Amrita Sher-Gil – nagi autoportret

Amrita Sher-Gil 

Gdzie znajdzie prawdziwy dom córka indyjskiego arystokraty – intelektualisty i węgierskiej śpiewaczki operowej? W co uwierzy dziewczyna wyrzucona z katolickiej szkoły za malowanie kobiecych aktów? I z kolejnej – za ateizm? Kogo pokocha biseksualna nimfomanka? Kim zostanie „jak będzie duża” dziewczynka, która bardziej cieszy się farbami niż zabawkami? Ile odwagi musi mieć malarka, by namalować nagi autoportret? Tyle, ile miała jej Amrita Sher-Gil. Indyjska Frida Kahlo.

Pionierka współczesnej sztuki indyjskiej, łącząc sztukę wschodu i zachodu, realizm i postimpresjonizm z empatią portretowała biedę w Indiach, smutne oczy kobiet i niesprawiedliwość społeczną opartą na systemie kastowym. Uległość i pogodzenie z losem szarego człowieka. Jej bystre arcyoko wychwytywało w modelach cierpienie, ale i seksualność. Rzecz jasna, hinduskie modelki swą seksualność skromnie skrywają, za to jej własna nagość na autoportretach rozsadza ramy obrazów. Wyzwolona i namiętna przedstawicielka cyganerii artystycznej odważnie maluje swoje akty. Ponoć nimfomanka. Amrita Sher-Gil eksperymentuje z kobietami i mężczyznami, chętnie portretuje ich nago. Ostatecznie wychodzi za maż za swego zubożałego kuzyna, którego zna od dziecka, lekarza – dr Victora Egana (który zafundował jej przed ślubem 2 aborcje).

Umiera w niejasnych okolicznościach (zapada w śpiączkę) w przededniu swej pierwszej indywidualnej wystawy. Miała tylko 28 lat.

Źródła:

  • http://niezlasztuka.net/o-sztuce/amrita-sher-gil-indyjska-frida-kahlo/
  • https://www.nytimes.com/2018/06/20/obituaries/amrita-shergil-dead.html
  • https://www.culturalindia.net/indian-art/painters/amrita-shergil.html

Agnès Sorel – oficjalna królewska kochanka

Jean Fouquet, Agnès Sorel jako Madonna, około 1450.

Jeśli za sukcesem mężczyzny stoi kobieta, to za sukcesem średniowiecznej Francji stoi kurtyzana. Karol VII zakochał się w Agnès Sorel, gdy przybyła do jego zamku jako dama dworu i przez 20 lat kochać nie przestał. Agnès choć piękna, inteligentna i skromna (co nie przeszkadzało jej przyjmować ziem, pałaców i dóbr od króla i wywołać na królewskim dworze modowy skandal – wprowadziła modę na fartuchy odsłaniające gorsząco jedną pierś). Królowa Maria Andegaweńska zatwierdziła ją jako kochankę oraz swoją damę dworu i tak to Agnès stała się oficjalną królewską metresą. Jak dziarski był Karol VII w swym królewskim łożu nie wiadomo, na pewno jako władca był kompletnie bierny. W zrujnowanej wojnami Francji popadł w depresję, marazm i oddawał się miłości zamiast podnosić kraj z ruiny. A to właśnie Agnès Sorel (znienawidzona przez głodujący lud i podejrzewana o wrogie działania na rzecz Anglii) wyrwała go z tego stanu – podstępem. Zaczęła go błagać, aby oddalił ją do Króla Anglii, ponieważ nieomylny horoskop mówi, że będzie kochana przez najpotężniejszego władcę świata. Dlatego czas w drogę, trzeba co tchu jechać do Anglii, aby wypełnić przepowiednię, bo najpotężniejszy mężczyzna z całą pewnością we Francji nie mieszka. Rozpłakał się na to król, zamknął na pokojach i nikogo nie pozwolił wpuszczać do siebie. A rano Agnès obudziły wojenne przygotowania. Tyle legenda 😊
Agnès Sorel miała z królem 4 dzieci. Zmarła (być może otruta przez syna Karola VII) z imieniem Jezusa na ustach. „Straciłem najlepszą przyjaciółkę” opłakiwał ukochaną metresę król Karol.

Źródło:

Jadwiga Dackiewicz, Faworyty władców Francji, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1992. 

