako władca był kompletnie bierny. W zrujnowanej wojnami Francji popadł w depresję, marazm i oddawał się miłości zamiast podnosić kraj z ruiny. A to właśnie Agnès Sorel (znienawidzona przez głodujący lud i podejrzewana o wrogie działania na rzecz Anglii) wyrwała go z tego stanu – podstępem. Zaczęła go błagać, aby oddalił ją do Króla Anglii, ponieważ nieomylny horoskop mówi, że będzie kochana przez najpotężniejszego władcę świata. Dlatego czas w drogę, trzeba co tchu jechać do Anglii, aby wypełnić przepowiednię, bo najpotężniejszy mężczyzna z całą pewnością we Francji nie mieszka. Rozpłakał się na to król, zamknął na pokojach i nikogo nie pozwolił wpuszczać do siebie. A rano Agnès obudziły wojenne przygotowania. Tyle legenda 😊
Agnès Sorel miała z królem 4 dzieci. Zmarła (być może otruta przez syna Karola VII) z imieniem Jezusa na ustach. „Straciłem najlepszą przyjaciółkę” opłakiwał ukochaną metresę król Karol.

Źródło:

Jadwiga Dackiewicz, Faworyty władców Francji, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1992. 

KIEDY MĘŻCZYZNA POŻĄDA KOBIETY… to ją maluje! Henri Matisse i dziewczyny w szarawarach

KIEDY MĘŻCZYZNA POŻĄDA KOBIETY… to ją maluje! Henri Matisse i modelki

Kobiety są treścią życia i twórczości Matissa – kobiece piękno nie istnieje dla niego samoistnie,  lecz łączy się ze zmysłową przyjemnością, nawet rozkoszą. Kobieta Matissa nie jest tylko modelką, bo ona nie pozuje – ona wyzwala w artyście to co najlepsze, prowokuje wewnętrzne doznania, które on dopiero przenosi na płótno. Artysta wcale nie maluje kobiety, on „tylko” przenosi na płótno swoje pożądanie, jakie modelka w nim wyzwala, a potem, w trakcie sesji – podsyca. Kolory, jakich używa jeszcze to wrażenie potęgują. Matisse mówi o pożądaniu, wszechobecnym prywatnie i zawodowo:

„Rysując jestem bardzo blisko modelki – nieomalże w niej samej – oczy tuż przy oczach i kolanami dotykając kolan… aby utrzymać napięcie tego szczególnego flirtu, który już prawie graniczy z gwałtem”*.

Zdaje się, że malarza uwiodły półnagie kobiety w szarawarach i stały się obiektem jego seksualnej obsesji, no – minimum erotycznej fantazji.

„Wizerunki Odalisek są częścią rozległej seksualnej fantazji, tworzeniem haremu, w którym artysta może rozkoszować się zmysłowymi przyjemnościami przedstawianych kobiet, jednocześnie idealizując swoje pożądanie wystarczająco, by stworzyć dobre dzieło sztuki.” **

Jedna modelka – odaliska, to zdecydowanie za mało jak na harem, ale właśnie ta jedna dziewczyna zapisała się w życiu malarza:  Henriette Darricarrère.  Henriette i Matisse spotkali się gdy ona miała 19 lat i jako najstarsza z rodzeństwa pomagała rodzinie zarabiając na życie jako baletnica i modelka. Grała też na fortepianie i skrzypcach, próbowała malować. Matisse traktował ją jak członka rodziny, wiernie mu towarzyszyła i inspirowała do pracy, przyjaźniła się też z jego żoną i córką. Pozowała Matissowi przez 7 lat, 6 dni w tygodniu, po 10 godzin dziennie, na szczęście w dość wygodnej pozycji. Matisse bowiem uważał, że każda modelka ma „swoją” najlepszą pozę – dla Henriette wysportowane ciało idealnie wpasowywało się w wyobrażenie odaliski – odpoczywającej na tapczanie, z opuszczoną nogą i uniesioną ręką.
Odeszła z życia i twórczości Matissa po 7 latach, gdy wyszła za mąż za chłopaka z marnymi perspektywami na życie, czego jej podobno nie mógł wybaczyć i płakał nad tym razem z jej ojcem.

