MAJA BEREZOWSKA, czyli karykatury Hitlera i kobiety górą

Rok 1978 – umiera Maja Berezowska, a Michalina Wisłocka wydaje „Sztukę kochania”. Zgorszone świętoszki z Warszawy demolują nagrobek malarki zalewając go farbą i atramentem.

Co złego zrobiła?

Maja Berezowska patrzyła na świat przez erotyczne, różowe okulary i tworzyła rysunki erotyczne – w dodatku to nie byle jakie, bo rysowała kobiety w erotycznym uniesieniu z jednym, albo i dwoma mężczyznami. Albo i więcej. Damy szczupłe, z zachęcająco sterczącym biustem, mężczyźni muskularni i wycieniowani, którzy mają dostarczać kobiecie przyjemność. Kobieta bierze sobie do łóżka kochanka, który ma dawać jej przyjemność i bo to jest jego męska robota. Koniec. Nigdy odwrotnie – bo ona da radę kilku panom, ale nie odwrotnie.

W rysunkach kochankowie bawią się bezpruderyjnie a atrakcyjnych części ciała nie zasłania żaden figowy listek. Bez tabu, ale i bez wulgarności, bo rysunki są przepuszczone przez filtr kobiecej wrażliwości erotycznej.

„Miłostki słodkiego Adolfa” Hitlera.

Tak! „Miała używanie” malując cykl satyrycznych rysunków samego Führera. Adolf-kochanek jest wątły, mizerny, a co gorsza obrzezany i uprawia słodką miłość z jurną blondyną. Jednak takich portretów nie rysuje się bezkarnie: za „Miłostki” sąd w Paryżu skazał Maję na karę całego 1 franka, ale prawdziwą sprawiedliwość wymierzyło Gestapo: kara śmierci i obóz koncentracyjny w Ravensbrück. Dziś ktoś mógłby pogratulować sprawnej akcji policji. W obozie lekarze przeprowadzali na Mai eksperymenty „medyczne”. 3 lata. Ale nawet tam nie przestała tworzyć i rysowała współwięźniarki (dodając im otuchy i urody).

W socjalistycznej Polsce też pod górkę – kolorowa i śmiała Maja rozwala system, który cenzurował import prasy erotycznej i każdą sztukę, która pokazuje wyzwoloną seksualnie kobietę, bez tabu. Kobieta jest przecież do czego innego przeznaczona. Maja maluje więc kwiaty, które kocha tak samo jak życie, młodszych kochanków, jedzenie, przyjaciół, imprezy i seks.

Jest pochowana na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach.

 

Źródło:

Małgorzata Czyńska „Berezowska. Nagość dla wszystkich”. Wyd. Czarne, Wołowiec 2018.

EROS I PSYCHE, czyli romans w ciemności

 Eros i Psyche, Antonio Canova, 1793 r.
Eros i Psyche, Antonio Canova, 1793 r.

Znacie takie dziewczyny, które mówią przyjaciółkom że „jestem sama, bo on na mnie nie zasługuje” i odwracają się od faceta zalotnie kręcąc tyłeczkiem myśląc triumfalnie „niech wie, co traci”. Podobnie sprawy miały się z Psyche, która onieśmielała urodą każdego adoratora. Panowie modlili się do niej i składali ofiary, traktowali jak boginię, a potem odchodzili do tych brzydszych, bo gdzie mieli iść. Takiej urody nigdy nie obnosi się bezkarnie – monopol na urodę na Olimpie miała bogini Afrodyta, która nie znosiła konkurencji. Jadowita Miss Olimpu poprosiła swego syna Erosa, żeby pomścił mamę i wystrzelił swoją strzałę miłości tak, żeby Psyche zakochała się w najbardziej nikczemnym prostaku jaki chodzi po świecie. Ale człowieczy los nie miałby takiej opinii jaką ma, gdyby strzała trafiła tam gdzie trzeba i Eros sam zakochał się w Psyche.

