HIGIENA W ANTYKU, czyli zrób się na bóstwo w Rzymie

Rzymianie mieli bogów na każdą okazję – boginią kanałów ściekowych była Cloacina, a modlono się do niej, gdy kanał się zapchał, albo wybijały ścieki. Bogiem toaletowym (odpowiedzialnym też za wzdęcia) był Crepitus – wzywany do biegunki lub zatwardzenia.

Starożytni Rzymianie sprawy higieny i dbania o ciało traktowali poważnie – z Dalekiego Wschodu sprowadzali olejek z mirry i pachnącą żywicę, żeby kilka razy dziennie perfumować skórę i włosy. Depilowali zbędne owłosienie (ale nie nogi) i układali fryzurki nie tylko na głowie. Specjalny niewolnik-fryzjer-barber (tonsor), z rana układał patrycjuszom włosy i golił brody. Rzymianki kąpały się w mleku, wykonywały makijaż, pudrowały skórę, aby wydawała się bielsza i oczywiście nacierały się olejkami. Nic dziwnego, że łaźnie w Rzymie cieszyły się ogromną popularnością, bo za niewielką opłatą (znoszoną przez cesarza w drodze łaski, aby się podlizać) i niewolnik i patrycjusz mógł  skorzystać z dobrodziejstwa kąpieli.

Centrum życia towarzyskiego i społecznego toczyło się właśnie w termach, na które składały się baseny, sale do gry w kości, gabinety masażu, boiska, restauracje. Ludzie relaksowali się tam dzięki kąpielom (wypas – woda ciepła i zimna), ale też poprzez spotkania, plotki, czytanie książek, seks, albo podryw. W największych termach mogło przebywać jednocześnie aż 1500 osób.

Na razie nie możemy pójść do SPA, ani na basen, ani na masaż. Siedźmy więc w domu, myjmy ręce 😊

Źródła:

 

ŁAŹNIA TURECKA, czyli duszno, pa/orno

„Odalisca”, Adrien Henri Tanoux, 1880

Moda na orient w sztuce bezwstydnie wparowała do haremu, a przy okazji do intymnych pomieszczeń toaletowych sułtana. Bo na bogactwo sułtana składał się m.in. jego pałac, a w nim hammam, czyli łaźnia. A w niej…. Wiele nagich  kobiet stłoczonych w sensualnej bliskości, dotykających siebie nawzajem przy okazji masażu, mycia, czesania czy po prostu kobiecych pogaduszek. W świecie islamu umycie się było niezbędne przed modlitwą, konieczne po seksie czy intymnych czynnościach fizjologicznych, ale też kąpiele dawały po prostu przestrzeń dla namiętności i otwartości na seks.

Zaszczyt umycia sułtana przydał najładniejszym niewolnicom (odaliskom), a ta najpiękniejsza miała honor podawać mydło. Te brzydsze mogły jedynie trzymać ręczniki i dzbany z wodą. Łaźnia składała się z części kąpielowej i wypoczynkowej, bo po kąpieli odprężony sułtan lubił jakąś swoją kobietę przelecieć.

 

 

 

Źródła:

http://www.laboratoriumkultury.us.edu.pl/?p=31545
https://en.wikipedia.org/wiki/Turkish_bath

HIGIENA W ŚREDNIOWIECZU, czyli częste mycie skraca życie?

Albrecht Dürer

„Kogo chrzest oczyścił, kąpać się nie musi” – zdecydował Św. Hieronim. Ludzie w średniowieczu uważali, że brud przybliża do Boga, bo po co komu przyziemne sprawy związane z dbałością o swój wygląd (i zdrowie). Umiłowanie fizycznej czystości rozbudza grzeszną ciekawość własnego ciała, a ciekawość – wiadomo – pierwszy stopień do piekła. Kościół zakazywał kąpieli w niedziele i święta, kąpiącym się regularnie kobietom nie udzielano rozgrzeszenia i generalnie – lepiej się do wody nie pchać, o ile nie jest święcona. I dlatego książę Przemysław nie kąpał się przez 4 ostatnie lata życia, a Kinga, żona Bolesława Wstydliwego wycierała swą książęcą (później świętą) twarz brudną szmatą.

Jednak nie było tak źle, ludzie się kąpali – można nawet mówić o „balia party”, bo czasem nawet i kilka osób kąpało się razem w drewnianej, pachnącej ziołami balii. Europejscy rycerze, dworzanie i możni po prostu powinni być czyści. Władysław Jagiełło miał balię w kształcie konia, z którą sobie podróżował.

Łaźnie publiczne, dla tych biedniejszych, też cieszyły się powodzeniem, bo miały wielorakie funkcje. Można było tam i się wykąpać, i poplotkować, i pogadać. Trochę wręcz jak w SPA – panie mogły np. wydepilować intymne miejsca, co miało spore znaczenie, ponieważ łaźnie i domy schadzek często stanowiły jedność. I wszyscy świetnie się bawili, do czasu aż dżuma zdziesiątkowała Europę, a wszystko – jak uważano – z powodu kąpieli w gorącej wodzie. Z kolei przez rozpustę w łaźniach – burdelach wybuchł syfilis i tak to i higiena, i kąpiele, i łaźnie zyskały złą sławę.