Źródła:
*Wielcy Malarze, ich życie, inspiracje i dzieło Część 94, Henri Matisse
**Jack Flam, Picasso i Matisse. Przyjaciele i rywale, Twój Styl Wydawnictwo książkowe, Warszawa 2006
http://www.henri-matisse.net/models.html
http://www.sothebys.com/en/news-video/blogs/all-blogs/impressions/2014/04/matisses-model-mademoiselle-henriette.html

Zmasakrowana pupa Wenus (Diego Velázquez)

WENUS Z LUSTREM Diego Velázqueza

Wenus z lustrem_Diego
Velázquez

Za czasów Inkwizycji w Hiszpanii akty uznawano za „dzieła szatana”. Na straży wszelkiego prawa i sprawiedliwości stali miłosierni, katoliccy duchowni, egzekwując swoje racje za pomocą draski i siarki, bo ogień stosu odwraca uwagę od smrodu palonego żywcem na stosie ciała. Szczęśliwie, za malowanie aktu groziła tylko ekskomunika lub banicja. „Pierwszy akt pogański”, czyli „Wenus z lustrem” namalował Diego Velázquez (pozować prawdopodobnie jego kochanka) i jakoś się razem z Wenus, lustrem i kupidynkiem przed Inkwizycją uchował, ale przegrał z 25-letnią, drobną kanadyjską sufrażystką uzbrojoną w tasak i wolę walki o prawa kobiet.

Co ma goła dupa do polityki?

Darmowe wejście dla zwiedzających National Gallery w Londynie 10 marca 1914 r. okazało się bardzo kosztowne. Mary Richardson, aktywistka – feministka przemyciła pod płaszczem tasak – narzędzie zbrodni, szkicownik – dla zmylenia przeciwnika i tak przygotowana do akcji przechadzała się po muzealnych salach. Nawet coś naszkicowała i nie odróżniała się niczym od innych zwiedzających. Wenus pilnowało dwóch znudzonych strażników. Mery przez dwie godziny podziwiała dzieła sztuki, aż zdecydowała się zaatakować Wenus. Wyjęła tasak, celnym ciosem rozbiła szybę i zaczęła dźgać bez opamiętania tasakiem pośladki i plecy Wenus. Lustra nie stłukła. Wenus otrzymała 7 głębokich ran ciętych, a Mary zyskała przezwisko „Mary Rozpruwacz”.

Dlaczego to zrobiła?

Tłumaczyła, że próbowała zniszczyć obraz najpiękniejszej kobiety w mitologii jako protest przeciwko rządowi, który zaaresztował inną aktywistkę – Emmeline Pankhurst, „najpiękniejszą postać w historii nowożytnej, która działa na rzecz sprawiedliwych praw dla kobiet” i dlatego mordy zdradzieckie rządu chcą ją zniszczyć. Otrzymała najwyższy wymiar kary przewidziany za taki czyn, czyli 6 miesięcy więzienia.

Po 40 latach zmieniła zeznania – tak naprawdę zniszczyła obraz, ponieważ przeszkadzało jej, że mężczyźni godzinami gapili się na gołą dupę Wenus! Za długo! I to jest prawdziwy głos kobiet, zawsze aktualny 😊: to wina faceta 🙂

4 lata później kobiety uzyskały ograniczone, a w 1928 r. pełne prawa wyborcze.

Obraz odrestaurowano, więc można do woli gapić się na gołą dupę Wenus w National Gallery w Londynie. Entrance to the Collection of paintings is free.