François-Édouard Picot

W imię miłości porwał ją do swego pałacu i odwiedzał tylko w nocy, w dzień bowiem był (jak każdy facet), zajęty ważnymi sprawami, takimi jak np. strzelanie z łuku. Za to w nocy odwiedzał Psyche na seksowne tête-à-tête w ciemności, fetyszowe wręcz, bo Psyche nie widziała go nigdy i nie wiedziała z kim sypia. I nie miała prawa Erosa zobaczyć. Brzydsze siostry Psyche wkręciły ją, że na pewno sypia z obrzydliwym smokiem i to dlatego ta ciemnica w jej sypialni. Pewnej nocy, gdy Eros zasnął po miłosnych uciechach, Psyche zapaliła lampę, żeby w końcu zobaczyć co i jak, bo w końcu kobieta powinna wiedzieć, jak wygląda facet, który ją bzyka. Oparzony oliwą Eros obudził się, wkurzył, że dziewczyna łamie zasady (na które się nie pisała) i obrażony porzucił ją, odlatując z łopotem na swoich boskich skrzydełkach. Niczego w życiu tak nie żałujemy, jak tego co utracimy (głównie z własnej winy) i teraz to Psyche zabiegała o miłość Erosa, bo szczerze go pokochała. Błądziła po całym świecie szukając go i przechodziła liczne próby, na które wystawili ją bogowie. Miłość i poświęcenie Psyche skruszyły zatwardziałe serce Zeusa, który zgodził się na małżeństwo Erosa i Psyche, mimo niezadowolenia Afrodyty. Jak to w bajkach bywa – piękna para na Olimpie wzięła huczny ślub i żyli długo i szczęśliwie. Swoją córkę (piękną nad wyraz) nazwali Rozkosz (udaną nad wyraz) 😊

Źródło:

S. Stabryła, Złote jabłka Afrodyty. Greckie legendy o miłości, Czytelnik, Warszawa 2007.

MIŁOŚĆ Z ODCIĘTĄ GŁOWĄ W TLE – Jan Klemens Minasowicz

Roberto Ferri

Resume: Jan Klemens Minasowicz (1797-1854)

  • Zawód: malarz
  • Stan cywilny: kawaler, nieszczęśliwie zakochany.
  • Pochodzenie i rodzina: „dobry chłopak był i mało pił…”. Z bogatego domu.
  • Osiągnięcia: amatorska ekshumacja zwłok ukochanej. Obcięcie jej głowy.
  • Doświadczenia: Podczas mszy w kościele Św. Anny (1821) wypatrzył parafiankę, piękną jak sama Madonna i zakochał się. Do kościoła latał jak opętany religią, bo tylko tam mógł podziwiać jej postać, a jak dobrze poszło, to i rozmodloną twarz z profilu. I całe życie przed nimi, nie wiadomo jak piękne, w świecie gdzie nieszczęścia przytrafiają się innym, gdyby nie to, że ona była mężatką, a on nieśmiały i dobrze ułożony. Może modlił się, aby łaska boska ich połączyła? Może za mało? Bo niestety wybranka niebawem zmarła. Zdawałoby się, że to koniec miłości Jana Klemensa, ale gdzie tam, śmierć to marność wobec prawdziwej miłości. A że cicha woda brzegi rwie… Minasowicz wziął paru kumpli, łopaty, poszedł nocą na cmentarz i wyszedł z uciętą głową ukochanej pod pachą, zgrabnie zawiniętą. Zakonserwował głowę, umieścił w słoju, słój na domowym ołtarzu i adorował 24/7 – oto spełnione marzenie, bo w końcu miał ją tylko dla siebie.  Musiał być naprawdę przywiązany do swojej ukochanej, bo jej odcięta głowa stanowiła nieodzowny element bagażu  malarza podczas jego podróży pociągiem po Europie. Kto bogatemu zabroni.
  • Zainteresowania: kolekcjonowanie klepsyrd i czerstwych bułek.
  • Osobowość: skąpiradło – nosił w domu palto, bo szkoda mu było wydać na opał, nie wykupował też recept, chociaż było go na to stać. Za to wspierał ubogich.

Opowieść przeczytana na świetnym blogu wspaniałej malarki (i mojej Koleżanki) – Justyny Neyman  (zajrzyjcie koniecznie), więc wszystkie zaszczyty należą się Jej 🙂

Źródła:

O malarzu, który z miłości zyskał głowę…

DIABLICZKI, VAHINE czyli egzotyczne miłości PAULA GAUGUINA

Gauguin Paul_Dwie Thaitanki

Och, jakże czuł się samotny Paul Gauguin (1848-1903) na rajskich wyspach Pacyfiku! Nevermore! W thaitańskiej scenerii potrzebował nowej kochanki i towarzyszki, zupełnie innej niż zimna i szorstka duńska żona, którą porzucił i którą już dawno przestał kochać. Nevermore!

