HIGIENA W ANTYKU, czyli nie obrażaj brudem egipskich bogów

Georges Girardot, Śmierć Kleopatry

Egipt potrzebował silnej i zdrowej siły roboczej. Biedota gnieździła się w ciasnych, glinianych chatach, w których kurz i wilgoć znad Nilu umożliwiały warunki do życia tylko robactwu. Medycyna była tworem i domeną kapłanów, którzy nie mieli interesu żeby się losem biedaków przejmować, więc w robotniczych dzielnicach wybuchały nieleczone zarazy. Niestety, choroby zakaźne – jak w końcu medycy zauważyli –  przenosiły się do zamożnych dzielnic, a na to w państwie faraona nie można sobie pozwolić. I tak, troska o bogatych i potrzeba silnych mięśni biednych spowodowały, że wszyscy zyskali dostęp do higieny. W mieście Achet-Aton nawet najskromniejsze domy wyposażono w umywalkę i ubikację.

Ludzkie ciało traktowano jako całość, bez uprzedzeń i krojenia na przyzwoite i nieprzyzwoite części.  Brudne ciało uważano za obrazę egipskich bogów, a smród za grzech, więc mycie się było rytuałem oczyszczającym duszę.  Biedniejsi myli się w Nilu albo misce, bogaci w „łazienkach” – minimum rano i wieczorem, koniecznie też ręce przed posiłkiem i czynnościami kultu religijnego. Egipcjanie lubili też robić pranie, stworzyli cały cykl prania, oczywiście w rzece. W Nilu grasowały krokodyle i hipopotamy, więc pranie bielizny wymagało sporej odwagi, a zawód pracza należał do intratnych, męskich specjalności.

Źródła: 

Jürgen Thorwald, Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga, Wyd. Ossolineum, Wrocław 1990

https://docplayer.pl/373734-Egipcjanie-przywiazywali-duza-uwage-do-higieny.html

HIGIENA W ANTYKU, czyli zrób się na bóstwo w Rzymie

Rzymianie mieli bogów na każdą okazję – boginią kanałów ściekowych była Cloacina, a modlono się do niej, gdy kanał się zapchał, albo wybijały ścieki. Bogiem toaletowym (odpowiedzialnym też za wzdęcia) był Crepitus – wzywany do biegunki lub zatwardzenia.

Starożytni Rzymianie sprawy higieny i dbania o ciało traktowali poważnie – z Dalekiego Wschodu sprowadzali olejek z mirry i pachnącą żywicę, żeby kilka razy dziennie perfumować skórę i włosy. Depilowali zbędne owłosienie (ale nie nogi) i układali fryzurki nie tylko na głowie. Specjalny niewolnik-fryzjer-barber (tonsor), z rana układał patrycjuszom włosy i golił brody. Rzymianki kąpały się w mleku, wykonywały makijaż, pudrowały skórę, aby wydawała się bielsza i oczywiście nacierały się olejkami. Nic dziwnego, że łaźnie w Rzymie cieszyły się ogromną popularnością, bo za niewielką opłatą (znoszoną przez cesarza w drodze łaski, aby się podlizać) i niewolnik i patrycjusz mógł  skorzystać z dobrodziejstwa kąpieli.

Centrum życia towarzyskiego i społecznego toczyło się właśnie w termach, na które składały się baseny, sale do gry w kości, gabinety masażu, boiska, restauracje. Ludzie relaksowali się tam dzięki kąpielom (wypas – woda ciepła i zimna), ale też poprzez spotkania, plotki, czytanie książek, seks, albo podryw. W największych termach mogło przebywać jednocześnie aż 1500 osób.

Na razie nie możemy pójść do SPA, ani na basen, ani na masaż. Siedźmy więc w domu, myjmy ręce 😊

Źródła:

 

ŁAŹNIA TURECKA, czyli duszno, pa/orno

„Odalisca”, Adrien Henri Tanoux, 1880

Moda na orient w sztuce bezwstydnie wparowała do haremu, a przy okazji do intymnych pomieszczeń toaletowych sułtana. Bo na bogactwo sułtana składał się m.in. jego pałac, a w nim hammam, czyli łaźnia. A w niej…. Wiele nagich  kobiet stłoczonych w sensualnej bliskości, dotykających siebie nawzajem przy okazji masażu, mycia, czesania czy po prostu kobiecych pogaduszek. W świecie islamu umycie się było niezbędne przed modlitwą, konieczne po seksie czy intymnych czynnościach fizjologicznych, ale też kąpiele dawały po prostu przestrzeń dla namiętności i otwartości na seks.

Zaszczyt umycia sułtana przydał najładniejszym niewolnicom (odaliskom), a ta najpiękniejsza miała honor podawać mydło. Te brzydsze mogły jedynie trzymać ręczniki i dzbany z wodą. Łaźnia składała się z części kąpielowej i wypoczynkowej, bo po kąpieli odprężony sułtan lubił jakąś swoją kobietę przelecieć.

