Simonetta Vespucci- XV wieczna Miss Włoch, czyli najpiękniejsza

Simonetta Vespucci to taka XV wieczna Miss Włoch, tylko mniej obciachowa – nie macha ręką w rytm: łokieć – nadgarstek i nie paraduje przed jury w kostiumie kąpielowym i szpilkach (a jak wiadomo, bikini + obcasy to duet idealny, i na scenę, i na plażę). Nie paraduje, bo nie musi, ponieważ to mężczyźni prężą się przed nią i rozstawiają swe pawie ogony. W owych czasach panna musiała być przyczesana i płochliwa, ale jak już rodzice zaaranżowali pannie małżeństwo to kochanków mogła wybrać sama – a gdy ma się status najpiękniejszej kobiety Florencji jest z czego wybierać i można w chłopach wybrzydzać.

Podczas popularnych we Florencji turniejów konnych rycerze składali najpiękniejszej hołd i walczyli ze sobą, który którego zrzuci z konia, a wszyscy świetnie się przy tym bawili. W 1475 r. owa la bella, bellissima to właśnie Simonetta – przyjmuje męskie honory zasiadając na honorowym miejscu na trybunach.

Wszyscy mężczyźni się w niej kochali, a najbardziej Giuliano de Medici, który podczas zwycięskiego turnieju wymachiwał proporcem z jej portretem i poświęcił jej swoje zwycięstwo (cokolwiek to znaczy). W specjalnie przygotowanej przez Giuliana tajemnej komnacie schadzek konsumowali swe grzeszne, ale odwzajemnione uczucie – miłość top secret ze względu na swój cudzołożny charakter: Simonetta od 16 roku życia była żoną florenckiego arystokraty Marco Vespucciego. Malarz Botticelli też się w niej  zakochał, choć platonicznie, romantycznie i raczej bez wzajemności – na tyle, by spokojne spojrzenie migdałowych oczu i falujące blond loki Simonetty uwiecznić w licznych portretach kobiecych.

Simonetta Vespucci zmarła na gruźlicę w wieku 22/23 lat, jej kochanek Giuliano de Medici został zamordowany dokładnie 2 lata po jej śmierci, Botticelli nigdy się nie ożenił (podejrzewano go o homoseksualizm), za to pochowano go tam, gdzie Simonettę (ale kościół przypadkiem był miejscem pochówku jego rodziny).

Źródła:

https://niezlasztuka.net/o-sztuce/simonetta-vespucci-muza-botticellego/

http://posztukiwania.pl/blog/2017/02/23/legenda-renesansowej-florencji/

WOJENNY ROMANS – Major William Orpen i Yvonne Aubicq

Major William Orpen – Yvonne Aubicq

Major William Orpen (1878 –1931) malował portrety wojenne, czyli tych, którzy mieli przed nazwiskiem „Sir” i wąsy, a także dostojnych generałów z poważną miną oraz żołnierzy stojących na baczność i strzelających obcasami przed tymiż dostojnymi generałami. Nic dziwnego, że miał dość tego towarzystwa i zapragnął jakiegoś apetycznego, kobiecego, miękkiego ciałka. Na portrecie Yvonne Aubicq, czyli Ewa, jego kochanka, przyjaciółka, towarzyszka życia odzyskanego po wojnie. Żeby ją namalować szukał inspiracji aż w Luwrze, ale nawet tam nie znalazł wzorca – ani Rembrandt, ani Cubert, ani Goya nie byli dość przekonywujący. Powstały jednak trzy akty Yvonne. Poznali się, kiedy William był „irlandzkim pacjentem” a ona pielęgniarką na wojennym froncie. Yvonne pielęgnowała go w szpitalu tak skutecznie, że została na dłużej – do czasu, aż związała się z szoferem Orpena, który prowadził błyszczącego Rolls Royce’a, cóż – adrenalina podczas charyzmatycznego prowadzenia samochodu podniecała Yvonne bardziej niż ruchy pędzla. Mąż Yvonne – William Charles Frederick Grover – Williams niebawem został sławnym kierową rajdowym, wygrywając Grand Prix Francji, Belgii i Monako. W czasie II wojny światowej wstąpił do kierownictwa Operacji Specjalnych i kierował komórką ruchu oporu, oficjalnie został stracony w 1945 przez Gestapo, za szpiegostwo. Nieoficjalnie odrodził się jak Elvis – powrócił do żywych pod przybranym nazwiskiem, aby prowadzić z Yvonne sekretne życie i sklep warzywny. Yvonne tymczasem z powiedzeniem hodowała teriery szkockie – zmarła w 1973 roku.