Jest XXI wiek, mamy „swoją” epidemię, więc nie kochaj się w brudzie, siedź w domu, myj ręce 😊

Źródło:

https://tytus.edu.pl/2018/10/16/czysta-i-brudna-prawda-o-higienie-w-sredniowieczu/

„OBY TWÓJ HAREM ZAWSZE BYŁ PEŁNY!”

„OBY TWÓJ HAREM ZAWSZE BYŁ PEŁNY!*”

„Oby Twój harem zawsze był pełny!” – takie życzenia często słyszą ode mnie moi koledzy i bardzo się wtedy cieszą. 😊 Cóż, bezmiar uległych kobiet, które nie odzywają się bez pozwolenia to marzenie każdego faceta. Otwierają usta i nawiązują kontakt wzrokowy na ich żądanie. Ludzka rzecz, takie marzenie. Ale harem nieludzki.

Harem znaczy miejsce zakazane albo święte – ale ani ono zakazane, ani święte i żadna religia tego określenia nie obroni, bo świętości to tu nie ma za grosz. Za to jest pełno bab. Bab (odaliski – czyli białe niewolnice), które ku uciesze sułtana kupiono na bazarze jak kilo rodzynek, gdy były przerażonymi, niewinnymi, 10-letnimi dziewczynkami. Nawet nie można powiedzieć, że upolowano je  jak zwierzynę, bo na polowaniu trzeba się jednak napracować.

Zakupione (i nie tylko) kobiety mieszkały w haremie, czyli wydzielonej z domu części zamkniętej dla mężczyzn, za podwójnymi drzwiami, zwanymi – jakżeby inaczej – „wrotami szczęśliwości” , zgadnijcie czyjej. Gdy nadeszła owa wiekopomna chwila szczęśliwości i sułtan łaskawie przekraczał wrota haremu kobiety traktowały go jak Boga (którym właściwie tam był) – i blask boski tak je opromieniał, że języka w buzi zapominały i milczały, aż im ewentualnie pozwoli przemówić. Ba! Oślepione widokiem nawet oczu nie podnosiły, tylko zgięte w ukłonie pokornie w podłogę patrzyły. Fajnie? Trochę niewygodnie.

Potem tańczyły, a układ taneczny polegał na tym, aby eksponować w ruchu ciało, odsłonić nieco golizny, zwabić sułtana i wkraść się w jego łaski (wybierał sobie dziewczyny jak z katalogu) – tańczyły tyle „numerów”, aż sułtan powie dość. Ale sułtan, nawalony i obżarty nierzadko przysypiał, a tancerki tańczyły nadal, w trupa, bo przecież nie dostały pozwoleństwa, aby przestać.

Inną rozrywką, mającą zabawić sułtana i zwabić go do alkowy były spektakle teatralne, w których aktorkami były niewolnice. Jaki półdebil scenariusz pisał, nikt nie wie – w każdym razie akcja działa się na bazarze i polegała na: a) kupowaniu na bazarze, b) sprzedawaniu na bazarze – bo był to jedyny katalog czynności znany i dostępny niewolnicom. Nigdzie więcej nie chodziły, bo i po co.
Kurtyna. Oklaski.

O tym, jak i dlaczego Henri Matisse malował Odaliski już niebawem 🙂

Źródła:

  • https://histmag.org/jak-wygladalo-zycie-w-haremie-13893
  • http://www.laboratoriumkultury.us.edu.pl/?p=31545
  • * cytat z serialu MASH, wypowiadał go kapral Klinger 🙂

 

ZAKAZ WSTĘPU DLA MĘŻCZYZN – czyli kobieta w kąpieli cz. I

Aleksandr Gerasimov

Akt kobiety w kąpieli – jako temat błahy, nie cieszył się zainteresowaniem malarzy. Jeżeli modelka ma na imię Wenus, Zuzanna, Batscheba i podglądają ją np. obrzydliwi starcy, zakochani książęta – dopiero wtedy można kąpiel malować. Jednak popularność motywów orientalnych w malarstwie (m.in. haremy, odaliski, łaźnie) zaowocowała przedstawieniem kobiecego aktu podczas pobytu w łaźni. Łaźnie (nie tylko tureckie) to zresztą specyficzne miejsca – kwitło tam życie towarzyskie, rozrywkowe, ale też miłosne, wypełnione rozpustą i seksualnymi orgiami.

Moda na orient umożliwiła więc malarzom podglądanie kobiet wprost, bez mitologicznych czy biblijnych pretekstów.

Malarz zachwycony ciałem kobiety, jej codziennymi rytuałami i intymnym światem, do którego nie ma wstępu maluje rozebraną modelkę w chwili jej prywatności. Scena kąpieli jest pełna gracji, tajemnicy, kobieta jest sensualna, temat pozbawiony kulturowego kamuflażu jest afirmacją kobiecego piękna podglądanego męskim okiem. Mężczyznom wstęp wzbroniony. Przynajmniej oficjalnie. Czytaj dalej „ZAKAZ WSTĘPU DLA MĘŻCZYZN – czyli kobieta w kąpieli cz. I”