KIEDY MĘŻCZYZNA POŻĄDA KOBIETY… to ją maluje! Henri Matisse i dziewczyny w szarawarach

KIEDY MĘŻCZYZNA POŻĄDA KOBIETY… to ją maluje! Henri Matisse i modelki

Kobiety są treścią życia i twórczości Matissa – kobiece piękno nie istnieje dla niego samoistnie,  lecz łączy się ze zmysłową przyjemnością, nawet rozkoszą. Kobieta Matissa nie jest tylko modelką, bo ona nie pozuje – ona wyzwala w artyście to co najlepsze, prowokuje wewnętrzne doznania, które on dopiero przenosi na płótno. Artysta wcale nie maluje kobiety, on „tylko” przenosi na płótno swoje pożądanie, jakie modelka w nim wyzwala, a potem, w trakcie sesji – podsyca. Kolory, jakich używa jeszcze to wrażenie potęgują. Matisse mówi o pożądaniu, wszechobecnym prywatnie i zawodowo:

„Rysując jestem bardzo blisko modelki – nieomalże w niej samej – oczy tuż przy oczach i kolanami dotykając kolan… aby utrzymać napięcie tego szczególnego flirtu, który już prawie graniczy z gwałtem”*.

Zdaje się, że malarza uwiodły półnagie kobiety w szarawarach i stały się obiektem jego seksualnej obsesji, no – minimum erotycznej fantazji.

„Wizerunki Odalisek są częścią rozległej seksualnej fantazji, tworzeniem haremu, w którym artysta może rozkoszować się zmysłowymi przyjemnościami przedstawianych kobiet, jednocześnie idealizując swoje pożądanie wystarczająco, by stworzyć dobre dzieło sztuki.” **

Jedna modelka – odaliska, to zdecydowanie za mało jak na harem, ale właśnie ta jedna dziewczyna zapisała się w życiu malarza:  Henriette Darricarrère.  Henriette i Matisse spotkali się gdy ona miała 19 lat i jako najstarsza z rodzeństwa pomagała rodzinie zarabiając na życie jako baletnica i modelka. Grała też na fortepianie i skrzypcach, próbowała malować. Matisse traktował ją jak członka rodziny, wiernie mu towarzyszyła i inspirowała do pracy, przyjaźniła się też z jego żoną i córką. Pozowała Matissowi przez 7 lat, 6 dni w tygodniu, po 10 godzin dziennie, na szczęście w dość wygodnej pozycji. Matisse bowiem uważał, że każda modelka ma „swoją” najlepszą pozę – dla Henriette wysportowane ciało idealnie wpasowywało się w wyobrażenie odaliski – odpoczywającej na tapczanie, z opuszczoną nogą i uniesioną ręką.
Odeszła z życia i twórczości Matissa po 7 latach, gdy wyszła za mąż za chłopaka z marnymi perspektywami na życie, czego jej podobno nie mógł wybaczyć i płakał nad tym razem z jej ojcem.

Źródła:
*Wielcy Malarze, ich życie, inspiracje i dzieło Część 94, Henri Matisse
**Jack Flam, Picasso i Matisse. Przyjaciele i rywale, Twój Styl Wydawnictwo książkowe, Warszawa 2006
http://www.henri-matisse.net/models.html
http://www.sothebys.com/en/news-video/blogs/all-blogs/impressions/2014/04/matisses-model-mademoiselle-henriette.html