Źródła:

http://www.sothebys.com
https://www.motorsportmagazine.com/archive/article/june-2002/94/racer-dancer-soldier-spy

„KOBIETA JEST JAK OGIEŃ – OGRZEWA I POCHŁANIA” – Edvard Munch i Tulla Larsen

KOBIETA JEST JAK OGIEŃ – OGRZEWA I POCHŁANIA” – Edvard Munch i Tulla Larsen

Munch nie chciał, by kobieta go – w tej zimnej Kristianii – ogrzewała, bo przyzwyczaił się do zimna: jako dziecko pochował matkę i siostrę, wychowywał go ekstremalnie religijny, surowy ojciec i ciotka; zimny był to dom i zimny chów, a jedyne w nim ciepło to gorejący ogień piekielny, w którym malutki Edvard  – jak mu obiecywano – będzie się smażył i skwierczał.

Już jako młody chłopak zadecydował, że zostanie kawalerem – postanowieniu sprzyjały realia epoki, w której kobieta jawiła się jako nienasycona erotycznie istota, dominująca i niebezpieczna, niezaspokojona femme fatale, której  grzeszny magnetyzm najpierw demaskuje słabość mężczyzny, a następnie  prowadzi go do zguby. Mężczyzna jest męczennikiem, ofiarą tej wampirzycy, która wgryza mu się w szyję i wysysa z niego życiodajne siły, które możnaby przecież spożytkować na pracę. Dlatego on, Munch – on kobiety wcale nie chce! Rezygnacja z miłości łatwo mu przyszła, bo bab w Krystianii nie brakuje, w przeciwieństwie do dobrych malarzy. Z kobietą Munch pragnął tylko intelektualnego i emocjonalnego porozumienia, a także intymności jaka towarzyszy przyjaźni, lecz wzdrygał się przed fizyczną bliskością. Ciało do ciała, ciepło do ciepła – to nie dla niego. Unikał więc uprawiania seksu, a jeśli już, to sypiał z tymi kobietami, na których mu nie zależało. A że kobiety nie znały jego poglądów, to Edvard, przystojny i tajemniczy, złamał jedno, czy dwa serca.

Kobieta – wampir (sportretowana jako Wampir), morderczyni Charlotte Corday (sportretowana jako morderczyni Marata – Charlotte Corday), to uosobienie wszelkiego zła, to Mathilda („Tulla”) Larsen. Zadomowiła się w jego życiu na 4 lata, w pamięci na zawsze i zostawiła mu pewną pamiątkę… (nie, nie syfilis szalejący w Europie).

Czytaj dalej „„KOBIETA JEST JAK OGIEŃ – OGRZEWA I POCHŁANIA” – Edvard Munch i Tulla Larsen”

DRUGIE „CHCIWOŚĆ”, czyli dlaczego trójkąt z aktualną i byłą żoną nie może się udać (Sir Stanley Spencer)