Inność maoryskich dziewcząt onieśmiela go: dziewczynki dojrzewają tu kilka lat szybciej niż w krajach o umiarkowanym klimacie, a praca nadaje ich ciałom męską tężyznę – mają krzepką sylwetkę, szerokie ramiona, wąskie biodra,  duże głowy, płaskie czaszki, wystające kości policzkowe, tylko włosy są superkobiece – długie i kruczoczarne zakrywają złoty odcień skóry, który tak zafascynował malarza. 13 latka jest kandydatką na żonę, a aranżowane przez rodziców małżeństwa są standardowym obyczajem, bo tak nakazuje thaitański porządek wszechrzeczy.

Miłość i seks na Thaiti oznaczają to samo, czyli pierwotny, zwierzęcy instynkt. Relacje kobiety i mężczyzny pozbawione są gry wstępnej, gry pozorów, skromności i udawania. Uczuciowości również. Nevermore! „Mau tera”! – czyli mężczyzna bierze kobietę jak swoją, tu i teraz, bez czekania, aż ona przestanie się rumienić. Dziewczyna „nigdy nie oddaje się na czczo, ale kiedy się upije można z nią zrobić wszystko. Kiedy budzą się w niej zmysły, gryzie w uniesieniu i drapie (…) Pozostaje obojętna na wszelkie względy, jakie chcielibyście jej okazać. Nie wolno jej pieścić, to ją wścieka. Nie wolno też oczekiwać od niej żadnych pieszczot. Jak zwierzę, przyjmuje akt płciowy w jego prostej formie”

A kobiety kuszą, bo jak tu nie poczuć do kobiety „mau tera”, gdy ona „poruszała się z płynnością i gracją eleganckiego zwierzęcia, wydzielając zapach, w którym mieszał się zwierzęcy odór oraz aromat drzewa sandałowego i gardenii”. Nevermore? Always! Któż by się oparł.

Czytaj dalej „DIABLICZKI, VAHINE czyli egzotyczne miłości PAULA GAUGUINA”

SALAMBO – kiss me, kill me…

Adolphe Auguste Eugène Cossard

Dziś wyjątkowo: kobieta zasłonięta po szyję, ale tak piękna, że nie mogłam się powstrzymać. 🙂
Salambo, tytułowa bohaterka powieści Gustawa Flauberta.

Nic dziwnego że zachwyca, bo księżniczka Salambo olśniewała urodą i jak na księżniczkę przystało miała i duszę i ciało na równi wspaniałe. Choć wysokie urodzenie, pieniądze, służki i klejnoty pomagały w utrzymaniu urody, dla Salome wszystko to marność – dla niej liczyła się tylko służba bogini Tanit. Serce Salambo wypełniała więc modlitwa i marzenie o służbie kapłańskiej, do której przygotowywała się odmawiając sobie tego co dobre, czyli miłości, pożądania, wina, mięsa (pewnie też glutenu i GMO) –  jakby brak składników odżywczych i endorfin zwiększał ekstazę religijną. Ciało jej pięknie pachniało, na nodze zaś nosiła łańcuszek cnoty, żeby było jasne, że jest czysta, niewinna i nie w głowie jej sprośności, bo dziewicą się urodziła, dziewicą umrze. W służbie bogini Tanit.

Jednak los złośliwy, w osobie tatusia miał inny plan względem Salambo – wykorzystać ją politycznie, czyli sprytnie wydać za mąż. Bogini Tanit nie interweniowała w ludzkie plany.

Czytaj dalej „SALAMBO – kiss me, kill me…”

WYCIERACZKI I BOGINIE, czyli kobiety Picassa (modlitwa DORY MAAR: „Po Picassie, Bóg”)

Pablo Picasso

DORA MAAR

Picasso ma 54 lata, żonę w separacji, kochankę, syna z prawego łoża i córkę z nieprawego, a przede wszystkim apetyt na więcej seksu i miłości.  Dora Maar pcha się na trzecią.

Czarnowłosa piękność przy kawiarnianym stoliku bawi się w męską grę – kładzie na stoliku dłoń w rękawiczce w haftowane róże, rozszerza palce i wbija pomiędzy nie nóż. Kiedy krew przy skaleczeniu plami „róży kwiat”, Picasso obserwujący z zachwytem tę scenę, prosi o zakrwawioną rękawiczkę na pamiątkę. Kicz na miarę kolejnej komedii romantycznej – tam Picasso rzuciłby się na ratunek, tratując kelnera i wylewając na siebie gorącą zupę, aby tylko uratować damę w opałach. Ale to nie on. On myśli tylko o sobie. Dziewczyna to kolejna zabawka, którą wyrzuci do śmieci, gdy się znudzi – Dora Maar. Ale najpierw tę drogą zabawkę doszczętnie zniszczy.