MISTRZ I MAŁGORZATA, czyli królowa jest zachwycona

Pavel Orinyansky

„– Bardzo proszę o wydanie mi zaświadczenia – tocząc dzikim wzrokiem powiedział z wielkim naciskiem Mikołaj Iwanowicz – zaświadczenia, gdzie spędziłem dzisiejszą noc.
– W celu okazania komu? – surowo zapytał kocur.
– W celu okazania żonie – stanowczo powiedział Mikołaj Iwanowicz.
– Zazwyczaj nie wydajemy zaświadczeń – powiedział kot i nadął się – ale dla pana zrobimy chyba wyjątek. I Mikołaj Iwanowicz ani się obejrzał, a już goła Helia siedziała przy maszynie, a kot dyktował jej:
Zaświadcza się niniejszym, że okaziciel niniejszego zaświadczenia, Mikołaj Iwanowicz, spędził wyżej wymienioną noc na balu u szatana, gdzie został zaangażowany jako środek lokomocji… otwórz, Helia, nawias, a w nawiasie napisz “wieprz”. Podpisano – Behemot.
– A data? – pisnął były wieprz.
– Dat nie wpisujemy, z datą dokument byłby nieważny – powiedział kot składając niedbały podpis. Potem wyjął skądś pieczątkę, chuchnął na nią urzędowo, odbił na papierze słowo “zapłacono” i wręczył ów papier lokatorowi z parteru. Po czym lokator z parteru zniknął bez śladu, a na jego miejscu zjawił się nowy nieoczekiwany gość.”

Pavel Orinyansky

Niewidzialna! Niewidzialna!… Małgorzata przeleciała nad swoim zaułkiem, znalazła się nad innymi, krzyżującymi się z tamtym pod kątem prostym. W jednej chwili pozostawiła za sobą tę wylataną, wycerowaną, krzywą i długą uliczkę, wypaczone drzwi sklepu z materiałami łatwopalnymi, gdzie sprzedają naftę na kubki i flakony płynu na pasożyty, i wtedy zrozumiała, że aczkolwiek jest zupełnie wolna i niewidzialna, to przecież nawet w upojeniu powinna zachować trochę rozsądku. Doprawdy tylko cudem zdołała przyhamować i uniknąć roztrzaskania się o starą narożną latarnię. Uchyliła się jednak, mocniej ścisnęła szczotkę i poleciała wolniej, wypatrując przewodów elektrycznych i umieszczonych w poprzek trotuaru szyldów.
Trzecia z kolei uliczka prowadziła wprost na Arbat. Doleciawszy tam Małgorzata całkiem już się oswoiła z kierowaniem szczotką, zorientowała się, że szczotka posłusznie reaguje na najlżejsze dotknięcie dłoni czy nogi, zrozumiała, że kiedy leci nad miastem, musi być bardzo uważna i nie może szaleć. Poza tym już w zaułku stało się jasne, że przechodnie nie widzą latawicy. Nikt nie zadzierał głowy, nie wołał: “Popatrz, popatrz!”, nikt nie uskakiwał na bok, nie piszczał ani nie mdlał, nikt nie wybuchał obłąkańczym śmiechem.
Małgorzata leciała bezgłośnie, bardzo powoli, niezbyt wysoko, mniej więcej na poziomie pierwszego piętra. Ale nawet przy tak powolnym locie na rogu oślepiająco rozjarzonego Arbatu trochę źle obliczyła i uderzyła ramieniem o jakąś oświetloną tarczę, na której namalowana była strzałka. To rozgniewało Małgorzatą. Osadziła posłuszną szczotkę, odleciała na bok, a potem runęła na tarczę i kijem od szczotki rozbiła ją znienacka w drobny mak. Posypało się z brzękiem szkło, przechodnie odskoczyli, gdzieś rozległ się gwizdek, a Małgorzata po tym niepotrzebnym wyczynie roześmiała się.”

Nina Balashova Graham

„Wylecieli wreszcie na podest, na którym, jak zorientowała się Małgorzata, spotykał ją w ciemnościach Korowiow z latarenką. Teraz na owym podeście oślepiało światło lejące się z kryształowych winnych gron. Świta zatrzymała tu Małgorzatę, pod lewym jej ramieniem znalazła się niska kolumienka z ametystu.
– Jeśli będzie już bardzo ciężko, można oprzeć na niej rękę – szeptał Korowiow.
Jakiś czarnoskóry podłożył pod nogi Małgorzaty poduszkę, na której był wyhaftowany złoty pudel, i na poduszce tej posłuszna czyimś dłoniom Małgorzata postawiła prawą nogę, zgiąwszy ją w kolanie. Spróbowała się rozejrzeć. Korowiow i Asasello stali przy niej w uroczystych pozach. Obok Asasella stali trzej młodzieńcy, którzy trochę przypominali Abbadonę. W plecy wiało zimnem. Małgorzata obejrzała się i zobaczyła, że z marmurowej ściany za jej plecami tryska i spływa do oblodzonego basenu wino. Przy lewej nodze wyczuwała coś ciepłego i puszystego. Był to Behemot. Małgorzata znajdowała się u szczytu ogromnych, zasłanych dywanem schodów.”

