ŚWIĘTA AGATA, czyli amputowane piersi na ołtarzu czystości

Święta Agata (Sycylijska) – była dobrą partią do ożenku, bo pannica i bogata i piękna i ze szlachetnego domu, czyli lepszej chłop nie znajdzie. Ale Agacie nie w głowie były amory – po chrzcie, jako dojrzała i świadoma 15-latka zdecydowała, że pozostanie do śmierci dziewicą (konsekrowaną – cokolwiek to znaczy) i służyć będzie dziewictwem Barankowi Bożemu, bo nic tak nie cieszy jak nietknięty hymen. Ale nie trzeba było długo czekać na kuszenie szatana: Agacie oświadczył się namiestnik Kwincjan, którego zaloty odrzuciła, co jest oczywiste, skoro mentalnie była już poślubiona Barankowi Bożemu. Kwincjan w zemście zaaresztował ją jako chrześcijankę i oddał niedoszłą ukochaną do burdelu niejakiej Afrodyzji, aby tam Agata dostała za swoje, a mężczyźni dostali od Agaty.

Okazało się, że dziewictwo Agaty już nie cieszy jak kiedyś, więc „dziwki z niej nie będzie” – po 30 dniach terminowania w burdelu zawyrokowała Afrodyzja. Jakim sposobem Agata po miesiącu w burdelu zachowała nienaruszoną cnotę – oto wielka tajemnica wiary. Trafiła ponownie pod oblicze niedoszłego narzeczonego, który jeszcze raz postanowił nauczyć ją rozumu i skazał na tortury za chrześcijańskie poglądy religijne. Na nic się zdały modlitwy do Baranka Bożego – Agata dostała chłostę, biczowanie, przypalanie żelazem i rozkrajanie ciała nożami. Wszystko to nic, przeżyła, więc jeszcze na koniec obcęgami wyrwano jej piersi. Przeżyła. Jak? – oto kolejna wielka tajemnica wiary. Trafiła do kryminału, gdzie – rychło w czas – przyszedł do Agaty Święty Piotr we własnej osobie, z aniołkami i światłością, aby wyleczyć jej rany i zrobić nowe piersi. Przy okazji inni więźniowi skorzystali i pouciekali z więzienia, bo Piotr defoltowo otworzył drzwi, kajdany, bramy i wszystko, co było pozamykane.

Ale Kwincjan nie dawał za wygraną! Rzucić Agatę na rozżarzone węgle, nich tam skona i wreszcie będzie z nią i jej konsekrowanym dziewictwem spokój! Ale gdzie tam. Podczas tortur Agaty Sycylię nawiedziło trzęsienie ziemi. Ludzie oglądający dotychczas z upodobaniem to urocze widowisko pomyśleli, że to może być znak od Boga i skoro tak, to może jednak by Boga nie gniewać i na wszelki wypadek dziewczynę z ognia zdjąć. Agata podziękowała Bogu za wszystkie liczne łaski jakich dostąpiła (jakież to łaski? – znowu wielka tajemnica wiary) i umarła.

Kwincjan spierdolił.

Święta Agata jest patronką m.in. ludzi normalnych, czyli tych, którzy chcą się ustrzec grzechu nieczystości. Oraz, jako dziewica bez biustu – matek karmiących.

Źródła:

  • François Lebrette, Jacques Lebrette, Żywoty świętych w arcydziełach malarstwa, przeł. I. Badowska, Świat Książki 2005.
  • https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/swieci/s_agata_wam_01.html
  • https://zyciorysy.info/sw-agata/
  • https://oczamiduszy.pl/swieta-agata-sycylijska/

ŻONA POTIFARA – nie odrzucaj żony bliźniego swego

Józef nie miał szczęścia w życiu – gdy był dzieckiem bracia przehandlowali go jako niewolnika. Z niewoli wykupił go zamożny Potifar i Józef, dzięki swoim licznym zaletom i z bożą pomocą, stał się zaufanym zarządcą całego majątku Potifara. I już Józef mógłby zacząć spokojne życie, kto wie, jak piękne, gdyby nie napatoczyła się stara Ponifatorowa, ze swoją niezaspokojoną przez męża – eunucha, seksualną chcicą. I właśnie Józefa zamierzała wykorzystać jako swoją ostatnią erotyczną deskę ratunku, chociaż mogła mieć każdego wyposzczonego przez wojnę żołnierza, a nawet przelecieć każdego księcia.