Do obrazu pozuje Patricia Preece – druga żona artysty Stanleya Spencera – lesbijka, z którą nigdy nie uprawiał małżeńskiego seksu. Stanley Spencer w swojej pierwszej żonie (również malarce) Hildze Carline zakochał się od pierwszego wierzenia: poznali się na obiedzie, i gdy mu talerz zupy pod nos podstawiła mocno zapragnął, żeby mu do końca życia podstawiała – poczuł komunię dusz, porozumienie i wnet wyobraźnia artysty wymalowała mu kolorowe obrazy wspólnego życia na angielskiej wsi Cookham. Tak też się stało: żyli sobie idyllicznie i bukolicznie, wspólnie malując i wychowując dzieci. Ale los złośliwy nie miałaby tak złej opinii jaką ma, gdyby nie wprowadził do idealnego życia pary nieco perturbacji w postaci dwu lesbijek: Patricii Preece i Doroty Hepworth (obie również malarki), mieszkających po sąsiedzku. Oto znajomość, która miała Stanleya Spencera drogo kosztować. Przez 3 lata Patricia i Spencer byli najlepszymi przyjaciółmi, rozmiłowanymi w sztuce i wiejskim życiu w ukochanym Cookham. Kiedy Hilda wyjeżdżała opiekować się matką, Patricia opiekowała się słomianym wdowcem i zbliżyli się tak bardzo, że Patricia, kokietka i flirciara wzbudziła u Stanleya obsesyjne, seksualne pożądanie.

Czytaj dalej „DRUGIE „CHCIWOŚĆ”, czyli dlaczego trójkąt z aktualną i byłą żoną nie może się udać (Sir Stanley Spencer)”

FRANCUSKIE ROZKOSZE I UCIECHY, czyli Paryż przełomu wieków

Philippe Wolfers

„…jedno tylko pokutuje wspomnienie- wspomnienie namiętności, przed którymi cofaliśmy się w lęku i wspomnienie pokus, którymi nie mieliśmy odwagi ulec.” Oscar Wilde

Mieszkać w Paryżu czasów „la belle epoque” (1871 – 1914) to znaczy nażyć się do syta, odbierać świat wszystkimi zmysłami i nieustannie szukać nowych podniet. Paryżanie lubowali się w sylwestrowej zabawie na co dzień, perwersji, eksperymentach seksualnych i ekscesach alkoholowych oraz przesuwaniu granic. Pełne zanurzenie w dekadencji. Przełom wieków wzmaga u wrażliwców lęk i niepewność o przyszłość. Co robić, jak żyć?

Bawić się!

Paryżanie w knajpach przeżywają szkołę życia. Paryż jest naszpikowany kawiarniami i restauracjami – dostępnymi dla każdego, niezależnie od zasobności portfela i upodobań. Koniecznie należało bywać „U Maxima” – wysmakowane wnętrze w stylu art nouveau przyciągało wszystkich – i eleganckich Paryżan i arystokrację i obywateli półświatka. Prostytutki w specjalnych „pokojach miłości” przyjmowały wyposzczonych klientów. Goście balowali do samego rana tak zapamiętale, że lokal splajtował, bo wychodzili radośnie nie płacąc rachunków.

„Lubię mówić o niczym. Jest to jedyna rzecz, na której się znam.”

Bawiono się podczas ekskluzywnych przyjęć na salonach (po naszemu: domówki) . Każda pani domu miała ambicję, aby to jej salon był tym miejscem, gdzie jedzenie smakuje najpyszniej, rozmowy są najdowcipniejsze, a panie mają najcieńszą talię (ściśniętą gorsetem). Ale nic za darmo! Savoir – vivre salonowy narzucał ścisłe reguły gry. Należało czytać modne książki, a jak się nie przeczytało, to udawać, że jest się w trakcie, albo po prostu powiedzieć, że istotnie, są w nich ciekawe fragmenty. Bywać na wystawach, znać symbolistów, rozmawiać o Darwinie i Nitzschem, a przede wszystkim udawać, że się rozumie się to, o czym się mówi. Znać wszystkie skandale i plotki, ale udawać, że się je ignoruje. Nigdy, przenigdy nie pytać nikogo o wiek (mężczyzn też). Dobrze jest wydukać parę słów po angielsku, za to płynnie posługiwać się językiem dyplomacji, aby nigdy nie powiedzieć niczego dosadnie. Męcząca gra pozorów. Nic tylko się napić.