Edwarda Hoppera ataki od tyłu (Jo Hopper)

Edwarda Hoppera ataki od tyłu (Jo Hopper)

Mimo 40 na karku Jo Nivison nie poznała smaku seksu, sławy i sukcesu ani testosteronu.  A potem wyszła za Edwarda Hoppera. Edward Hopper – malarz o wyglądzie młodszego księgowego wydaje się najnudniejszym malarzem świata. Zero skandali, romansów, obsikiwania murów, teatralnego niszczenia własnych obrazów maczetą. Pewnie nawet mandatu za złe parkowanie nigdy nie dostał. Nudziarz w brązowym garniturze. Maluje samotnych, biernych ludzi, którzy np. bezczynnie siedzą w barze (ale nie go-go), w hotelu (ale nie na godziny), albo gdzieś przy kawiarnianym stoliku, czkając nie wiadomo na co. Samotni ludzie na nostalgicznych obrazach przynieśli mu zasłużony artystyczny sukces.

Tymczasem w domu… za zamkniętymi drzwiami niewielkiego mieszkania, do którego wspinał się po 74 schodach czeka żona. Żona, tak jak on – malarka, ilustratorka. Liberalna, towarzyska, rudowłosa. Może nie czeka z obiadem, (bo gotować nie lubi, więc raczej zjedzą coś z puszki), ale z otwartym sercem na pewno. Pokonując te 74 stopnie Dr Jekyll zmienia się w Mr Hyde. Jo wyszła za maż jako dziewica, która nie wiedziała o seksie wiele (Edward nie pozwał rozmawiać o „tych sprawach”) i na początku swojej seksualnej przygody dostała „ataki z tyłu”, czyli wprost do swej dziewiczej pupy.  Przyjmowała te „ataki” w imię mężowskiej przyjemności, bo dla Edwarda tylko taka się liczyła. To  nienormalne, że Jo nie ma z tego przyjemności – więc tym gorzej dla niej. Jo nazywała Edwarda szlachetnym wieprzem.

Edward, porwany falą życiowego sukcesu wyładowywał się na żonie nie tylko seksualnie. Jo żyła w cieniu malarskiego geniuszu męża cierpliwie i wiernie, jako jego modelka (prawie wszystkie kobiety to jej sobowtóry) i sekretarka (ogarniała korespondencję, wystawy). Podporządkowała się zasadom i zakazom. Niby nie była potulna, podejmowała walkę, czasem nawet dosłownie, bo przemoc występowała nie tylko w łóżku – bili się. Pewnego dnia Jo pogryzła Edwarda „do kości”, a on uderzył Jo tak, że się przewróciła na meble. Kobieta przegrywała walkę z mężem i żyła pod jego dyktando.

Miała obowiązek pocieszać Edwarda podczas twórczych kryzysów i prawo do inspirowania go pomysłami. Dostała zakaz przekraczania wyrysowanej w pracowni „linii demarkacyjnej”, pożyczania jego farb i pokazywania swoich obrazów gościom. Nigdy nie wspierał jej malarskich ambicji, wręcz przeciwnie – utrudniał jej malowanie. Przedstawiał ją ludziom sztuki zawsze jako swoją żonę, nigdy jako artystkę.  Ponieważ obowiązywał ją też zakaz pokazywania obrazów znajomym, więc uważali Jo za amatorkę, która, jak mawiał Edward ma „mały przyjemny talencik”, w przeciwieństwie do niego, który – bez wątpienia – wszystko miał duże. Tu akurat mógł mieć rację. Mówił jej, że nawet gdyby miała swoją wystawę, to i tak nikt by nie przyszedł. Lepiej by się gotowaniem zajęła.

A ona nie mogła żyć bez niego i „bez tego wszystkiego”. Bez swego szlachetnego wieprza. W pamiętnikach pisała, że to małżeństwo jest błogosławieństwem, że Edward jest centrum jej wszechświata.  Edward umarł cicho, spokojnie, siedząc w fotelu, Jo dołączyła do niego po 10 miesiącach. On – uznany, dobrze sprzedający się artysta, ona – prawie anonimowa, zapomniana.