Każdego dnia kusiła go i namawiała na seks. A Józef codziennie jej seksu odmawiał i zaloty odrzucał, bo przede wszystkim bał się Boga, potem Potifara, a najmniej bał się Potifarowej. I najbardziej się tu pomylił. Pewnego pechowego dnia zaciągnęła go do łóżka, z którego się wyrwał tak szybko, że tylko jego płaszcz został w ręku niedoszłej kochanki.

Czego dobrego można spodziewać się po kobiecie, która nie dość, że jest niespełniona seksualnie z mężem, to jeszcze poniżona i odtrącona przez byłego niewolnika? Zemsta wzgardzonej kobiety jest najstraszniejsza. Oskarżyła zatem Józefa, że to on chciał ją zaciągnąć do łóżka, aby z nim cudzołożyła, a ona tak krzyczała „nie!”, tak się broniła! Na dowód wymachiwała Józefowym płaszczem. Potifar uwierzył żonie, wpadł w szał i Józef ponownie trafił w niewolę – a z więzienia faraona nikt nie wychodził żywy (w dodatku bez prawa do życia wiecznego, bo więźniów nie mumifikowano, nie mogli się więc w zaświaty przedostać i szczęścia wiecznego doznać).

I, za przeproszeniem, przejebane.

Źródła:

http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=39, Rdz 39,6-9
Regis Debray, Stary Testament w arcydziełach malarstwa, przeł. K. Arustowicz, Świat Książki.
Ludwik Stomma, Tadeusz Dominik, Kobiet czar…, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2000.

Życiodajne mleko – legenda o tym, jak córka ojca piersią karmiła

…bajka będzie krótka.

Na obrazie Pero, kochająca córka, która codziennie odwiedza w więzieniu swego starego ojca – skazańca. Cymon, skrępowany kajdanami, przykuty do ściany,  w lochu czeka na śmierć głodową. Pero nie przemyci do celi ani jedzenia ani picia, ani pilnika, ale obejdzie system więziennictwa inaczej, bo pokarm ma przecież w sobie, wystarczą dobre chęci. Każdego dnia daje ojcu do ssania swą pierś. Dokarmia go mlekiem. Gdy strażnicy więzienni odkryli rodzaj menu i sposób podania potrawy, wzruszyli się głęboko miłością Pero do ojca i wypuszczono Cymona na wolność.

I wszystko dobrze się skończyło 🙂

Tyle mówi legenda (I wiek n.e.; opisana przez Valeriusa Maximusa, Factorum dictorumque memorabilum, libri IX).

A dziś? Dzieło perwersyjne, wzruszające, czy po prostu obleśne? 

 

ANDROMEDA, czyli kobieta w kajdanach czeka na potwora

Nie ma w życiu trudniejszej sytuacji dla mężczyzny, niż odpowiedzieć poprawnie na pytanie kobiety: „Czy moje cycki wyglądają na duże?” Bóg Posejdon też nie dał rady kobiecej próżności: gdy Kasjopea przechwalała się, że jest najładniejsza, ładniejsza nawet od słynących z urody nimf, te zaraz mu się poskarżyły, że nie, Kasjopea się myli, bo to przecież one są najładniejsze. Posejdon, władca mórz zagubiony w tym konkursie piękności, jak to facet – nie wytrzymał. Nie wiedział jak się zachować, więc zalał kraj powodzią. Nasłał też dodatkowo potwora morskiego – na wszelki wypadek, gdyby sam potop nie wystarczył. Jedynym ratunkiem na kataklizm było złożenie ofiary potworowi, więc w konsultacjach społecznych mieszkańcy uradzili, że najlepiej będzie rzucić mu na pożarcie niewinną dziewczynę – królewnę Andromedę (córkę Kasjopei). Andoromeda otrzymała od boskich rodziców genetyczny dar, czyli była śliczna po mamie, więc na ofiarę się nadała – bo każdy wie, że kobieta złożona w ofierze potworowi musi być piękna.