„Często prowadzę z sobą długie rozmowy i jestem przy tym tak mądry, że czasami nie rozumiem ani jednego słowa z tego, co mówię.”

Czytaj dalej „FRANCUSKIE ROZKOSZE I UCIECHY, czyli Paryż przełomu wieków”

KIEDY MĘŻCZYZNA POŻĄDA KOBIETY… to ją maluje! Henri Matisse i dziewczyny w szarawarach

KIEDY MĘŻCZYZNA POŻĄDA KOBIETY… to ją maluje! Henri Matisse i modelki

Kobiety są treścią życia i twórczości Matissa – kobiece piękno nie istnieje dla niego samoistnie,  lecz łączy się ze zmysłową przyjemnością, nawet rozkoszą. Kobieta Matissa nie jest tylko modelką, bo ona nie pozuje – ona wyzwala w artyście to co najlepsze, prowokuje wewnętrzne doznania, które on dopiero przenosi na płótno. Artysta wcale nie maluje kobiety, on „tylko” przenosi na płótno swoje pożądanie, jakie modelka w nim wyzwala, a potem, w trakcie sesji – podsyca. Kolory, jakich używa jeszcze to wrażenie potęgują. Matisse mówi o pożądaniu, wszechobecnym prywatnie i zawodowo:

„Rysując jestem bardzo blisko modelki – nieomalże w niej samej – oczy tuż przy oczach i kolanami dotykając kolan… aby utrzymać napięcie tego szczególnego flirtu, który już prawie graniczy z gwałtem”*.

Zdaje się, że malarza uwiodły półnagie kobiety w szarawarach i stały się obiektem jego seksualnej obsesji, no – minimum erotycznej fantazji.

„Wizerunki Odalisek są częścią rozległej seksualnej fantazji, tworzeniem haremu, w którym artysta może rozkoszować się zmysłowymi przyjemnościami przedstawianych kobiet, jednocześnie idealizując swoje pożądanie wystarczająco, by stworzyć dobre dzieło sztuki.” **

Jedna modelka – odaliska, to zdecydowanie za mało jak na harem, ale właśnie ta jedna dziewczyna zapisała się w życiu malarza:  Henriette Darricarrère.  Henriette i Matisse spotkali się gdy ona miała 19 lat i jako najstarsza z rodzeństwa pomagała rodzinie zarabiając na życie jako baletnica i modelka. Grała też na fortepianie i skrzypcach, próbowała malować. Matisse traktował ją jak członka rodziny, wiernie mu towarzyszyła i inspirowała do pracy, przyjaźniła się też z jego żoną i córką. Pozowała Matissowi przez 7 lat, 6 dni w tygodniu, po 10 godzin dziennie, na szczęście w dość wygodnej pozycji. Matisse bowiem uważał, że każda modelka ma „swoją” najlepszą pozę – dla Henriette wysportowane ciało idealnie wpasowywało się w wyobrażenie odaliski – odpoczywającej na tapczanie, z opuszczoną nogą i uniesioną ręką.
Odeszła z życia i twórczości Matissa po 7 latach, gdy wyszła za mąż za chłopaka z marnymi perspektywami na życie, czego jej podobno nie mógł wybaczyć i płakał nad tym razem z jej ojcem.