Źródła:

https://www.masterandmargarita.eu/
M. Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, Wyd. Czytelnik, Tłum. I. Lewandowska, W. Dąbrowski, Warszawa 1993.

WYCIERACZKI I BOGINIE, czyli kobiety Picassa (modlitwa DORY MAAR: „Po Picassie, Bóg”)

Pablo Picasso

DORA MAAR

Picasso ma 54 lata, żonę w separacji, kochankę, syna z prawego łoża i córkę z nieprawego, a przede wszystkim apetyt na więcej seksu i miłości.  Dora Maar pcha się na trzecią.

Czarnowłosa piękność przy kawiarnianym stoliku bawi się w męską grę – kładzie na stoliku dłoń w rękawiczce w haftowane róże, rozszerza palce i wbija pomiędzy nie nóż. Kiedy krew przy skaleczeniu plami „róży kwiat”, Picasso obserwujący z zachwytem tę scenę, prosi o zakrwawioną rękawiczkę na pamiątkę. Kicz na miarę kolejnej komedii romantycznej – tam Picasso rzuciłby się na ratunek, tratując kelnera i wylewając na siebie gorącą zupę, aby tylko uratować damę w opałach. Ale to nie on. On myśli tylko o sobie. Dziewczyna to kolejna zabawka, którą wyrzuci do śmieci, gdy się znudzi – Dora Maar. Ale najpierw tę drogą zabawkę doszczętnie zniszczy.

28 lat. Zdolniacha. Zanim poznała Picassa również z sukcesem malowała. Zanim… Lewicowa wojowniczka i artystka. Muza surrealistów. Wychodziła na miasto i fotografowała z reporterskim zacięciem to, czego nikt nie chciał oglądać: biedaków, kaleki, brzydotę. Nowatorskie ujęcie tematów, tak jak i jej zainteresowanie fotografią artystyczną, fotomontażem, światłocieniem było wówczas mało popularne. Pionierka. Gejzer intelektu, Picasso „tylko z nią mógł porozmawiać jak z mężczyzną”, z żadną inną.  I to po hiszpańsku! No, takiej to jeszcze nie miał.

Zakochał się, bo kobiecie która ma wszystko trudno się oprzeć. Lepszej nie znajdzie – miał z nią emocjonalne i intelektualne porozumienie. Dlaczego więc Wielki Geniusz (dorobił się już tego przydomka) traktował ją gorzej niż którąkolwiek ze swoich kobiet?

Dora była muzą, kochanką, modelką, reporterką, która utrwalała na kliszy życie Picassa. Ze swojego zrezygnowała, bo on tak chciał. W zamian dostała elektrowstrząsy, upokorzenia i bicie (tak jest, Picasso ją bił).

Inspirowała go gdy płakała. W prawdziwym życiu rzadko płakała, bo z płaczącymi, smutnymi mimozami Picasso się nie zadawał. A chorowała na depresję, którą to depresję i melancholię Pablo z uciechą malował. Jako jedyna z jego kobiet akceptowała „deformację twarzy”, rozumiejąc, że to niezbędne, malarskie doświadczanie. A co Mistrz na to?

„– Nie jesteś piękną kobietą. Nie jestem w stanie malować cię, kiedy jesteś normalna. Jak płaczesz, wtedy tak, bo wtedy robisz się śmieszna, a mnie to bawi i cieszy. Nie jesteś kobietą zdolną kogokolwiek zainspirować, by oddał twoje piękno. Jesteś kobietą, której szkice okazują się bezużyteczne. A poza tym, co za brak harmonii. Wypełniasz sobą całe płótno!”