Król, pod naciskiem społecznym, rzucił Andromedę na żer potworowi (podobnemu do ogromnego węża), przykuwając ją w kajdanach do nadmorskiej skały. Biedna dziewczyna zwróciła uwagę Perseusza, który akurat przypadkiem przelatywał na Pegazie nad miastem. Zakochał się chłopak od pierwszego wejrzenia i zapowiedział, że on owszem, zabije potwora morskiego, nie ma sprawy, miasto uratuje, ale nie za darmo – za robotę chce Andromedę za żonę. Nikt dziewczyny o zdanie nie pytał, ale król uznał, że to uczciwy interes. Gdy panowie byli już po słowie, zaczęło się piekło walki: potwór rzygał wodą i krwią, Perseusz machał sierpem, bogowie spoglądali z góry, lud dopingował z lądu i miejscowy chłopak wygrał. Udał się po wygraną Andromedę, ale niestety król zapomniał, że wcześniej obiecał królewnę swemu bratu, więc Perseusz musiał walczyć o swoje jeszcze raz. Tym razem wykorzystał głowę Gorgony, dzięki której pozamieniał w głaz kogo trzeba i żyli z Andromedą długo i szczęśliwie.

Źródło:

Kubiak Zbigniew, Mitologia Greków i Rzymian, Świat Książki, Warszawa 1999.

LUCIAN FREUD – malarz bez tabu

Lucian Freud (1922-2011) przez całe życie miał pełne ręce roboty – ściskał w dłoni albo pędzel, albo penis”, albo kobiecą pierś – czasem nawet jednocześnie, bo szybkie numerki z modelką na stojąco, gdzieś pod ścianą pracowni bardzo sobie cenił nawet jako 80-latek. Zdawałoby się, że w tym wieku można mężczyźnie co najwyżej drewnianą laskę zrobić, a mocne bicie serca poczuć na widok listonosza z emeryturą, ale gdzie tam. Lucian do śmierci hipnotyzował kobiety erudycją, dowcipem, wdziękiem. Jego status społeczny też podnosił kobiece libido:
w końcu to wnuk „tego Freuda”, ma 96 milionów funtów na koncie, sama Królowa Elżbieta grzecznie siedzi przed nim na krzesełku podczas pozowania, a supermodelka Kate Moss prezentuje mu nago ciążowy brzuch. 500 kochanek nie może się mylić: urokowi Luciana nie da się oprzeć.

Seks to jego dzika chuć, żywioł, głód. Zrobił oficjalnie 14 dzieci (nieoficjalnie 40). Gardził antykoncepcją; normalna sprawa, przecież zwierzęcy instynkt nie marnuje czasu gumki. Pewnego roku urodziło mu się troje dzieci i nie były to ani trojaczki, ani bliźniaki. Niektóre dzieci i wnuki poznały się dopiero przy jego łożu śmierci, w szpitalu.
Wykorzystały okazję, drugiej może nie być.

 

Czytaj dalej „LUCIAN FREUD – malarz bez tabu”

„Moje serce jest francuskie, ale moja dupa jest międzynarodowa” – Arletty

Moïse Kisling, Nagi portret Arletty 1933

„Moje serce jest francuskie, ale moja dupa jest międzynarodowa” – miała wyjaśnić francuska aktorka Arletty (wł. Léonie Bathiat, 1898 – 1992), gdy zarzucano jej romans z porucznikiem Luftwaffe. Poza tym, gdyby francuscy żołnierze spisali się lepiej i nie wpuścili Niemów do Francji, nie musiałaby z nimi sypiać. A z kimś przecież trzeba, bo apetyt na miłość i seks miała Arletty całkiem spory, za to żadnego patriotycznego powodu by go nie zaspokajać. Drogo kosztował ją jednak ten niemiecki romans z wrogiem ojczyzny – zapłaciła za niego więzieniem i 3 letnim bezrobociem, bo oskarżona o kolaborację dostała bana na występy aktorskie.