Źródła:
*Wielcy Malarze, ich życie, inspiracje i dzieło Część 94, Henri Matisse
**Jack Flam, Picasso i Matisse. Przyjaciele i rywale, Twój Styl Wydawnictwo książkowe, Warszawa 2006
http://www.henri-matisse.net/models.html
http://www.sothebys.com/en/news-video/blogs/all-blogs/impressions/2014/04/matisses-model-mademoiselle-henriette.html

MISTRZ I MAŁGORZATA, czyli królowa jest zachwycona

Pavel Orinyansky

„– Bardzo proszę o wydanie mi zaświadczenia – tocząc dzikim wzrokiem powiedział z wielkim naciskiem Mikołaj Iwanowicz – zaświadczenia, gdzie spędziłem dzisiejszą noc.
– W celu okazania komu? – surowo zapytał kocur.
– W celu okazania żonie – stanowczo powiedział Mikołaj Iwanowicz.
– Zazwyczaj nie wydajemy zaświadczeń – powiedział kot i nadął się – ale dla pana zrobimy chyba wyjątek. I Mikołaj Iwanowicz ani się obejrzał, a już goła Helia siedziała przy maszynie, a kot dyktował jej:
Zaświadcza się niniejszym, że okaziciel niniejszego zaświadczenia, Mikołaj Iwanowicz, spędził wyżej wymienioną noc na balu u szatana, gdzie został zaangażowany jako środek lokomocji… otwórz, Helia, nawias, a w nawiasie napisz “wieprz”. Podpisano – Behemot.
– A data? – pisnął były wieprz.
– Dat nie wpisujemy, z datą dokument byłby nieważny – powiedział kot składając niedbały podpis. Potem wyjął skądś pieczątkę, chuchnął na nią urzędowo, odbił na papierze słowo “zapłacono” i wręczył ów papier lokatorowi z parteru. Po czym lokator z parteru zniknął bez śladu, a na jego miejscu zjawił się nowy nieoczekiwany gość.”

Pavel Orinyansky

Niewidzialna! Niewidzialna!… Małgorzata przeleciała nad swoim zaułkiem, znalazła się nad innymi, krzyżującymi się z tamtym pod kątem prostym. W jednej chwili pozostawiła za sobą tę wylataną, wycerowaną, krzywą i długą uliczkę, wypaczone drzwi sklepu z materiałami łatwopalnymi, gdzie sprzedają naftę na kubki i flakony płynu na pasożyty, i wtedy zrozumiała, że aczkolwiek jest zupełnie wolna i niewidzialna, to przecież nawet w upojeniu powinna zachować trochę rozsądku. Doprawdy tylko cudem zdołała przyhamować i uniknąć roztrzaskania się o starą narożną latarnię. Uchyliła się jednak, mocniej ścisnęła szczotkę i poleciała wolniej, wypatrując przewodów elektrycznych i umieszczonych w poprzek trotuaru szyldów.
Trzecia z kolei uliczka prowadziła wprost na Arbat. Doleciawszy tam Małgorzata całkiem już się oswoiła z kierowaniem szczotką, zorientowała się, że szczotka posłusznie reaguje na najlżejsze dotknięcie dłoni czy nogi, zrozumiała, że kiedy leci nad miastem, musi być bardzo uważna i nie może szaleć. Poza tym już w zaułku stało się jasne, że przechodnie nie widzą latawicy. Nikt nie zadzierał głowy, nie wołał: “Popatrz, popatrz!”, nikt nie uskakiwał na bok, nie piszczał ani nie mdlał, nikt nie wybuchał obłąkańczym śmiechem.
Małgorzata leciała bezgłośnie, bardzo powoli, niezbyt wysoko, mniej więcej na poziomie pierwszego piętra. Ale nawet przy tak powolnym locie na rogu oślepiająco rozjarzonego Arbatu trochę źle obliczyła i uderzyła ramieniem o jakąś oświetloną tarczę, na której namalowana była strzałka. To rozgniewało Małgorzatą. Osadziła posłuszną szczotkę, odleciała na bok, a potem runęła na tarczę i kijem od szczotki rozbiła ją znienacka w drobny mak. Posypało się z brzękiem szkło, przechodnie odskoczyli, gdzieś rozległ się gwizdek, a Małgorzata po tym niepotrzebnym wyczynie roześmiała się.”