Źródła:

https://www.theguardian.com/artanddesign/2004/may/08/art
http://www.fembio.org/english/biography.php/woman/biography/josephine-nivison-hopper/

KIEDY MĘŻCZYZNA POŻĄDA KOBIETY… to ją maluje! Henri Matisse i dziewczyny w szarawarach

KIEDY MĘŻCZYZNA POŻĄDA KOBIETY… to ją maluje! Henri Matisse i modelki

Kobiety są treścią życia i twórczości Matissa – kobiece piękno nie istnieje dla niego samoistnie,  lecz łączy się ze zmysłową przyjemnością, nawet rozkoszą. Kobieta Matissa nie jest tylko modelką, bo ona nie pozuje – ona wyzwala w artyście to co najlepsze, prowokuje wewnętrzne doznania, które on dopiero przenosi na płótno. Artysta wcale nie maluje kobiety, on „tylko” przenosi na płótno swoje pożądanie, jakie modelka w nim wyzwala, a potem, w trakcie sesji – podsyca. Kolory, jakich używa jeszcze to wrażenie potęgują. Matisse mówi o pożądaniu, wszechobecnym prywatnie i zawodowo:

„Rysując jestem bardzo blisko modelki – nieomalże w niej samej – oczy tuż przy oczach i kolanami dotykając kolan… aby utrzymać napięcie tego szczególnego flirtu, który już prawie graniczy z gwałtem”*.

Zdaje się, że malarza uwiodły półnagie kobiety w szarawarach i stały się obiektem jego seksualnej obsesji, no – minimum erotycznej fantazji.

„Wizerunki Odalisek są częścią rozległej seksualnej fantazji, tworzeniem haremu, w którym artysta może rozkoszować się zmysłowymi przyjemnościami przedstawianych kobiet, jednocześnie idealizując swoje pożądanie wystarczająco, by stworzyć dobre dzieło sztuki.” **

Jedna modelka – odaliska, to zdecydowanie za mało jak na harem, ale właśnie ta jedna dziewczyna zapisała się w życiu malarza:  Henriette Darricarrère.  Henriette i Matisse spotkali się gdy ona miała 19 lat i jako najstarsza z rodzeństwa pomagała rodzinie zarabiając na życie jako baletnica i modelka. Grała też na fortepianie i skrzypcach, próbowała malować. Matisse traktował ją jak członka rodziny, wiernie mu towarzyszyła i inspirowała do pracy, przyjaźniła się też z jego żoną i córką. Pozowała Matissowi przez 7 lat, 6 dni w tygodniu, po 10 godzin dziennie, na szczęście w dość wygodnej pozycji. Matisse bowiem uważał, że każda modelka ma „swoją” najlepszą pozę – dla Henriette wysportowane ciało idealnie wpasowywało się w wyobrażenie odaliski – odpoczywającej na tapczanie, z opuszczoną nogą i uniesioną ręką.
Odeszła z życia i twórczości Matissa po 7 latach, gdy wyszła za mąż za chłopaka z marnymi perspektywami na życie, czego jej podobno nie mógł wybaczyć i płakał nad tym razem z jej ojcem.

Źródła:
*Wielcy Malarze, ich życie, inspiracje i dzieło Część 94, Henri Matisse
**Jack Flam, Picasso i Matisse. Przyjaciele i rywale, Twój Styl Wydawnictwo książkowe, Warszawa 2006
http://www.henri-matisse.net/models.html
http://www.sothebys.com/en/news-video/blogs/all-blogs/impressions/2014/04/matisses-model-mademoiselle-henriette.html

KTO BYŁ KONKUBINĄ NIE ZOSTANIE KRÓLOWĄ – Gabrielle d’Estrées

Po moim zimnym trupie! – mogłaby zawołać królowa Nawarry, Małgorzata, negocjując warunki unieważnienia królewskiego małżeństwa z Jego Wysokością Henrykiem IV. – Jeśli po mnie na tronie Francji za zasiąść jakaś inna, jeśli ma po mnie nosić koronę, to na pewno nie ta „psia kurwa”.

Gabrielle d’Estrées, bo o niej mowa, na swoje nieszczęście była bardzo ładna. Jej narzeczony – Roger de Bellegarde tak chwalił piękno wybranki przed królem, że Jego Wysokość zapragnął ujrzeć legendarną urodę Gabrielle. I to był błąd, który Rogera drogo kosztował, bo król natychmiast się zakochał! A że królowi się nie odmawia, zatem Mademoiselle, chcąc nie chcąc, została królewską metresą. Była to już zresztą tradycja rodzinna kobiet z jej rodziny, ponieważ lubiły one igraszki w cudzych łóżkach (babcia Gabrielle przecisnęła się do łoża papieża Klemensa VII i Franciszka I, natomiast matka Gabrielle, zwana wraz z siostrami „siedmioma grzechami głównymi” porzuciła męża i córkę, aby zaznać miłości z kochankiem).