Na wypadek, gdyby Dorze pozostały resztki godności osobistej i wiary w siebie Picasso przypominał dziewczynie jak mantrę:

„Ty mnie już nie pociągasz”

Niby nie pociąga, ale uprawiają seks, bo w jakiś chory sposób niezrównoważenie emocjonalne Dory podnieca Picassa. Wtedy też ją bije. Hiszpański macho czerpie satysfakcję, że zdominował „taką silną kobietę”. Równolegle oszukuje Marie-Thérèse, która stanowi całkowitą antytezę Dory, a jej życie ocieka spokojem i harmonią.  Wprawdzie Dora i Marie-Thérèse wiedzą o sobie, ale każda z nich uważa, że jest tą jedyną. Nie spotykają się, ponieważ Picasso, genialny strateg, wyznaczył Marie-Thérèse dni i godziny odwiedzin, poza którymi ma się nie pokazywać, więc karnie waruje u jego drzwi o wyznaczonym czasie. Dora jest wzywana telefoniczne, jak call girl. I jak call girl przybiega na zawołanie.

Dora i Marie-Thérèse rywalizowały o rękę Picassa dosłownie – pobiły się o niego. Zmusiły go, aby się zdeklarował, którą kocha. Dziewczyny spoliczkowały się, wysportowana Marie-Thérèse uderzyła Dorę tak, że Dora wylądowała na drzwiach. Wybrał Marie-Thérèse, bo „przecież wiadomo doskonale, że kocham Marie-Thérèse”. Jasna sprawa, że żyjąc z Dorą, kocha Marie-Thérèse. Podwójne zwycięstwo. Nawet potrójne, bo u Picassa też wtedy przegrała:

„Przestałem ją kochać, kiedy objawiła mi się jako zwykła kobieta, walcząca na moich oczach o mnie. A to widziałem już tyle razy wcześniej. Nie ofiarowała mi nic nowego. Po raz pierwszy Dora nie zadziwiła mnie” 

A Dora chorowała – ataki gniewu przeplatała stanami rozpaczy. Mistrz nie chce znosić tej histerii i chociaż naprawdę podziwia urodę dziewczyny, ceni intuicję artystyczną (genialna Guernica nosi ślad Dory jako modelki i „konsultantki”), nie chce już jej w swoim życiu.

Czas się pozbyć problemu, da się ją do szpitala, niech tam zrobią z nią byle co, nieważne. Elektrowstrząsy też mogę być, wszystko jedno, byle się od niego odczepiała.

„U Królowej Tybetu stwierdzono delirium tremens, manię prześladowczą, schizofrenię i postępującą paranoję. Pastylki, elektrowstrząsy i izolacja dokonały reszty. Wałek z bawełnianej ścierki pozwalał uniknąć przegryzienia języka lub pęknięcia szczęki. Ale czasem nie zdawał się na wiele i krew leciała jej strumieniami z ust. Uważano, że elektrowstrząsy można aplikować kobietom dopiero po „40”, a ona miała 38 lat.
– Nie ma znaczenia – mówił na to Wielki Geniusz. – Ona musi absolutnie o wszystkim zapomnieć. Zapomnieć o mnie! Wszystko mi jedno. Poza tym ona już nigdy nie będzie nikogo obchodzić. Nie jest dla mnie nic warta, nic mi już po niej.

Dora ochrzciła siebie „Królową Tybetu” kiedy w chorobie nie wiedziała, jak się nazywa.

Po rozstaniu żyła samotnie przez 50 lat. Trochę pracowała. Przeżyła nawrócenie religijne na katolicyzm i pałętała się  między domem pełnym zakurzonych pamiątek po Geniuszu, a kościołem pełnym Boga. Jej modlitwa brzmiała: „Po Picassie, Bóg”.

Po 8 latach związku na arenie pojawia się nowa miłość Picassa.
Mistrz ma 63 lata, żonę, 2 kochanki, ślubnego syna i nieślubną córkę. Nadal mało 😊 Francoise Gilot pcha się na czwartą.