Nina Balashova Graham

„Wylecieli wreszcie na podest, na którym, jak zorientowała się Małgorzata, spotykał ją w ciemnościach Korowiow z latarenką. Teraz na owym podeście oślepiało światło lejące się z kryształowych winnych gron. Świta zatrzymała tu Małgorzatę, pod lewym jej ramieniem znalazła się niska kolumienka z ametystu.
– Jeśli będzie już bardzo ciężko, można oprzeć na niej rękę – szeptał Korowiow.
Jakiś czarnoskóry podłożył pod nogi Małgorzaty poduszkę, na której był wyhaftowany złoty pudel, i na poduszce tej posłuszna czyimś dłoniom Małgorzata postawiła prawą nogę, zgiąwszy ją w kolanie. Spróbowała się rozejrzeć. Korowiow i Asasello stali przy niej w uroczystych pozach. Obok Asasella stali trzej młodzieńcy, którzy trochę przypominali Abbadonę. W plecy wiało zimnem. Małgorzata obejrzała się i zobaczyła, że z marmurowej ściany za jej plecami tryska i spływa do oblodzonego basenu wino. Przy lewej nodze wyczuwała coś ciepłego i puszystego. Był to Behemot. Małgorzata znajdowała się u szczytu ogromnych, zasłanych dywanem schodów.”

Źródła:

https://www.masterandmargarita.eu/
M. Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, Wyd. Czytelnik, Tłum. I. Lewandowska, W. Dąbrowski, Warszawa 1993.

WYCIERACZKI I BOGINIE, czyli kobiety Picassa (modlitwa DORY MAAR: „Po Picassie, Bóg”)

Pablo Picasso

DORA MAAR

Picasso ma 54 lata, żonę w separacji, kochankę, syna z prawego łoża i córkę z nieprawego, a przede wszystkim apetyt na więcej seksu i miłości.  Dora Maar pcha się na trzecią.

Czarnowłosa piękność przy kawiarnianym stoliku bawi się w męską grę – kładzie na stoliku dłoń w rękawiczce w haftowane róże, rozszerza palce i wbija pomiędzy nie nóż. Kiedy krew przy skaleczeniu plami „róży kwiat”, Picasso obserwujący z zachwytem tę scenę, prosi o zakrwawioną rękawiczkę na pamiątkę. Kicz na miarę kolejnej komedii romantycznej – tam Picasso rzuciłby się na ratunek, tratując kelnera i wylewając na siebie gorącą zupę, aby tylko uratować damę w opałach. Ale to nie on. On myśli tylko o sobie. Dziewczyna to kolejna zabawka, którą wyrzuci do śmieci, gdy się znudzi – Dora Maar. Ale najpierw tę drogą zabawkę doszczętnie zniszczy.

28 lat. Zdolniacha. Zanim poznała Picassa również z sukcesem malowała. Zanim… Lewicowa wojowniczka i artystka. Muza surrealistów. Wychodziła na miasto i fotografowała z reporterskim zacięciem to, czego nikt nie chciał oglądać: biedaków, kaleki, brzydotę. Nowatorskie ujęcie tematów, tak jak i jej zainteresowanie fotografią artystyczną, fotomontażem, światłocieniem było wówczas mało popularne. Pionierka. Gejzer intelektu, Picasso „tylko z nią mógł porozmawiać jak z mężczyzną”, z żadną inną.  I to po hiszpańsku! No, takiej to jeszcze nie miał.

Zakochał się, bo kobiecie która ma wszystko trudno się oprzeć. Lepszej nie znajdzie – miał z nią emocjonalne i intelektualne porozumienie. Dlaczego więc Wielki Geniusz (dorobił się już tego przydomka) traktował ją gorzej niż którąkolwiek ze swoich kobiet?

Dora była muzą, kochanką, modelką, reporterką, która utrwalała na kliszy życie Picassa. Ze swojego zrezygnowała, bo on tak chciał. W zamian dostała elektrowstrząsy, upokorzenia i bicie (tak jest, Picasso ją bił).