Henryk IV zapragnął mieć Gabriellę tylko dla siebie, nakazał więc Rogerowi usunąć się, aby móc bez konkurencji sycić swe seksualne rządze. Roger uległ, w przeciwieństwie dla samej zainteresowanej. Król wzbudzał w mademoiselle Gabrielle obrzydzenie. Niski, kościsty i przepity, starszy o 20 lat „podrywał na kasę”: obiecał, że cała rodzina odniesie finansowe korzyści, gdy tylko Gabrielle będzie dla niego miła. Gabrielle skapitulowała, ulegając nie tyle królowi, co rodzinie. Kochanka – wolontariuszka. Dla zachowania pozorów wydano ją za mąż, za podstarzałego wdowca, który w zamian za przywileje nie rościł pretensji do żony, a Gabrielle wędrowała za królem z obozu wojennego do obozu. Nawet nie udawała, że go kocha, nie zerwała też definitywnie z narzeczonym.

 

Ku zachwytowi Henryka urodziła syna (o ojcostwo podejrzewano Rogera). Żeby królewicza uznać rozwiedziono Gabriellę, a jej stary mąż zmuszony był wyjawić publicznie światu swoją prawdziwą lub udawaną impotencję. Gabrielle stała się oficjalną kochanką z wszystkimi przywilejami, znienawidzoną przez wyniszczony wojnami i głodny lud Francji. Urodziła troje dzieci, a jej stosunek do zakochanego Henryka z upływem czasu ocieplił się i złagodniał. Za to status metresy z czasem przestał ją zadowalać. Aspirowała do korony, jednak królewskie decyzje matrymonialne rzadko są decyzjami serca. Kto był konkubiną, nie zostanie królową. Łoże to jeszcze nie tron. Ale Henryk wymyślił, żeby wszystkim, poza aktualną żoną obiecać małżeństwo: królowej Małgorzacie mówi, że po rozwodzie ożeni się z wykastrowaną z urody, za to dobrze urodzoną Marią Medycejską, a Gabrielli obiecuje, że ożeni się właśnie z nią. Po chrzcinach ich trzeciego „bękarta” król założył na dłoń Gabrielli pierścień – znak ślubnych zamiarów, pokazując tym samym fucka papieżowi, który zamierzał królewską wybrankę wcześniej zaaprobować.

Los zaśmiał się jednak królowi w twarz, bo mało już brakowało, aby Gabrielle zasiadła na tronie. Na kilka dni przed ślubem, gdy Gabrielle była w 9 miesiącu ciąży, dla zachowania pozorów król oddalił ją na kilka dni. Już nie wróciła. Czy to komplikacje ciążowe, czy otrucie – nie wiadomo, ale konała przez dwa dni w męczarniach, a przed śmiercią wołała o króla. …Który szybko pocieszył się w ramionach 20-letniej ciemnowłosej Henrietty de Balzac d’Entragues. A potem Marią Medycejską.

Obrazy anonimowych malarzy przedstawiają wizerunki Gabrielle d’Estrées i jej siostrę Julienne d’Estrées.

Źródło:

Craveri B., Kochanki i królowe. Władza kobiet, P. Salwa (tłum.), Warszawa: wyd. W.A.B, 2013.

KOBIETY ZEUSA – DANAE i złoty deszcz między udami

Danae – jak wiele dzieciaków – była rozczarowaniem dla swego ojca zanim jeszcze zdążyła się urodzić i cokolwiek zepsuć. Jej ojciec, Król Akrisjos koniecznie chciał syna, była więc dzieckiem niechcianym. Życie przechlapane, ale nie do końca zrujnowane, ponieważ król liczył, że Danae może bodaj wnuka mu urodzi i tym samym spełni ojcowskie oczekiwanie względem męskiego potomka. Poszedł król do wyroczni deflickiej, dopytać co i jak z tą sprawą  i dowiedział się, że owszem, jak najbardziej, prawie wszystko spoko, będzie wnuczek! Tylko jest taki mały problem, że niestety – lojalnie uprzedziła wyrocznia – ten wyczekany wnuczek jak dorośnie, to swego królewskiego dziadka zabije.