Źródła:

http://www.pablo-ruiz-picasso.net/theme-doramaar.php
https://facet.onet.pl/dziewczyny/dora-maar-kobieta-ktora-nie-plakala-dla-picassa/dz65tge

 

TAMARA ŁEPMICKA – bezpruderyjna królowa epoki art deco

Tamara Łempicka

Tamara Łempicka, obwieszona brylantami i ociekająca seksapilem turbodupa była wisienką na szczycie śmietanki towarzyskiej Paryża.

Wychodzi za mąż za bon vivanta, za którym kobiety zazdrośnie odwracają głowy. Tadeusz Łempicki kocha pieniądze, ma do nich dżentelmeńskie nastawienie, czyli „te pieniądze mu się po prostu należały” 😉, bo o pieniądzach się nie mówi, pieniądze się ma. A Tamara ma posag, 16 lat i serce jej bije mocniej, gdy na niego patrzy – Tadeusz wygląda jak model. Kiedy podczas rewolucji październikowej Tadeusz zostaje aresztowany bezgranicznie oddana żona płaci seksem za jego uwolnienie – Tadeusz wychodzi z więzienia, ale jest doszczętnie zniszczony psychicznie.  I po chłopie. Nie mają pieniędzy. Łepmicki leży na kanapie i pozwala się utrzymywać – najpierw krewnym, potem żonie. Tamara już udowodniła, że jest kobietą czynu, więc kiedy biedują bierze się do roboty. Najpierw sprzedaje futra i klejnoty, a kiedy i tak nie mają z czego żyć, dołącza do ludu pracującego i bierze się do uczciwej pracy – zaczyna malować. I postanawia sobie, że „za każdy sprzedany obraz kupi sobie bransoletkę, aż do dnia, gdy cała pokryje się diamentami od nadgarstków do ramion.” Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Czytaj dalej „TAMARA ŁEPMICKA – bezpruderyjna królowa epoki art deco”

SUZY SOLIDOR, najczęściej portretowana kobieta na świecie

Tamara Łepmicka

Suzy Solidor 

Suzy Solidor (1900-1983), wyemancypowana Francuzka, wyzwolona aktorka i artystka – śpiewa piosenki tradycyjnie wykonywane przez mężczyzn. Ta zadeklarowana lesbijka postosunkowym głosem z seksowną chrypką śmiało wyznaje swoje pożądanie i miłość kobietom. Otwarta na własną seksualność i przychylna innym otwiera nawet klub nocny (bardzo popularny wśród niemieckich oficerów). Niestety, to nietypowe dla kobiet zajęcie obróciło się przeciwko Suzy – oskarżono ją o kolaborację i musiała opuścić Francję. Suzy, Kardashinka swej epoki była „najczęściej malowaną kobietą na świecie” .

Inicjatywa wykonania portretu wyszła od Suzy, Tamara zgodziła się pod jednym warunkiem: „pozujesz w akcie”.

Francis Picabia

„OBY TWÓJ HAREM ZAWSZE BYŁ PEŁNY!” – czyli życie za wrotami szczęśliwości

„OBY TWÓJ HAREM ZAWSZE BYŁ PEŁNY!*” – czyli życie za wrotami szczęśliwości

„Oby Twój harem zawsze był pełny!” – takie życzenia często słyszą ode mnie moi koledzy i bardzo się wtedy cieszą. 😊 Cóż, bezmiar uległych kobiet, które nie odzywają się bez pozwolenia to marzenie każdego faceta. Otwierają usta i nawiązują kontakt wzrokowy na ich żądanie. Ludzka rzecz, takie marzenie. Ale harem nieludzki.

Harem znaczy miejsce zakazane albo święte – ale ani ono zakazane, ani święte i żadna religia tego określenia nie obroni, bo świętości to tu nie ma za grosz. Za to jest pełno bab. Bab (odaliski – czyli białe niewolnice), które ku uciesze sułtana kupiono na bazarze jak kilo rodzynek, gdy były przerażonymi, niewinnymi, 10-letnimi dziewczynkami. Nawet nie można powiedzieć, że upolowano je  jak zwierzynę, bo na polowaniu trzeba się jednak napracować.