Arletty, córka praczki i górnika edukację pobierała w zakonnej szkole, gdzie uczono, że chrześcijański Bóg jest stwórcą wszechrzeczy. Dociekliwa Arletty spytała logicznie, kto w takim razie stworzył Boga, na co w odpowiedzi otrzymała siarczysty policzek, a wewnętrzny azymut wskazał jej drogę do ateizmu. Charakter, niezależność i cięty język pozostał w niej na zawsze: podczas II wojny nie grała w produkcjach niemieckiej wytwórni filmowej bynajmniej nie z pobudek patriotycznych, ale z braku ciekawego repertuaru, nie dbała o znajomości z ludźmi z branży, nie gwiazdorzyła, po prostu robiła swoje, czyli sporo grała. Pewne kwestie jej bohaterek mogłaby wypowiedzieć jako własne: „Jestem, jaka jestem. Lubię się podobać tym, którzy mi się podobają. To wszystko. Kiedy mam ochotę powiedzieć tak, nie mówię nie”. Pewnego wieczora czytała przed snem Szekspira a obudziła się niczym bohaterka szekspirowskiej tragedii – jako niewidoma. Infekcja spowodowana soczewkami kontaktowymi sprawiła, że przez ostatnie 26 lat życia była ślepa.

 

Źródła:

http://wyborcza.pl/alehistoria/1,121681,20506356,arletty-cesarzowa-przedmiesc-historia-francuska.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/Arletty

 

CO SIĘ STAŁO W PRACOWNI, POZOSTAJE W PRACOWNI – czyli o pozowaniu nago

Victor Mottez, Zeuxis choosing his models (1858)

…bajka nie będzie długa 🙂

Winogrona namalowane na obrazach  Zeuksisa (Ateny, V w. p.n.e.) wyglądały tak smakowicie, że ptaki zlatywały się, aby dziobać apetycznie namalowane kiście.

Zeuksis – artysta obrzydliwie bogaty i absolutnie przekonany o swoim geniuszu uznał, że nie ma na tym świecie pieniędzy, które by były odpowiednio wysoką stawką za jego obrazy, nie pozostało mu więc nic innego, jak rozdawać je za darmo.  Malarz tego kalibru zabrał się za malowanie – kogóżby innego – najpiękniejszej kobiety wszech czasów, czyli Heleny Trojańskiej. Zaprosił w tym celu najładniejsze dziewczyny z okolicy na okazanie, aby je nago w obejrzeć, wybrać, co która ma najlepszego, aby z tego portret Heleny do kupy złożyć i w końcu namalować.

Ta anegdota przez wieki inspirowała innych artystów do malowania motywu Zeuksisa i jego modelek, a mnie do wyszukania wspomnień modelek i malarzy o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami pracowni artysty. 

Renè Magritte_Attempting

W pracowni była ważniejsza od asystenta, a u studentów budziła respekt. – Jako student miałem zajęcia z rzeźby, na których pozowała Kramerowa – opowiada Piotr C. Kowalski. – W pewnej chwili profesorka wyszła, jej asystentka też. Była wiosna i każdy miał ochotę się urwać. W pewnej chwili Przemek Szymkowiak krzyknął:

– „Wiara, nikogo nie ma, spier…!’. I wtedy usłyszeliśmy nagą Kramerową, która stała na środku sali:
– ‚Ja wam, k…, spier…lę! A ja to nikt?! Rzeźbić!” – rozkazała.

Spojrzeliśmy na nią chyba po raz pierwszy jak na żywego człowieka. Nikt nie śmiał wyjść. 

(o Helenie Kramerowej – modelka poznańskiej ASP; GW, Portrety kobiet, Iwona Torbicka „Jola naga”, 21.09.2010)

 

Max Pistorius

I tak, siedząc w Klubie Artystycznym i oczekując na ujrzenie pierwszej w życiu modelki, nagiej kobiety – byłem głęboko przeświadczony, że zaraz ujrzę żywy kształt równie doskonały jak Źródło Ingresa, ża zza kotary wypłynie po prostu anioł. Po chwili owa pani wyszła zza kotary. Ku memu przerażeniu uwolniony jej biust falując obijał się nieledwie o kolana. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie. (Antoni Uniechowski o sobie i innych, 1961)

Strach przed egzaminem i trema, czy mi się uda dostać do profesora Lentza, okazały się płonne. Po minimalnych formalnościach i po wpłaceniu pewnej sumki woźny zaprowadził mnie po prostu do pracowni profesora. Udając, że modelka jest dla mnie chlebem powszednim, z wypiekami na twarzy wziąłem się do rysowania.
(Jerzy Zaruba, Z pamiętnika bywalca, 1957)

 