Czytaj dalej „KOBIETY ZEUSA – DANAE i złoty deszcz między udami”

MISTRZ I MAŁGORZATA, czyli królowa jest zachwycona

Pavel Orinyansky

„– Bardzo proszę o wydanie mi zaświadczenia – tocząc dzikim wzrokiem powiedział z wielkim naciskiem Mikołaj Iwanowicz – zaświadczenia, gdzie spędziłem dzisiejszą noc.
– W celu okazania komu? – surowo zapytał kocur.
– W celu okazania żonie – stanowczo powiedział Mikołaj Iwanowicz.
– Zazwyczaj nie wydajemy zaświadczeń – powiedział kot i nadął się – ale dla pana zrobimy chyba wyjątek. I Mikołaj Iwanowicz ani się obejrzał, a już goła Helia siedziała przy maszynie, a kot dyktował jej:
Zaświadcza się niniejszym, że okaziciel niniejszego zaświadczenia, Mikołaj Iwanowicz, spędził wyżej wymienioną noc na balu u szatana, gdzie został zaangażowany jako środek lokomocji… otwórz, Helia, nawias, a w nawiasie napisz “wieprz”. Podpisano – Behemot.
– A data? – pisnął były wieprz.
– Dat nie wpisujemy, z datą dokument byłby nieważny – powiedział kot składając niedbały podpis. Potem wyjął skądś pieczątkę, chuchnął na nią urzędowo, odbił na papierze słowo “zapłacono” i wręczył ów papier lokatorowi z parteru. Po czym lokator z parteru zniknął bez śladu, a na jego miejscu zjawił się nowy nieoczekiwany gość.”

Pavel Orinyansky

Niewidzialna! Niewidzialna!… Małgorzata przeleciała nad swoim zaułkiem, znalazła się nad innymi, krzyżującymi się z tamtym pod kątem prostym. W jednej chwili pozostawiła za sobą tę wylataną, wycerowaną, krzywą i długą uliczkę, wypaczone drzwi sklepu z materiałami łatwopalnymi, gdzie sprzedają naftę na kubki i flakony płynu na pasożyty, i wtedy zrozumiała, że aczkolwiek jest zupełnie wolna i niewidzialna, to przecież nawet w upojeniu powinna zachować trochę rozsądku. Doprawdy tylko cudem zdołała przyhamować i uniknąć roztrzaskania się o starą narożną latarnię. Uchyliła się jednak, mocniej ścisnęła szczotkę i poleciała wolniej, wypatrując przewodów elektrycznych i umieszczonych w poprzek trotuaru szyldów.
Trzecia z kolei uliczka prowadziła wprost na Arbat. Doleciawszy tam Małgorzata całkiem już się oswoiła z kierowaniem szczotką, zorientowała się, że szczotka posłusznie reaguje na najlżejsze dotknięcie dłoni czy nogi, zrozumiała, że kiedy leci nad miastem, musi być bardzo uważna i nie może szaleć. Poza tym już w zaułku stało się jasne, że przechodnie nie widzą latawicy. Nikt nie zadzierał głowy, nie wołał: “Popatrz, popatrz!”, nikt nie uskakiwał na bok, nie piszczał ani nie mdlał, nikt nie wybuchał obłąkańczym śmiechem.
Małgorzata leciała bezgłośnie, bardzo powoli, niezbyt wysoko, mniej więcej na poziomie pierwszego piętra. Ale nawet przy tak powolnym locie na rogu oślepiająco rozjarzonego Arbatu trochę źle obliczyła i uderzyła ramieniem o jakąś oświetloną tarczę, na której namalowana była strzałka. To rozgniewało Małgorzatą. Osadziła posłuszną szczotkę, odleciała na bok, a potem runęła na tarczę i kijem od szczotki rozbiła ją znienacka w drobny mak. Posypało się z brzękiem szkło, przechodnie odskoczyli, gdzieś rozległ się gwizdek, a Małgorzata po tym niepotrzebnym wyczynie roześmiała się.”