Inspirowała go gdy płakała. W prawdziwym życiu rzadko płakała, bo z płaczącymi, smutnymi mimozami Picasso się nie zadawał. A chorowała na depresję, którą to depresję i melancholię Pablo z uciechą malował. Jako jedyna z jego kobiet akceptowała „deformację twarzy”, rozumiejąc, że to niezbędne, malarskie doświadczanie. A co Mistrz na to?

„– Nie jesteś piękną kobietą. Nie jestem w stanie malować cię, kiedy jesteś normalna. Jak płaczesz, wtedy tak, bo wtedy robisz się śmieszna, a mnie to bawi i cieszy. Nie jesteś kobietą zdolną kogokolwiek zainspirować, by oddał twoje piękno. Jesteś kobietą, której szkice okazują się bezużyteczne. A poza tym, co za brak harmonii. Wypełniasz sobą całe płótno!”

Na wypadek, gdyby Dorze pozostały resztki godności osobistej i wiary w siebie Picasso przypominał dziewczynie jak mantrę:

„Ty mnie już nie pociągasz”

Niby nie pociąga, ale uprawiają seks, bo w jakiś chory sposób niezrównoważenie emocjonalne Dory podnieca Picassa. Wtedy też ją bije. Hiszpański macho czerpie satysfakcję, że zdominował „taką silną kobietę”. Równolegle oszukuje Marie-Thérèse, która stanowi całkowitą antytezę Dory, a jej życie ocieka spokojem i harmonią.  Wprawdzie Dora i Marie-Thérèse wiedzą o sobie, ale każda z nich uważa, że jest tą jedyną. Nie spotykają się, ponieważ Picasso, genialny strateg, wyznaczył Marie-Thérèse dni i godziny odwiedzin, poza którymi ma się nie pokazywać, więc karnie waruje u jego drzwi o wyznaczonym czasie. Dora jest wzywana telefoniczne, jak call girl. I jak call girl przybiega na zawołanie.

Dora i Marie-Thérèse rywalizowały o rękę Picassa dosłownie – pobiły się o niego. Zmusiły go, aby się zdeklarował, którą kocha. Dziewczyny spoliczkowały się, wysportowana Marie-Thérèse uderzyła Dorę tak, że Dora wylądowała na drzwiach. Wybrał Marie-Thérèse, bo „przecież wiadomo doskonale, że kocham Marie-Thérèse”. Jasna sprawa, że żyjąc z Dorą, kocha Marie-Thérèse. Podwójne zwycięstwo. Nawet potrójne, bo u Picassa też wtedy przegrała:

„Przestałem ją kochać, kiedy objawiła mi się jako zwykła kobieta, walcząca na moich oczach o mnie. A to widziałem już tyle razy wcześniej. Nie ofiarowała mi nic nowego. Po raz pierwszy Dora nie zadziwiła mnie” 

A Dora chorowała – ataki gniewu przeplatała stanami rozpaczy. Mistrz nie chce znosić tej histerii i chociaż naprawdę podziwia urodę dziewczyny, ceni intuicję artystyczną (genialna Guernica nosi ślad Dory jako modelki i „konsultantki”), nie chce już jej w swoim życiu.

Czas się pozbyć problemu, da się ją do szpitala, niech tam zrobią z nią byle co, nieważne. Elektrowstrząsy też mogę być, wszystko jedno, byle się od niego odczepiała.

„U Królowej Tybetu stwierdzono delirium tremens, manię prześladowczą, schizofrenię i postępującą paranoję. Pastylki, elektrowstrząsy i izolacja dokonały reszty. Wałek z bawełnianej ścierki pozwalał uniknąć przegryzienia języka lub pęknięcia szczęki. Ale czasem nie zdawał się na wiele i krew leciała jej strumieniami z ust. Uważano, że elektrowstrząsy można aplikować kobietom dopiero po „40”, a ona miała 38 lat.
– Nie ma znaczenia – mówił na to Wielki Geniusz. – Ona musi absolutnie o wszystkim zapomnieć. Zapomnieć o mnie! Wszystko mi jedno. Poza tym ona już nigdy nie będzie nikogo obchodzić. Nie jest dla mnie nic warta, nic mi już po niej.