Źródła:

G. Neret, Erotyzm w malarstwie, Wyd. artystyczne i filmowe, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1996.
Mardal-Ekielska Anna, Akt w malarstwie, Wyd. SBM Renata Gmitrzak, 2015
https://en.wikipedia.org/wiki/Rokeby_Venus
http://edusens.blogspot.com/2013/07/z-tasakiem-na-wenus-w-imie-spoecznej.html
https://en.wikipedia.org/wiki/Mary_Richardson

„OBY TWÓJ HAREM ZAWSZE BYŁ PEŁNY!” – czyli życie za wrotami szczęśliwości

„OBY TWÓJ HAREM ZAWSZE BYŁ PEŁNY!*” – czyli życie za wrotami szczęśliwości

„Oby Twój harem zawsze był pełny!” – takie życzenia często słyszą ode mnie moi koledzy i bardzo się wtedy cieszą. 😊 Cóż, bezmiar uległych kobiet, które nie odzywają się bez pozwolenia to marzenie każdego faceta. Otwierają usta i nawiązują kontakt wzrokowy na ich żądanie. Ludzka rzecz, takie marzenie. Ale harem nieludzki.

Harem znaczy miejsce zakazane albo święte – ale ani ono zakazane, ani święte i żadna religia tego określenia nie obroni, bo świętości to tu nie ma za grosz. Za to jest pełno bab. Bab (odaliski – czyli białe niewolnice), które ku uciesze sułtana kupiono na bazarze jak kilo rodzynek, gdy były przerażonymi, niewinnymi, 10-letnimi dziewczynkami. Nawet nie można powiedzieć, że upolowano je  jak zwierzynę, bo na polowaniu trzeba się jednak napracować.

Zakupione (i nie tylko) kobiety mieszkały w haremie, czyli wydzielonej z domu części zamkniętej dla mężczyzn, za podwójnymi drzwiami, zwanymi – jakżeby inaczej – „wrotami szczęśliwości” , zgadnijcie czyjej. Gdy nadeszła owa wiekopomna chwila szczęśliwości i sułtan łaskawie przekraczał wrota haremu kobiety traktowały go jak Boga (którym właściwie tam był) – i blask boski tak je opromieniał, że języka w buzi zapominały i milczały, aż im ewentualnie pozwoli przemówić. Ba! Oślepione widokiem nawet oczu nie podnosiły, tylko zgięte w ukłonie pokornie w podłogę patrzyły. Fajnie? Trochę niewygodnie.

Potem tańczyły, a układ taneczny polegał na tym, aby eksponować w ruchu ciało, odsłonić nieco golizny, zwabić sułtana i wkraść się w jego łaski (wybierał sobie dziewczyny jak z katalogu) – tańczyły tyle „numerów”, aż sułtan powie dość. Ale sułtan, nawalony i obżarty nierzadko przysypiał, a tancerki tańczyły nadal, w trupa, bo przecież nie dostały pozwoleństwa, aby przestać.

Inną rozrywką, mającą zabawić sułtana i zwabić go do alkowy były spektakle teatralne, w których aktorkami były niewolnice. Jaki półdebil scenariusz pisał, nikt nie wie – w każdym razie akcja działa się na bazarze i polegała na: a) kupowaniu na bazarze, b) sprzedawaniu na bazarze – bo był to jedyny katalog czynności znany i dostępny niewolnicom. Nigdzie więcej nie chodziły, bo i po co.
Kurtyna. Oklaski.

Wschodnie piękności miały jeszcze jeden przywilej – mycie boskiego ciała sułtana w łaźni. Dotykanie go to przywilej najpiękniejszej, nie dla byle kogo – tylko najwspanialsza mogła mu podawać mydło. Brzydsza część babskiego motłochu trzymała ręcznik i dzbanek z wodą. Jak się której łaziebnej „poszczęściło”, sułtan po kąpieli ją przeleciał.

O tym, jak i dlaczego Henri Matisse malował Odaliski już niebawem 🙂

Źródła:

  • https://histmag.org/jak-wygladalo-zycie-w-haremie-13893
  • http://www.laboratoriumkultury.us.edu.pl/?p=31545
  • * cytat z serialu MASH, wypowiadał go kapral Klinger 🙂