Nina Balashova Graham

„Wylecieli wreszcie na podest, na którym, jak zorientowała się Małgorzata, spotykał ją w ciemnościach Korowiow z latarenką. Teraz na owym podeście oślepiało światło lejące się z kryształowych winnych gron. Świta zatrzymała tu Małgorzatę, pod lewym jej ramieniem znalazła się niska kolumienka z ametystu.
– Jeśli będzie już bardzo ciężko, można oprzeć na niej rękę – szeptał Korowiow.
Jakiś czarnoskóry podłożył pod nogi Małgorzaty poduszkę, na której był wyhaftowany złoty pudel, i na poduszce tej posłuszna czyimś dłoniom Małgorzata postawiła prawą nogę, zgiąwszy ją w kolanie. Spróbowała się rozejrzeć. Korowiow i Asasello stali przy niej w uroczystych pozach. Obok Asasella stali trzej młodzieńcy, którzy trochę przypominali Abbadonę. W plecy wiało zimnem. Małgorzata obejrzała się i zobaczyła, że z marmurowej ściany za jej plecami tryska i spływa do oblodzonego basenu wino. Przy lewej nodze wyczuwała coś ciepłego i puszystego. Był to Behemot. Małgorzata znajdowała się u szczytu ogromnych, zasłanych dywanem schodów.”

Źródła:

https://www.masterandmargarita.eu/
M. Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, Wyd. Czytelnik, Tłum. I. Lewandowska, W. Dąbrowski, Warszawa 1993.

SALAMBO – kiss me, kill me…

Adolphe Auguste Eugène Cossard

Dziś wyjątkowo: kobieta zasłonięta po szyję, ale tak piękna, że nie mogłam się powstrzymać. 🙂
Salambo, tytułowa bohaterka powieści Gustawa Flauberta.

Nic dziwnego że zachwyca, bo księżniczka Salambo olśniewała urodą i jak na księżniczkę przystało miała i duszę i ciało na równi wspaniałe. Choć wysokie urodzenie, pieniądze, służki i klejnoty pomagały w utrzymaniu urody, dla Salome wszystko to marność – dla niej liczyła się tylko służba bogini Tanit. Serce Salambo wypełniała więc modlitwa i marzenie o służbie kapłańskiej, do której przygotowywała się odmawiając sobie tego co dobre, czyli miłości, pożądania, wina, mięsa (pewnie też glutenu i GMO) –  jakby brak składników odżywczych i endorfin zwiększał ekstazę religijną. Ciało jej pięknie pachniało, na nodze zaś nosiła łańcuszek cnoty, żeby było jasne, że jest czysta, niewinna i nie w głowie jej sprośności, bo dziewicą się urodziła, dziewicą umrze. W służbie bogini Tanit.

Jednak los złośliwy, w osobie tatusia miał inny plan względem Salambo – wykorzystać ją politycznie, czyli sprytnie wydać za mąż. Bogini Tanit nie interweniowała w ludzkie plany.

Czytaj dalej „SALAMBO – kiss me, kill me…”

Biada człowiekowi, który sieje zgorszenie – John Sargent i wybrakowana suknia Madame X

Paryż la belle epoque to miasto wyrozumiałe i tolerancyjne, które widziało już wszystko.

Czym więc można zgorszyć to miasto, w którym kokainą leczy się katar i używa jej jako afrodyzjak? Co zgorszy ludzi, którzy na kaca piją szampana, budząc się w jednym z 200 legalnych burdeli?

Nagością – nie, perwersją – nie, chlaniem i ćpaniem na umór – nie, grzeszną miłością – nie, ale obietnicą grzechu – jak najbardziej! Obietnica bezwstydu gorszy bardziej niż sam bezwstyd.

Zatem naga kobieta nie gorszy, jej biust odsłonięty wydekoltowaną suknią również nie. Jednak portret kobiety w sukni czarnej, długiej do ziemi, na ramiączkach, z których tylko jedno jest na swoim miejscu, a drugie nie, bo „nie wiadomo dlaczego” opadało swobodnie na ramię powoduje, że cały Paryż ma nagły ból dupy.

Nagle subtelna aluzja seksualna ukazana na obrazie rozpaliła lędźwie Paryżan bardziej, niż 200 realnych burdeli.

