Pierwszy Hermafrodyta

Syn Afrodyty i Hermesa, imieniem, jakżeby inaczej – Hermafrodyt, chłopak piękny jak bóg (po matce) i sprytny jak diabeł (po ojcu) hasał sobie radośnie po świecie, aż dostał się do Azji. Napotkał tam źródełko i zapragnął odświeżyć się po podróży, szczególnie że woda wyglądała na krystalicznie czystą. Strażniczką źródełka była nimfa Salmakis, przepiękna blondynka. Całe dnie spędzała na dbaniu o daniu o urodę, czesaniu włosów i przeglądaniu się w tafli jeziora, czy aby ładnie wygląda. Przybysz Hermafrodyt natychmiast wpadł jej w oko, wystroiła się więc dla niego na wypadek, gdyby codzienne zabiegi pielęgnacyjne to było za mało i zdecydowała się go uwieść. Chłopak pozostał nieczuły na jej wdzięki, posłużyła się więc starą dobrą sztuczką, „nic mnie nie obchodzisz” i poszła sobie. Niedaleko jednak, na tyle tylko, bo podglądać go z krzaków. A było na co popatrzeć – Hermafrodyt sądził że jest sam, więc zachowywał się swobodnie, a to stopę, a to nogę w jeziorku zanurzył, bawiąc się z falami. Gdy zrzucił ubranie, Salmakis była już całkiem ugotowana. Zrzuciła i ona swoje szaty, popędziła za chłopakiem do źródła obłapiając go w pół i obcałowując jego ponętne ciało. Nie chciała się odczepić, chociaż Hermafrodyt nie odwzajemniał jej pieszczot. Odtrącona kobieta rzadko poddaje się bez walki: nimfa poprosiła bogów, aby połączyli ich w jedno ciało, harmonijny, spójny byt – co też się stało. Z wody wyłoniła się istota z cechami kobiety i mężczyzny. Hermafrodyt poprosił rodziców, aby każdy mężczyzna po wejściu do źródła zmieniał się tak jak on. Co też się stało.

Źródła:

 

Cokolwiek zrobisz, będziesz żałować. Sokrates i Ksantypa

Kto z nas nie mógłby podpisać się pod słowami Sokratesa przynajmniej raz w życiu! Na obrazie Ksantypa – żona filozofa, a zarazem symbol wiecznie niezadowolonej, kłótliwej baby. Czy to nie o niej myślał Sokrates, kiedy mówił te słowa do młodego człowieka, który radził się go, czy ma się żenić, czy lepiej jednak nie?

Sokrates zanim został filozofem rzeźbił posągi z marmuru, walczył odważnie jako żołnierz, pracował jako urzędnik i wszystko to robił dobrze. Czy był dobrym mężem i ojcem?

Życie z Sokratesem według Ksantypy

Nie ma okropniejszej nad Ksantypę baby, bo tłucze Sokratesa dla samej zabawy

… Ojciec trójki synów, a nic o nich nie myśli. Ani o mnie! Prawie go w domu nie ma! Myśli tylko o sobie! Miał dobrą pracę, ale rzucił, żeby teraz filozofię uprawiać. I co mu po tej filozofii, chleba z tego nie ma! Stoi jak pajac na targu, ludzi zaczepia, albo po chałupach łazi, nawet go słuchają, ale co z tego, kiedy złamanego grosza nie chce za te swoje nauki brać! Nauczać mu się zachciało! Może by się najpierw nauczył, że ma rodzinę? Czy on w ogóle wie, że ma dzieci? Nie sądzę! …O czym to ja mówiłam? Że ja nawet nic ładnego do ubrania nie mogę sobie kupić, ani pachnidła, ani klejnotów, bo i za co? Jestem jeszcze taka młoda. A sąsiadki w nowych sukniach cały czas  widzę! Bo jemu dobytek nie potrzebny! Wyrzeka się dóbr! I cały dom na mojej głowie! Co to za chłop co na życie nie zarobi, bo się pieniądzem brzydzi?! Jak się brzydzi, to niech zarobi i mi odda, ja się nie brzydzę! Brzydzić to ja się mogę, co najwyżej jego, bo brzydki jak noc listopadowa! Oczy wybałuszone, nogi krzywe, łysa pała! Po co ja za niego wyszłam… Cokolwiek zrobisz, będziesz żałować….