28 lat. Zdolniacha. Zanim poznała Picassa również z sukcesem malowała. Zanim… Lewicowa wojowniczka i artystka. Muza surrealistów. Wychodziła na miasto i fotografowała z reporterskim zacięciem to, czego nikt nie chciał oglądać: biedaków, kaleki, brzydotę. Nowatorskie ujęcie tematów, tak jak i jej zainteresowanie fotografią artystyczną, fotomontażem, światłocieniem było wówczas mało popularne. Pionierka. Gejzer intelektu, Picasso „tylko z nią mógł porozmawiać jak z mężczyzną”, z żadną inną.  I to po hiszpańsku! No, takiej to jeszcze nie miał.

Zakochał się, bo kobiecie która ma wszystko trudno się oprzeć. Lepszej nie znajdzie – miał z nią emocjonalne i intelektualne porozumienie. Dlaczego więc Wielki Geniusz (dorobił się już tego przydomka) traktował ją gorzej niż którąkolwiek ze swoich kobiet?

Dora była muzą, kochanką, modelką, reporterką, która utrwalała na kliszy życie Picassa. Ze swojego zrezygnowała, bo on tak chciał. W zamian dostała elektrowstrząsy, upokorzenia i bicie (tak jest, Picasso ją bił).

Inspirowała go gdy płakała. W prawdziwym życiu rzadko płakała, bo z płaczącymi, smutnymi mimozami Picasso się nie zadawał. A chorowała na depresję, którą to depresję i melancholię Pablo z uciechą malował. Jako jedyna z jego kobiet akceptowała „deformację twarzy”, rozumiejąc, że to niezbędne, malarskie doświadczanie. A co Mistrz na to?

„– Nie jesteś piękną kobietą. Nie jestem w stanie malować cię, kiedy jesteś normalna. Jak płaczesz, wtedy tak, bo wtedy robisz się śmieszna, a mnie to bawi i cieszy. Nie jesteś kobietą zdolną kogokolwiek zainspirować, by oddał twoje piękno. Jesteś kobietą, której szkice okazują się bezużyteczne. A poza tym, co za brak harmonii. Wypełniasz sobą całe płótno!”

Na wypadek, gdyby Dorze pozostały resztki godności osobistej i wiary w siebie Picasso przypominał dziewczynie jak mantrę:

„Ty mnie już nie pociągasz”

Niby nie pociąga, ale uprawiają seks, bo w jakiś chory sposób niezrównoważenie emocjonalne Dory podnieca Picassa. Wtedy też ją bije. Hiszpański macho czerpie satysfakcję, że zdominował „taką silną kobietę”. Równolegle oszukuje Marie-Thérèse, która stanowi całkowitą antytezę Dory, a jej życie ocieka spokojem i harmonią.  Wprawdzie Dora i Marie-Thérèse wiedzą o sobie, ale każda z nich uważa, że jest tą jedyną. Nie spotykają się, ponieważ Picasso, genialny strateg, wyznaczył Marie-Thérèse dni i godziny odwiedzin, poza którymi ma się nie pokazywać, więc karnie waruje u jego drzwi o wyznaczonym czasie. Dora jest wzywana telefoniczne, jak call girl. I jak call girl przybiega na zawołanie.

Dora i Marie-Thérèse rywalizowały o rękę Picassa dosłownie – pobiły się o niego. Zmusiły go, aby się zdeklarował, którą kocha. Dziewczyny spoliczkowały się, wysportowana Marie-Thérèse uderzyła Dorę tak, że Dora wylądowała na drzwiach. Wybrał Marie-Thérèse, bo „przecież wiadomo doskonale, że kocham Marie-Thérèse”. Jasna sprawa, że żyjąc z Dorą, kocha Marie-Thérèse. Podwójne zwycięstwo. Nawet potrójne, bo u Picassa też wtedy przegrała:

„Przestałem ją kochać, kiedy objawiła mi się jako zwykła kobieta, walcząca na moich oczach o mnie. A to widziałem już tyle razy wcześniej. Nie ofiarowała mi nic nowego. Po raz pierwszy Dora nie zadziwiła mnie” 

A Dora chorowała – ataki gniewu przeplatała stanami rozpaczy. Mistrz nie chce znosić tej histerii i chociaż naprawdę podziwia urodę dziewczyny, ceni intuicję artystyczną (genialna Guernica nosi ślad Dory jako modelki i „konsultantki”), nie chce już jej w swoim życiu.