John Sargent, uzdolniony malarz, z sukcesami, które gwarantowały mu miejsce na Salonie 1884 r. pragnął świadomie „zarządzić swoją karierą”. Szukał więc na Salon takiego tematu, który pokaże widzom „niezwykłe widowisko” malarskie i udowodni, że może namalować wszystko – nowatorsko, prowokacyjnie, ze smakiem i talentem. Jedna jedyna kobieta w Paryżu miała potencjał, aby „zrobić z nią ten artystyczny projekt” – madame Amélie Gautreau.

Nieszczególnie wykształcona w szkole prowadzonej przez zakonnice (umysł niewyedukowany jest czysty i niezepsuty), czynnie uczestniczyła w życiu towarzyskim, nabierając ogłady i szukając męża (z sukcesem i portfelem). Żadne to wyzwanie dla Amélie, ponieważ z wąską talią, wydatnym biustem i alabastrową karnacją bezwiednie przyciągała męską uwagę – przypominała marmurowy posąg greckiej bogini.  Posągi jednak mają ten feler, że łatwo jest utrącić.

Lwica salonowa, zawsze drogo i wykwintnie ubrana, bywała tam gdzie wypada bywać i znała tych, których warto znać. Gdy pojawiała się na wystawie malarstwa, stawała się tym dziełem, które ludzie podziwiali zamiast obrazów. Mężczyźni rozbierali ją wzrokiem, artyści błagali by im pozowała, durzyli się w niej i szpiegowali. Ale nie dla psa kiełbasa! Pierwszy portret to nie byle co! Amélie uważała, że wybór malarza, który uwieczni jej nieskończone piękno, podziwiane przez krytyków i wielbicieli ale i – niestety – wrogów jest szalenie ważną decyzją, która stoi na równi z wyborem stosownego towarzystwa lub kapelusza:). Do portretu będącego hołdem złożonym jej urodzie więc może pozować tylko artyście zdolnemu namalować arcydzieło. Johnowi Sargentowi.

Niestety – przekombinowała.

Sargent po kilku próbach ustawił Amélie w dość nienaturalnej i niewygodnej pozie (stoi prosto, patrzy w bok) – modelka jednak wdzięcznie wspiera się o zbyt niski stolik i utrzymuje nieruchomą pozycję. Podczas jednej z uciążliwych sesji wysadzane drogimi kamieniami ramiączko sukni niechcący zsuwa się na naprężone ramię. Być może Amélie by je odruchowo poprawiła, ale Sargent w tym momencie zaskoczył, bo zobaczył, że ramiączko „to jest to”! Ten właśnie motyw zrobi wyróżniający się, genialny portret. Sargent namalował portret równie wielki, co uroda modelki – (208.6 x 109.9 cm) żeby broń Boże nikt go niechcący nie przegapił na Salonie. Amélie, zimna i wyniosła całą sobą manifestowała widzowi: możesz sobie o mnie pomarzyć. Nawet na Ciebie nie spojrzę. 

Jakież mogło być zdziwienie Amélie, kiedy po wystawieniu portretu na Salonie nikt już nie chciał jej mieć, znać, ani tym bardziej podziwiać! Obraz uznano za odgrażający i banalny. Krytycy pisali, że Sargent namalował „trupie, rozkładające się ciało” (przyszła wyczekiwana chwila triumfu zawistnych koleżanek Amélie, które od dawna podejrzewały, że spożywa ona w mikro dawce arszenik, aby wyhodować taki kolor skóry). Dekolt zdecydowanie za głęboki! Suknia bardzo dopasowana, czyżby bez halki, atrybutu porządnej kobiety? Wstydu baba nie ma! I tak to Paryż się zgorszył.

A już najgorsze jest to ramiączko, które „zsunęło się” na ramię! Zsunęło się! Akurat! Co to ma znaczyć? Że nie zdążyła się ubrać, po tym jak on JUŻ ją przeleciał, czy JESZCZE nie zdążyła się rozebrać, żeby ją przeleciał? Bo to, że gdzieś tu czai się napalony na seks mężczyzna, z winem i zamiarem, to pewne.

Skandal.

Karykatura Madame X

Po wystawie pisano o niej, że „lepiej mieć dobry portret w szlafroku, niż zły szkic w sukni balowej” – tak los przewrotny z hukiem strącił Amélie z kruchego postumentu sławy. Salonowa lwica bohaterką karykatur i złośliwości. Paryż się z niej śmieje.