 

 

 

Źródła:

http://www.laboratoriumkultury.us.edu.pl/?p=31545
https://en.wikipedia.org/wiki/Turkish_bath

HIGIENA W WERSJI GLAMOUR, czyli kąpiel na królewskim dworze

Św. Jadwiga z wnuczkiem Bolkiem

W średniowieczu ludzie korzystali z uciech kąpali chętnie, biedniejsi myli się w rzekach, jeziorach i publicznych łaźniach, bogatsi w prywatnych „łazienkach”. Ale nie wszyscy.

Czysta ma być dusza, nie ciało. Kiedy Święta Jadwiga Śląska, żona księcia Henryka Brodatego, spełniła swój książęcy obowiązek i wydała na świat 7 dzieci, powiedziała „dość”. Odmówiła współżycia,  złożyła z mężem śluby czystości i zaszyła się w klasztorze, żeby tam się umartwiać i zarastając brudem oddawać cześć Bogu. Wnuczka Bolesława kąpała w brudnej wodzie – tej samej, w której zakonnice myły nogi. Siebie też przy okazji nią polewała.

Bo czystość niejedno ma imię. Święta Kinga, żona Bolesława Wstydliwego, zdecydowała, że najlepiej w życiu zrobi, jak będzie się umartwiać. Miała  tyko 12 lat, gdy wydali ją za mąż i już wtedy złożyła śluby czystości i nieczystości jednocześnie, czyli: zachowa dziewictwo i nie będzie się myć. Zrezygnowała więc z kąpieli (i wszelkiej radości w życiu), a swą świętą, książęcą twarz przemywała jedynie zimną wodą przy okazji komunii. Umarła dziewicą z brudną, ale ważne, że nienaruszoną waginą (a małżonek, książę Bolesław dorobił się przydomku „Wstydliwy”, żyli w małżeńskiej czystości 40 lat).

Za to królowa Jadwiga Andegaweńska kochała się w kąpielach. Dodawała do nich pachnące zioła i traktowała jako lekarstwo na niepłodność. Dobrawa, żona Mieszka I miała prywatną saunę, ze zbiornikami na wodę i piecami. Lubiła się kąpać i perfumować (zapachy wytwarzano z olejów roślinnych).

Bądźmy jak Jadwiga Andegaweńska, jak Dobrawa – myjmy ręce😊

Źródła:

  • https://ciekawostkihistoryczne.pl/2017/06/28/higiena-sredniowiecznych-krolowych-czy-nasze-wladczynie-smierdzialy/
  • https://www.youtube.com/watch?v=uZxoy31BTGw&t=7s

HIGIENA W ŚREDNIOWIECZU, czyli częste mycie skraca życie?

Albrecht Dürer

„Kogo chrzest oczyścił, kąpać się nie musi” – zdecydował Św. Hieronim. Ludzie w średniowieczu uważali, że brud przybliża do Boga, bo po co komu przyziemne sprawy związane z dbałością o swój wygląd (i zdrowie). Umiłowanie fizycznej czystości rozbudza grzeszną ciekawość własnego ciała, a ciekawość – wiadomo – pierwszy stopień do piekła. Kościół zakazywał kąpieli w niedziele i święta, kąpiącym się regularnie kobietom nie udzielano rozgrzeszenia i generalnie – lepiej się do wody nie pchać, o ile nie jest święcona. I dlatego książę Przemysław nie kąpał się przez 4 ostatnie lata życia, a Kinga, żona Bolesława Wstydliwego wycierała swą książęcą (później świętą) twarz brudną szmatą.

Jednak nie było tak źle, ludzie się kąpali – można nawet mówić o „balia party”, bo czasem nawet i kilka osób kąpało się razem w drewnianej, pachnącej ziołami balii. Europejscy rycerze, dworzanie i możni po prostu powinni być czyści. Władysław Jagiełło miał balię w kształcie konia, z którą sobie podróżował.

Łaźnie publiczne, dla tych biedniejszych, też cieszyły się powodzeniem, bo miały wielorakie funkcje. Można było tam i się wykąpać, i poplotkować, i pogadać. Trochę wręcz jak w SPA – panie mogły np. wydepilować intymne miejsca, co miało spore znaczenie, ponieważ łaźnie i domy schadzek często stanowiły jedność. I wszyscy świetnie się bawili, do czasu aż dżuma zdziesiątkowała Europę, a wszystko – jak uważano – z powodu kąpieli w gorącej wodzie. Z kolei przez rozpustę w łaźniach – burdelach wybuchł syfilis i tak to i higiena, i kąpiele, i łaźnie zyskały złą sławę.

Jest XXI wiek, mamy „swoją” epidemię, więc nie kochaj się w brudzie, siedź w domu, myj ręce 😊

Źródło:

https://tytus.edu.pl/2018/10/16/czysta-i-brudna-prawda-o-higienie-w-sredniowieczu/