Dora ochrzciła siebie „Królową Tybetu” kiedy w chorobie nie wiedziała, jak się nazywa.

Po rozstaniu żyła samotnie przez 50 lat. Trochę pracowała. Przeżyła nawrócenie religijne na katolicyzm i pałętała się  między domem pełnym zakurzonych pamiątek po Geniuszu, a kościołem pełnym Boga. Jej modlitwa brzmiała: „Po Picassie, Bóg”.

Po 8 latach związku na arenie pojawia się nowa miłość Picassa.
Mistrz ma 63 lata, żonę, 2 kochanki, ślubnego syna i nieślubną córkę. Nadal mało 😊 Francoise Gilot pcha się na czwartą.

Źródła:

http://www.pablo-ruiz-picasso.net/theme-doramaar.php
https://facet.onet.pl/dziewczyny/dora-maar-kobieta-ktora-nie-plakala-dla-picassa/dz65tge

 

TAMARA ŁEPMICKA – bezpruderyjna królowa epoki art deco

Tamara Łempicka

Tamara Łempicka, obwieszona brylantami i ociekająca seksapilem turbodupa była wisienką na szczycie śmietanki towarzyskiej Paryża.

Wychodzi za mąż za bon vivanta, za którym kobiety zazdrośnie odwracają głowy. Tadeusz Łempicki kocha pieniądze, ma do nich dżentelmeńskie nastawienie, czyli „te pieniądze mu się po prostu należały” 😉, bo o pieniądzach się nie mówi, pieniądze się ma. A Tamara ma posag, 16 lat i serce jej bije mocniej, gdy na niego patrzy – Tadeusz wygląda jak model. Kiedy podczas rewolucji październikowej Tadeusz zostaje aresztowany bezgranicznie oddana żona płaci seksem za jego uwolnienie – Tadeusz wychodzi z więzienia, ale jest doszczętnie zniszczony psychicznie.  I po chłopie. Nie mają pieniędzy. Łepmicki leży na kanapie i pozwala się utrzymywać – najpierw krewnym, potem żonie. Tamara już udowodniła, że jest kobietą czynu, więc kiedy biedują bierze się do roboty. Najpierw sprzedaje futra i klejnoty, a kiedy i tak nie mają z czego żyć, dołącza do ludu pracującego i bierze się do uczciwej pracy – zaczyna malować. I postanawia sobie, że „za każdy sprzedany obraz kupi sobie bransoletkę, aż do dnia, gdy cała pokryje się diamentami od nadgarstków do ramion.” Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Czytaj dalej „TAMARA ŁEPMICKA – bezpruderyjna królowa epoki art deco”

SUZY SOLIDOR, najczęściej portretowana kobieta na świecie

Tamara Łepmicka

Suzy Solidor 

Suzy Solidor (1900-1983), wyemancypowana Francuzka, wyzwolona aktorka i artystka – śpiewa piosenki tradycyjnie wykonywane przez mężczyzn. Ta zadeklarowana lesbijka postosunkowym głosem z seksowną chrypką śmiało wyznaje swoje pożądanie i miłość kobietom. Otwarta na własną seksualność i przychylna innym otwiera nawet klub nocny (bardzo popularny wśród niemieckich oficerów). Niestety, to nietypowe dla kobiet zajęcie obróciło się przeciwko Suzy – oskarżono ją o kolaborację i musiała opuścić Francję. Suzy, Kardashinka swej epoki była „najczęściej malowaną kobietą na świecie” .

Inicjatywa wykonania portretu wyszła od Suzy, Tamara zgodziła się pod jednym warunkiem: „pozujesz w akcie”.

Francis Picabia