Zakupione (i nie tylko) kobiety mieszkały w haremie, czyli wydzielonej z domu części zamkniętej dla mężczyzn, za podwójnymi drzwiami, zwanymi – jakżeby inaczej – „wrotami szczęśliwości” , zgadnijcie czyjej. Gdy nadeszła owa wiekopomna chwila szczęśliwości i sułtan łaskawie przekraczał wrota haremu kobiety traktowały go jak Boga (którym właściwie tam był) – i blask boski tak je opromieniał, że języka w buzi zapominały i milczały, aż im ewentualnie pozwoli przemówić. Ba! Oślepione widokiem nawet oczu nie podnosiły, tylko zgięte w ukłonie pokornie w podłogę patrzyły. Fajnie? Trochę niewygodnie.

Potem tańczyły, a układ taneczny polegał na tym, aby eksponować w ruchu ciało, odsłonić nieco golizny, zwabić sułtana i wkraść się w jego łaski (wybierał sobie dziewczyny jak z katalogu) – tańczyły tyle „numerów”, aż sułtan powie dość. Ale sułtan, nawalony i obżarty nierzadko przysypiał, a tancerki tańczyły nadal, w trupa, bo przecież nie dostały pozwoleństwa, aby przestać.

Inną rozrywką, mającą zabawić sułtana i zwabić go do alkowy były spektakle teatralne, w których aktorkami były niewolnice. Jaki półdebil scenariusz pisał, nikt nie wie – w każdym razie akcja działa się na bazarze i polegała na: a) kupowaniu na bazarze, b) sprzedawaniu na bazarze – bo był to jedyny katalog czynności znany i dostępny niewolnicom. Nigdzie więcej nie chodziły, bo i po co.
Kurtyna. Oklaski.

Wschodnie piękności miały jeszcze jeden przywilej – mycie boskiego ciała sułtana w łaźni. Dotykanie go to przywilej najpiękniejszej, nie dla byle kogo – tylko najwspanialsza mogła mu podawać mydło. Brzydsza część babskiego motłochu trzymała ręcznik i dzbanek z wodą. Jak się której łaziebnej „poszczęściło”, sułtan po kąpieli ją przeleciał.

O tym, jak i dlaczego Henri Matisse malował Odaliski już niebawem 🙂

Źródła:

  • https://histmag.org/jak-wygladalo-zycie-w-haremie-13893
  • http://www.laboratoriumkultury.us.edu.pl/?p=31545
  • * cytat z serialu MASH, wypowiadał go kapral Klinger 🙂

LADY GODIVA, CZYLI NAGOŚĆ W SŁUŻBIE LUDU

Lady Godiva, bogata wysoko urodzona żona władcy Coventry solidaryzowała się z niedolą ubogich i błagała swego męża, nieczułego tyrana Leofiraca, aby obniżył ludności podatki. Leofric zgodził się, ale pod jednym warunkiem – jego cnotliwa żona musi się udać na konną przejażdżkę w dzień targowy, w południe, przez centrum miasta – zupełnie NAGA. Lady Godivie tak bardzo los najuboższych leżał na sercu, że podjęła wyzwanie i mimo wrodzonej skromności na golasa dosiadła konia.  Ponieważ miała bardzo długie włosy owinęła się nimi jak peleryną, zakrywając niewymowne miejsca. Nakazała też ludziom, aby pozamykali okna i nie wychodzili z domu na czas jej nagiej procesji. Mieszkańcy posłusznie się pochowali, jeden tylko podglądacz się wyłamał – krawiec Tom. Jak to legendach bywa – pokarało go i oślepł. No, ale co zobaczył to jego. Podatki spadły i wszystko dobrze się skończyło.