Skompromitowany Sargent domalował nieszczęsne ramiączko i uciekł w świat za chlebem, obraz wożąc ze sobą. Ale dobra jakość zawsze się wybroni – dość szybko odniósł zasłużony sukces. Amélie nigdy nie odzyskała swojej towarzyskiej pozycji. Dorobiła się natomiast jeszcze kilku portretów (w tym kolejny „bez ramiączka”!).

Dziś Portret Madame X Możemy podziwiać w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku.

Źródła:

D. Davies, Bez ramiączka. John Sargent i upadek Madame X, Wyd. Twój Styl, Warszawa 2007, tłum. J. Pierzchała. (cyt. s.66, 192)
M. Gurowska-Adamczyk, M. Orzeszyna, Paryż. Miasto sztuki i miłości w czasach belle époque, Wyd. PWN, Warszawa 2012

Zmasakrowana pupa Wenus (Diego Velázquez)

WENUS Z LUSTREM Diego Velázqueza

Wenus z lustrem_Diego
Velázquez

Za czasów Inkwizycji w Hiszpanii akty uznawano za „dzieła szatana”. Na straży wszelkiego prawa i sprawiedliwości stali miłosierni, katoliccy duchowni, egzekwując swoje racje za pomocą draski i siarki, bo ogień stosu odwraca uwagę od smrodu palonego żywcem na stosie ciała. Szczęśliwie, za malowanie aktu groziła tylko ekskomunika lub banicja. „Pierwszy akt pogański”, czyli „Wenus z lustrem” namalował Diego Velázquez (pozować prawdopodobnie jego kochanka) i jakoś się razem z Wenus, lustrem i kupidynkiem przed Inkwizycją uchował, ale przegrał z 25-letnią, drobną kanadyjską sufrażystką uzbrojoną w tasak i wolę walki o prawa kobiet.

Co ma goła dupa do polityki?

Darmowe wejście dla zwiedzających National Gallery w Londynie 10 marca 1914 r. okazało się bardzo kosztowne. Mary Richardson, aktywistka – feministka przemyciła pod płaszczem tasak – narzędzie zbrodni, szkicownik – dla zmylenia przeciwnika i tak przygotowana do akcji przechadzała się po muzealnych salach. Nawet coś naszkicowała i nie odróżniała się niczym od innych zwiedzających. Wenus pilnowało dwóch znudzonych strażników. Mery przez dwie godziny podziwiała dzieła sztuki, aż zdecydowała się zaatakować Wenus. Wyjęła tasak, celnym ciosem rozbiła szybę i zaczęła dźgać bez opamiętania tasakiem pośladki i plecy Wenus. Lustra nie stłukła. Wenus otrzymała 7 głębokich ran ciętych, a Mary zyskała przezwisko „Mary Rozpruwacz”.

Dlaczego to zrobiła?

Tłumaczyła, że próbowała zniszczyć obraz najpiękniejszej kobiety w mitologii jako protest przeciwko rządowi, który zaaresztował inną aktywistkę – Emmeline Pankhurst, „najpiękniejszą postać w historii nowożytnej, która działa na rzecz sprawiedliwych praw dla kobiet” i dlatego mordy zdradzieckie rządu chcą ją zniszczyć. Otrzymała najwyższy wymiar kary przewidziany za taki czyn, czyli 6 miesięcy więzienia.

Po 40 latach zmieniła zeznania – tak naprawdę zniszczyła obraz, ponieważ przeszkadzało jej, że mężczyźni godzinami gapili się na gołą dupę Wenus! Za długo! I to jest prawdziwy głos kobiet, zawsze aktualny 😊: to wina faceta 🙂

4 lata później kobiety uzyskały ograniczone, a w 1928 r. pełne prawa wyborcze.

Obraz odrestaurowano, więc można do woli gapić się na gołą dupę Wenus w National Gallery w Londynie. Entrance to the Collection of paintings is free.

Źródła:

G. Neret, Erotyzm w malarstwie, Wyd. artystyczne i filmowe, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1996.
Mardal-Ekielska Anna, Akt w malarstwie, Wyd. SBM Renata Gmitrzak, 2015
https://en.wikipedia.org/wiki/Rokeby_Venus
http://edusens.blogspot.com/2013/07/z-tasakiem-na-wenus-w-imie-spoecznej.html
https://en.wikipedia.org/wiki/Mary_Richardson