Adolf Reich

Modelki nie lubiły pozować w naszej pracowni. Tichy ustawiał je w bardzo dziwnych pozycjach, przeważnie w półruchach, najbardziej męczących przy wielogodzinnym pozowaniu, tak że nieraz biedaczki mdlały w czasie seansu. (…) Ustawiał dziewczynę nagą, na czworakach, w dodatku w kapeluszu na głowie, albo tylko w pończochach czy w koronkowej halce. Przypuszczam, że nie myliliśmy się, posądzając staruszka o pewne perwersje.
(Antoni Uniechowski o sobie i innych, 1961)

Po mszy studenci szli na zajęcia, ona też, spotykali się na sali po przeciwnych stronach. – Księdzu mówiła pani, czym się zajmuje? – dopytuję. – Pewnie, że mówiłam. Powiedział, że jeśli to moje powołanie i uczciwa praca, to nie grzech. To dla mnie ważne, bo gdyby powiedział inaczej, rzuciłabym pracę. Ludziom się wydaje, że siedzę sobie albo leżę i jeszcze mi płacą. A to przecież ciężka fizyczna praca i szacunek też mi się należy. 
(Pani Jola, modelka poznańskiej ASP od 22 lat; GW, Portrety kobiet, Iwona Torbicka „Jola naga”, 21.09.2010)

Naga kobieta jest w większości obrazów albo dekoracyjną plamą, albo konwencjonalną, znudzoną modelką – różowym, miękkim kawałkiem ciała, w którym nie drży życie i z którego nie promieniuje żywiołowa siła, stanowiąca oś bytu.
(Stanisław Witkiewicz, Dziwny człowiek, 1902)

 

Źródła:

  • Maria Poprzęcka, Akt polski, Edipresse Polska 2006
  • Francois Lebrette, Alain Schnapp, Historia starożytna w arcydziełach malarstwa, przeł. G. Majcher, Świat Książki, Warszawa 2009
  • Gazeta Wyborcza, Portrety kobiet, Iwona Torbicka „Jola naga”, 21.09.2010

     

 

 

DIABLICZKI, VAHINE czyli egzotyczne miłości PAULA GAUGUINA

Gauguin Paul_Dwie Thaitanki

Och, jakże czuł się samotny Paul Gauguin (1848-1903) na rajskich wyspach Pacyfiku! Nevermore! W thaitańskiej scenerii potrzebował nowej kochanki i towarzyszki, zupełnie innej niż zimna i szorstka duńska żona, którą porzucił i którą już dawno przestał kochać. Nevermore!

Inność maoryskich dziewcząt onieśmiela go: dziewczynki dojrzewają tu kilka lat szybciej niż w krajach o umiarkowanym klimacie, a praca nadaje ich ciałom męską tężyznę – mają krzepką sylwetkę, szerokie ramiona, wąskie biodra,  duże głowy, płaskie czaszki, wystające kości policzkowe, tylko włosy są superkobiece – długie i kruczoczarne zakrywają złoty odcień skóry, który tak zafascynował malarza. 13 latka jest kandydatką na żonę, a aranżowane przez rodziców małżeństwa są standardowym obyczajem, bo tak nakazuje thaitański porządek wszechrzeczy.

Miłość i seks na Thaiti oznaczają to samo, czyli pierwotny, zwierzęcy instynkt. Relacje kobiety i mężczyzny pozbawione są gry wstępnej, gry pozorów, skromności i udawania. Uczuciowości również. Nevermore! „Mau tera”! – czyli mężczyzna bierze kobietę jak swoją, tu i teraz, bez czekania, aż ona przestanie się rumienić. Dziewczyna „nigdy nie oddaje się na czczo, ale kiedy się upije można z nią zrobić wszystko. Kiedy budzą się w niej zmysły, gryzie w uniesieniu i drapie (…) Pozostaje obojętna na wszelkie względy, jakie chcielibyście jej okazać. Nie wolno jej pieścić, to ją wścieka. Nie wolno też oczekiwać od niej żadnych pieszczot. Jak zwierzę, przyjmuje akt płciowy w jego prostej formie”

A kobiety kuszą, bo jak tu nie poczuć do kobiety „mau tera”, gdy ona „poruszała się z płynnością i gracją eleganckiego zwierzęcia, wydzielając zapach, w którym mieszał się zwierzęcy odór oraz aromat drzewa sandałowego i gardenii”. Nevermore? Always! Któż by się oparł.