Życie z Ksantypą według Sokratesa

„Kto ma dobrą żonę jest szczęśliwy, kto ma złą zostaje filozofem‟

Reyer van Blommendae_Sokrates i Ksantypa

Postanowiłem poświęcić się filozofii, bo nie ma na świecie i doczesnym i wiecznym nic ważniejszego. Człowiek jest najbliżej bogów, kiedy wyrzeknie się wszystkiego i niczego nie będzie potrzebować. Kupujemy rzeczy, których nam wcale nie trzeba. I po co? Nie dbam o pieniądze, tytuły, gardzę przyziemną egzystencją, bo najważniejsza dla mężczyzny jest jego dziejowa misja – przybliżanie innych do prawdy. I nauczanie, poszukiwanie mądrości, bo głupoty ludzkiej nie znoszę. Bogactwo tylko przeszkadza w dążeniu do cnoty i wiedzy. Dzięki Ksantypie praktykuję cierpliwość, bo kto ma dobrą żonę jest szczęśliwy, a kto ma złą, zostaje filozofem. Dlatego nie zważam na jej babskie gadanie, bo mężczyzna ma ważniejsze rzeczy na głowie i ze spokojem przyjmuję jej ataki. Cóż mogłem powiedzieć, gdy mi chlusnęła wodą prosto w twarz? (obraz) Wiadomo, że po grzmotach nadejdzie deszcz… Cokolwiek zrobisz, będziesz żałować…

 

Źródła:

 

LOVE IS LOVE, czyli miłość między kobietami

Safona, Édouard-Henri Avril

Kobiety w starożytności traktowano jako istoty drugiej kategorii, więc z ich potrzebami, (zwłaszcza seksualnymi) nikt się nie liczył. Kobieta ma rodzić dzieci, najlepiej synów, a nie czerpać radość z seksu. Starożytni nie rozumieli i nie akceptowali szczególnie miłości lesbijskiej, no bądźmy poważni, jak się kochać bez penisa? Starożytni nazywali lesbijki pocieraczkami, zaspokającymi się przez, jakże by inaczej, nędzne pocieranie. No ale co to za stosunek przez pocieranie?! Litości. Jego wysokość penis musi być, bo w antycznym łóżku zawsze ktoś dominuje (ten z penisem), a ktoś ulega (ta bez penisa). Dlatego uważano, że jedna z kobiet w miłosnym tandemie musi wejść w rolę zarezerwowaną dla mężczyzny. I to się mężczyznom nie podobało, bo wywracało do góry nogami przyjęty ład i strukturę społeczną,  którą sami ustanowili. Niezbędnego do seksu penisa można na szczęście zastąpić łechtaczką. Dużą. Bardzo dużą. Starożytni sądzili, że kobieta z dużą łechtaczką może zachowywać się jak mężczyzna. Ale żeby nie było kobietom za dobrze, pewni siebie Grecy wymyślili sposoby na zmniejszenie łechtaczki.  Penis versus łechtaczka 1:0.
Jeśli nie łechtaczka i nie naturalny penis, to przynajmniej udawany!  Popularne były sztuczne członki, podobne do współczesnych dildo, które nierzadko wzbudzały w kobietach zachwyt:  „Oczy mi wyszły na wierzch ze zdumienia, bo naszym mężom nigdy tak nie stają (…) prościutko”. Penis versus dildo 0:1.
Seks oralny kobiet też wzbudzał odrazę, bo usta „po” są nieczyste, więc nie można się nimi modlić. 🙂

Źródła:

  • Węgłowski Adam, Wieki bezwstydu, Seks i erotyka w starożytności, Wyd. Znak, Kraków 2018. Cyt. str. 192
  • https://www.imperiumromanum.edu.pl/artykul/homoseksualizm-w-rzymie/

HYPATIA Z ALEKSANDRII, czyli kara bez zbrodni

Hypatia, Charles William Mitchell, 1885.