Czas się pozbyć problemu, da się ją do szpitala, niech tam zrobią z nią byle co, nieważne. Elektrowstrząsy też mogę być, wszystko jedno, byle się od niego odczepiała.

„U Królowej Tybetu stwierdzono delirium tremens, manię prześladowczą, schizofrenię i postępującą paranoję. Pastylki, elektrowstrząsy i izolacja dokonały reszty. Wałek z bawełnianej ścierki pozwalał uniknąć przegryzienia języka lub pęknięcia szczęki. Ale czasem nie zdawał się na wiele i krew leciała jej strumieniami z ust. Uważano, że elektrowstrząsy można aplikować kobietom dopiero po „40”, a ona miała 38 lat.
– Nie ma znaczenia – mówił na to Wielki Geniusz. – Ona musi absolutnie o wszystkim zapomnieć. Zapomnieć o mnie! Wszystko mi jedno. Poza tym ona już nigdy nie będzie nikogo obchodzić. Nie jest dla mnie nic warta, nic mi już po niej.

Dora ochrzciła siebie „Królową Tybetu” kiedy w chorobie nie wiedziała, jak się nazywa.

Po rozstaniu żyła samotnie przez 50 lat. Trochę pracowała. Przeżyła nawrócenie religijne na katolicyzm i pałętała się  między domem pełnym zakurzonych pamiątek po Geniuszu, a kościołem pełnym Boga. Jej modlitwa brzmiała: „Po Picassie, Bóg”.

Po 8 latach związku na arenie pojawia się nowa miłość Picassa.
Mistrz ma 63 lata, żonę, 2 kochanki, ślubnego syna i nieślubną córkę. Nadal mało 😊 Francoise Gilot pcha się na czwartą.

Źródła:

http://www.pablo-ruiz-picasso.net/theme-doramaar.php
https://facet.onet.pl/dziewczyny/dora-maar-kobieta-ktora-nie-plakala-dla-picassa/dz65tge

 

WYCIERACZKI I BOGINIE czyli kobiety Picassa. Marie-Thérèse Walter walczy o rękę mistrza.Część III.

Marie-Thérèse Walter

WYCIERACZKI I BOGINIE czyli kobiety Picassa. Marie-Thérèse Walter

Ona: 17 lat. Wysportowana, wysoka blondynka. Bardzo ładna. Idzie ulicą. Gada z siostrą. Śmieją się.

On: 46 lat. Niski, czarnooki, przenikliwe spojrzenie malarza. Podgląda ją zasłaniając twarz płachtą gazety, w której wydziera dziury, żeby nie wyrżnąć na ulicy. Śledzi. Wielki malarz jak skrada się za młodą dziewczyną jak szpieg z Krainy Deszczowców.

Teraz albo nigdy: „Ma pani ciekawą twarz, chciałbym namalować pani portret. Jestem Picasso”.

Ale…, ale kto to jest ten jakiś Picasso? Dlaczego mówi z takim śmiesznym akcentem? Co w nim jest?… Picasso deklaruje, że będzie w tym miejscu sterczał do skutku, aż przyjdzie. Codziennie. Godzina 18. Przyszła…

Marie-Thérèse Walter, Francuzka – kolejna miłość Pabla Picassa. „Razem dokonamy wielkich rzeczy” – wierzył. Jedyne, czego wspólnie dokonali, to poczęcie dziecka. Jednak póki co, przed wielkimi rzeczami stoją strome schody. Po pierwsze: Marie-Thérèse  jest nieletnia, a za taki romans grozi deportacja. Po drugie: Picasso jest żonaty i dzieciaty z wściekle (choć zasłużenie) zazdrosną Olgą. Ale nie ma dla Picassa ma za stromych schodów, by zdobyć kobietę, której pożąda.
Zaryzykuje, bo Marie-Thérèse  jest zbyt piękna, aby nie zaryzykować. Czasem facet nie ma wyjścia.

Czytaj dalej „WYCIERACZKI I BOGINIE czyli kobiety Picassa. Marie-Thérèse Walter walczy o rękę mistrza.Część III.”