Czytaj dalej „DIABLICZKI, VAHINE czyli egzotyczne miłości PAULA GAUGUINA”

Kiki de Montparnasse – szalona królowa Paryża

„Dom pod sześcioma bękartami” to jedna izba w rozpadającej się ruderze, w której Królowa Montparnasse’u wraz z piątką obdartych dzieci i kochającą je babcią spędziła wczesne dzieciństwo. Matka oddała ją babci na wychowanie, płaciła 5 franków „alimentów”, które nie starczały na nic, a to i tak o 5 więcej, niż ojciec, który nie płacił nic. W szkole dzieci nędzarzy sadzano w ostatnich ławkach, bo nie było wtedy aż tak widać głodu, podartych sukienek, brudnych nóg i włosów obciętych na jeża (z takich łatwiej wytępić wszy)  ….Gdzie tam Kiki marzyć o kokardzie wplecionej w loki do ramion, jak inne dziewczynki! Była gorsza. Była brzydsza. Była biedna. Kompletnie do niczego. Lepiej czuła się na wagarach i po szkole – ojciec chrzestny, jak wróżka Kopciuszka, zabierał czasem Kiki na wysypisko śmieci, które razem przeszukiwali – tam odpoczywała i marzyła, że jest kimś innym. Brał ją też ze sobą do knajp, gdzie na stole dawała pierwsze występy wokalne, a przy stole próbowała absyntu. Dbała o elegancję – przed rozpoczęciem show pluła na kolana, aby je trochę domyć i uwodzicielsko pokazywała publiczności pantalony, które – pozszywane ze ścinków materiałów, ale czyste – miały mówić knajpianej publiczności, że Kiki (wtedy Alice Prin) nie jest taka najgorsza.
I zarabia pierwsze pieniądze.

Czytaj dalej „Kiki de Montparnasse – szalona królowa Paryża”

Simonetta Vespucci- XV wieczna Miss Włoch, czyli najpiękniejsza

Simonetta Vespucci to taka XV wieczna Miss Włoch, tylko mniej obciachowa – nie macha ręką w rytm: łokieć – nadgarstek i nie paraduje przed jury w kostiumie kąpielowym i szpilkach (a jak wiadomo, bikini + obcasy to duet idealny, i na scenę, i na plażę). Nie paraduje, bo nie musi, ponieważ to mężczyźni prężą się przed nią i rozstawiają swe pawie ogony. W owych czasach panna musiała być przyczesana i płochliwa, ale jak już rodzice zaaranżowali pannie małżeństwo to kochanków mogła wybrać sama – a gdy ma się status najpiękniejszej kobiety Florencji jest z czego wybierać i można w chłopach wybrzydzać.

Podczas popularnych we Florencji turniejów konnych rycerze składali najpiękniejszej hołd i walczyli ze sobą, który którego zrzuci z konia, a wszyscy świetnie się przy tym bawili. W 1475 r. owa la bella, bellissima to właśnie Simonetta – przyjmuje męskie honory zasiadając na honorowym miejscu na trybunach.

Wszyscy mężczyźni się w niej kochali, a najbardziej Giuliano de Medici, który podczas zwycięskiego turnieju wymachiwał proporcem z jej portretem i poświęcił jej swoje zwycięstwo (cokolwiek to znaczy). W specjalnie przygotowanej przez Giuliana tajemnej komnacie schadzek konsumowali swe grzeszne, ale odwzajemnione uczucie – miłość top secret ze względu na swój cudzołożny charakter: Simonetta od 16 roku życia była żoną florenckiego arystokraty Marco Vespucciego. Malarz Botticelli też się w niej  zakochał, choć platonicznie, romantycznie i raczej bez wzajemności – na tyle, by spokojne spojrzenie migdałowych oczu i falujące blond loki Simonetty uwiecznić w licznych portretach kobiecych.

Simonetta Vespucci zmarła na gruźlicę w wieku 22/23 lat, jej kochanek Giuliano de Medici został zamordowany dokładnie 2 lata po jej śmierci, Botticelli nigdy się nie ożenił (podejrzewano go o homoseksualizm), za to pochowano go tam, gdzie Simonettę (ale kościół przypadkiem był miejscem pochówku jego rodziny).

Źródła:

https://niezlasztuka.net/o-sztuce/simonetta-vespucci-muza-botticellego/

http://posztukiwania.pl/blog/2017/02/23/legenda-renesansowej-florencji/