Źródło:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Godiva

 

BO KOCHANEGO CIAŁA NIGDY ZA DUŻO, czyli akty w rozmiarze XXL

BO KOCHANEGO CIAŁA NIGDY ZA DUŻO, czyli akty w rozmiarze XXL

Lucian Freud – wnuk TEGO Zygmunta Freuda malował akty i portrety, do których godzinami (jeden obraz powstawał nawet 180 godzin!) pozowały mu jego liczne kochanki i przyjaciółki. Freud do miłości tak samo się przykładał jak i do malowania, był seksoholikiem i miał ponoć 40 dzieci (inny rekordzista, Gustaw Klimt, jedynie 13), uznał 14. Lepiej się nie zastanawiać co by dziadek, twórca psychoanalizy, na to powiedział.

Freud, chociaż namalował paskudny portret Królowej Elżbiety II (zawiesiła go sobie w pałacu), nagą supermodelkę Kate Moss w ciąży, golutką żonę Micka Jaggera w zaawansowanej ciąży,  to rekordowo drogo (33,6 mln dolarów!) sprzedał akt półśpiącej, grubej, 127 – kilogramowej, leżącej leniwie na kanapie pracowniczki londyńskiego urzędu pracy Sue Tilley. Po godzinach kasjerka w klubie nocnym.

Gdy się poznali malarz opowiedział jej dowcip o masturbującym się wielorybie z pokazywanym co i jak. Był to świetny sposób na przełamanie lodów, bo zaiskrzyło: Sue Tilley pozostała jego muzą i przyjaciółką na całe życie. Uważała Luciana za najzabawniejszą osobę, jaką znała i umierała ze śmiechu w jego towarzystwie. Opowiadała mu o swoim życiu, romansach, lubił słuchać, plotkowali więc o wszystkim. Wielogodzinne pozowanie było dla Sue odpoczynkiem i czasem na refleksję – ile razy człowiek ma okazję tak po prostu bezczynnie leżeć i nic nie robić? I jeszcze odpłatnie (choć Lucian nie płacił wiele – Sue żartowała, że stanowiła świetny stosunek jakości do ceny: za niewiele pieniędzy dostawał duuuużo ciała)! Zatem ospale pozowała, leżała, myślała o pracy, życiu, problemach dużych i małych.

Dziś 61 – letnia Sue zajmuje się modą – współpracuje z marką Fendi i wykorzystuje w modzie motywy przedmiotów domowego użytku (np. telefon z tarczą), jako zabawną ozdobę na torebkach, ubraniach, akcesoriach. Wyluzowana, roześmiana, otwarta, tolerancyjna.

Lubi siebie. Tak jak i inne kobiety na tych obrazach 🙂

Żródła:

  • https://en.wikipedia.org/wiki/Benefits_Supervisor_Sleeping
  • https://www.theguardian.com/artanddesign/2014/jun/21/lucian-freud-muse-big-sue-tilley-turns-illustrator
  • https://www.tygodnikprzeglad.pl/malowac-ludzi-jak-zwierzeta/

JAK ROZPALIĆ OGIEŃ NAMIĘTNOŚCI, a jak zgasić, czyli męskie upokorzenia i triumfy, cz. II.

JAK ROZPALIĆ OGIEŃ NAMIĘTNOŚCI, a jak zgasić, czyli męskie upokorzenia i triumfy, cz. II

Filis upokorzyła Arystotelesa ujeżdżając go jak konia, ale przynajmniej obyło się bez świadków tej kompromitacji. Mniej szczęścia miał poeta Wergiliusz, którego cesarzówna Ysifile wystawiła na pośmiewisko całego Rzymu. Siedem kręgów piekielnych, po których łaził Wergiliusz w Piekle Dantego jest niczym wobec upokorzenia, jakiego doznał od panienki Ysifile.
Mędrzec Wergiliusz – prorok, poeta, czarodziej i mag, który Neapol od węży i jadowitych much ochraniał, choroby od miasta odganiał, narodziny Jezusa przewidział i po kręgach piekielnych jak po Krupówkach wędrował, że kobieta go upokorzy – nie wywróżył.