Kobiety nie mają głowy do matematyki? O, wypraszam sobie, Hypatia z Aleksandii miała. Dopóki tej głowy nie straciła. Zanim  jednak do tego doszło, Hypatia – zatwardziała, ponętna dziewica, która wolała pouczać mężczyzn, niż ich kochać (który by to wytrzymał?) całe swoje życie oddała nauce. Uczyła pogan i chrześcijan, angażowała się w sprawy Aleksandrii. Dlaczego więc tak źle skończyła? Bo takiego życia nie prowadzi się bezkarnie – chociaż nie praktykowała obrzędów pogańskich, oficjalnie oskarżono ją o czary i satanizm, bo przecież każdy wie, że naukowiec uprawia czarną magię a nie naukę.

Nieoficjalnie biskup chrześcijański Cyryl (Święty Cyryl, a jakże) nie mógł ścierpieć, że jest bardziej popularna od niego. Wymknęła się spod kontroli kościoła.  Niegłupia. Niewygodna. Po złej stronie politycznej. Trzeba więc Hyptię w imię boże, bestialsko zamordować. Wywleczono ją więc przed kościół, zdarto ubranie, wyłupiono oczy i w końcu zatłuczono na śmierć za pomocą kamiennych skorup. Ciało spalono. Morderstwo wywołało wielkie oburzenie (też wśród chrześcijan), doprowadzono nawet do procesu, ale ostatecznie sprawę zamieciono pod dywan i nikogo nie ukarano. No przecież prowokowała. Sama się prosiła. Jak zwykle.

 

Hypatia z Aleksandrii (ok. 355 lub 370 r., – 415 r.)

Źródła:

  • https://historia.org.pl/2013/10/16/nauka-jest-cnota-ale-czy-warta-ryzykowania-zycia-smierc-hypatii-aleksandryjskiej/
  • https://www.imperiumromanum.edu.pl/biografie/hypatia-z-aleksandrii/

ANDROMEDA, czyli kobieta w kajdanach czeka na potwora

Nie ma w życiu trudniejszej sytuacji dla mężczyzny, niż odpowiedzieć poprawnie na pytanie kobiety: „Czy moje cycki wyglądają na duże?” Bóg Posejdon też nie dał rady kobiecej próżności: gdy Kasjopea przechwalała się, że jest najładniejsza, ładniejsza nawet od słynących z urody nimf, te zaraz mu się poskarżyły, że nie, Kasjopea się myli, bo to przecież one są najładniejsze. Posejdon, władca mórz zagubiony w tym konkursie piękności, jak to facet – nie wytrzymał. Nie wiedział jak się zachować, więc zalał kraj powodzią. Nasłał też dodatkowo potwora morskiego – na wszelki wypadek, gdyby sam potop nie wystarczył. Jedynym ratunkiem na kataklizm było złożenie ofiary potworowi, więc w konsultacjach społecznych mieszkańcy uradzili, że najlepiej będzie rzucić mu na pożarcie niewinną dziewczynę – królewnę Andromedę (córkę Kasjopei). Andoromeda otrzymała od boskich rodziców genetyczny dar, czyli była śliczna po mamie, więc na ofiarę się nadała – bo każdy wie, że kobieta złożona w ofierze potworowi musi być piękna.

Król, pod naciskiem społecznym, rzucił Andromedę na żer potworowi (podobnemu do ogromnego węża), przykuwając ją w kajdanach do nadmorskiej skały. Biedna dziewczyna zwróciła uwagę Perseusza, który akurat przypadkiem przelatywał na Pegazie nad miastem. Zakochał się chłopak od pierwszego wejrzenia i zapowiedział, że on owszem, zabije potwora morskiego, nie ma sprawy, miasto uratuje, ale nie za darmo – za robotę chce Andromedę za żonę. Nikt dziewczyny o zdanie nie pytał, ale król uznał, że to uczciwy interes. Gdy panowie byli już po słowie, zaczęło się piekło walki: potwór rzygał wodą i krwią, Perseusz machał sierpem, bogowie spoglądali z góry, lud dopingował z lądu i miejscowy chłopak wygrał. Udał się po wygraną Andromedę, ale niestety król zapomniał, że wcześniej obiecał królewnę swemu bratu, więc Perseusz musiał walczyć o swoje jeszcze raz. Tym razem wykorzystał głowę Gorgony, dzięki której pozamieniał w głaz kogo trzeba i żyli z Andromedą długo i szczęśliwie.

Źródło:

Kubiak Zbigniew, Mitologia Greków i Rzymian, Świat Książki, Warszawa 1999.