Wergiliusz zakochał się w ślicznej cesarzównie – Ysifile i pewnego razu udało mu się namówić dziewczynę na miłosną schadzkę, która miała się odbyć w jej komnacie w wysokiej wieży. Ysifile zaplanowała na początek atrakcję wieczoru, żeby kochanek, zamiast drzeć do niej po schodach, usiadł sobie wygodnie w spuszczonym na ziemię koszu, a ona wciągnie go do siebie na górę. Uciechom miało nie być końca – i śmiechu było co nie miara, tylko nie dla Wergiliusza. Ysilfie ciągnęła, ciągnęła, aż nagle przestała i… zaparkowała kosz z Wergiliuszem w połowie wieży.

Co robić, jak żyć? Ani skoczyć, ani się wdrapać. Ani miłości nie spróbował, ani do domu pójść nie może, wisi w połowie drogi jak półdebil. Magiczne zdolności czarodzieja, które powinny pomóc mu w tej sytuacji nagle nie zadziałały, dyndał więc samotnie Wergiliusz, udupiony w koszu, na samym środku wieży, wyeksponowany w sam raz tak, aby go wszyscy w mieście dokładnie widzieli. Wisiał tak bezsilnie całą noc, aż do południa – ku radości Rzymian, którzy tłumnie przychodzili oglądać to upokarzające widowisko, śmiejąc się do łez.

Czytaj dalej „JAK ROZPALIĆ OGIEŃ NAMIĘTNOŚCI, a jak zgasić, czyli męskie upokorzenia i triumfy, cz. II.”

Jak kłamią mężczyźni, po co kłamią kobiety i dlaczego seks jest odpowiedzią – Prima Aprillis

JAK KŁAMIĄ MĘŻCZYŹNI, PO CO KŁAMIĄ KOBIETY I DLACZEGO SEKS JEST ODPOWIEDZIĄ

czyli erotycznego humoru część I. 

 

Autorka wpisu oświadcza, że nigdy nie wypowiedziała żadnego z poniższych kłamstw, a  przynajmniej nikt jej nie przyłapał :

KOBIETY KŁAMIĄ TAK:

Przed:

  • Głowa mnie boli. (odczep się)
  • Jutro, ok? (odczep się)
  • Tak, mam ogromną ochotę. (odczep się)

W trakcie:

  • Rozmiar nie ma znaczenia. (kończ już)
  • Kłamstwo 2 w 1: Ale on duży! Jeszcze takiego nie widziałam (bo jesteś moim drugim..) ( kończ już)
  • O tak, jest cudownie. (kończ już)

Po:

  • Oczywiście, że miałam. 2 razy. (pranie trzeba wstawić)

 

Autorka wpisu nigdy nie usłyszała żadnego z poniższych kłamstw, a przynajmniej żadnego nie pamięta😊:

MĘŻCZYŹNI KŁAMIĄ TAK:

Przed:

  • Wiesz, co do ciebie czuję…. (mam ochotę na numerek)
  • Kocham cię. (mam ochotę na numerek)
  • Tylko się trochę poprzytulamy… (mam ochotę na numerek)
  • Nie oglądam wcale porno. (mam ochotę na numerek)
  • Rozwiodę się z żoną. Jestem z nią tylko ze względu na dziecko. (mam ochotę na numerek)
  • „Żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią” (mam ochotę na numerek)

W trakcie:

  • Pierwszy raz mi się to zdarzyło. (no ale wciąż mam ochotę na numerek)

Po:

  • Zadzwonię jutro (jeśli będę miał ochotę na numerek)

A także i przed, i w trakcie i po: 🙂 

  • Ona wcale mi się nie podoba. (mam ochotę na numerek)
  • Wcale na nią nie patrzyłem. (mam ochotę na numerek)
  • To tylko koleżanka. (mam ochotę na numerek)

Źródła:

https://www.menshealth.pl/seks/Klamstwa-kobiet-w-lozku-nie-tylko-udawanie-orgazmu,10853,3
Cytat z piosenki „Czy te oczy mogą kłamać?” Agnieszki Osieckiej
Gilles Neret, Erotica universalis, t. I, II. , Wyd. Taschen