ZE ŚMIERCIĄ JEJ DO TWARZY

Moshe Rosental

„– Nie ma sprawiedliwości. Śmierć westchnął znowu.
NIE, przyznał, wręczając kielich paziowi, który ze zdumieniem stwierdził, że trzyma nagle puste naczynie. JESTEM TYLKO JA.”
„Mort” T. Prattchet

 

 

 

„- Dzieci to nasza nadzieja na przyszłość.
NIE MA NADZIEI NA PRZYSZŁOŚĆ, oświadczył Śmierć.
– Więc co nas tam czeka?
JA.”
„Czarodzicielstwo” T. Prattchet

„- Przecież ta mała będzie miała mnóstwo kłopotów.
TAKIE PRZECIEŻ JEST ŻYCIE. TAK MI MÓWIONO. NATURAL­NIE. SAM NIE MAM O TYM POJĘCIA.
– A co z reinkarnacją?
Śmierć zawahał się.
NIE SPODOBA CI SIĘ, stwierdził. UWIERZ MI NA SŁOWO.
– Słyszałem, że niektórzy robią to bez przerwy.
KONIECZNE JEST PRZESZKOLENIE. MUSISZ ZACZYNAĆ NI­SKO I POWOLI PRZESUWAĆ SIĘ CORAZ WYŻEJ. NIE MASZ PO­JĘCIA, JAKIE TO STRASZNE BYĆ MRÓWKĄ.
– Aż tak źle?
NIE UWIERZYŁBYŚ. A PRZY TWOJEJ KARMIE TRUDNO OCZE­KIWAĆ AŻ MRÓWKI.”

„Równoumagicznienie” T. Prattchet

„Śmierć stał za pulpitem i studiował mapę. Spojrzał na Morta nieobecnym wzrokiem.
NIE SŁYSZAŁEŚ PRZYPADKIEM O ZATOCE MANTE?- zapytał.
-Nie, proszę pana.
SŁYNNA KATASTROFA MORSKA
-Zdarzyła się tam?
ZDARZY, wyjaśnił Śmierć, JEŚLI TYLKO ZNAJDĘ TO PRZEKLĘTE MIEJSCE”

„Mort” T. Prattchet „Mort

„ALBO WEŹMY COŚ TAKIEGO. Śmierć chwycił kanapkę. PIECZARKI – OWSZEM, KURCZAK – JAK NAJBARDZIEJ, SER – DOSKONALE. NIE MAM NIC PRZECIWKO NIM, ALE DLACZEGO W IMIĘ ROZSĄDKU MIESZAĆ JE ZE SOBĄ I WKŁADAĆ W TE MAŁE POJEMNICZKI Z CIASTA?
– Słucham?
TO WŁAŚNIE CALI ŚMIERTELNICY, kontynuował Śmierć. MAJĄ TYLKO PARĘ LAT NA TYM ŚWIECIE, A POŚWIĘCAJĄ JE NA KOMPLIKOWANIE NAJPROSTSZYCH SPRAW. FASCYNUJĄCE. POCZĘSTUJ SIĘ KORNISZONEM.”

„Mort” T. Prattchet

Edvard Munch

„- Chciałem powiedzieć – wyjaśnił z goryczą Ipslore – że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.

„Czarodzicielstwo” T. Prattchet

„Nie ma takiego miejsca, do którego Śmierć nie mógłby się udać; nieważne, jak jest dalekie czy niebezpieczne. A nawet, im bardziej jest niebezpieczne, tym bardziej prawdopodobne, że Śmierć już tam jest.”

„Eryk” T. Prattchet

Cytaty pochodzą z książek z serii „Świat dysku” – Terrego Pratchetta, za http://www.pratchett.pl

DRUGIE „CHCIWOŚĆ”, czyli dlaczego trójkąt z aktualną i byłą żoną nie może się udać (Sir Stanley Spencer)

Do obrazu pozuje Patricia Preece – druga żona artysty Stanleya Spencera – lesbijka, z którą nigdy nie uprawiał małżeńskiego seksu. Stanley Spencer w swojej pierwszej żonie (również malarce) Hildze Carline zakochał się od pierwszego wierzenia: poznali się na obiedzie, i gdy mu talerz zupy pod nos podstawiła mocno zapragnął, żeby mu do końca życia podstawiała – poczuł komunię dusz, porozumienie i wnet wyobraźnia artysty wymalowała mu kolorowe obrazy wspólnego życia na angielskiej wsi Cookham. Tak też się stało: żyli sobie idyllicznie i bukolicznie, wspólnie malując i wychowując dzieci. Ale los złośliwy nie miałaby tak złej opinii jaką ma, gdyby nie wprowadził do idealnego życia pary nieco perturbacji w postaci dwu lesbijek: Patricii Preece i Doroty Hepworth (obie również malarki), mieszkających po sąsiedzku. Oto znajomość, która miała Stanleya Spencera drogo kosztować. Przez 3 lata Patricia i Spencer byli najlepszymi przyjaciółmi, rozmiłowanymi w sztuce i wiejskim życiu w ukochanym Cookham. Kiedy Hilda wyjeżdżała opiekować się matką, Patricia opiekowała się słomianym wdowcem i zbliżyli się tak bardzo, że Patricia, kokietka i flirciara wzbudziła u Stanleya obsesyjne, seksualne pożądanie.

Czytaj dalej „DRUGIE „CHCIWOŚĆ”, czyli dlaczego trójkąt z aktualną i byłą żoną nie może się udać (Sir Stanley Spencer)”

FRANCUSKIE ROZKOSZE I UCIECHY, czyli Paryż przełomu wieków

Philippe Wolfers

„…jedno tylko pokutuje wspomnienie- wspomnienie namiętności, przed którymi cofaliśmy się w lęku i wspomnienie pokus, którymi nie mieliśmy odwagi ulec.” Oscar Wilde

Mieszkać w Paryżu czasów „la belle epoque” (1871 – 1914) to znaczy nażyć się do syta, odbierać świat wszystkimi zmysłami i nieustannie szukać nowych podniet. Paryżanie lubowali się w sylwestrowej zabawie na co dzień, perwersji, eksperymentach seksualnych i ekscesach alkoholowych oraz przesuwaniu granic. Pełne zanurzenie w dekadencji. Przełom wieków wzmaga u wrażliwców lęk i niepewność o przyszłość. Co robić, jak żyć?

Bawić się!

Paryżanie w knajpach przeżywają szkołę życia. Paryż jest naszpikowany kawiarniami i restauracjami – dostępnymi dla każdego, niezależnie od zasobności portfela i upodobań. Koniecznie należało bywać „U Maxima” – wysmakowane wnętrze w stylu art nouveau przyciągało wszystkich – i eleganckich Paryżan i arystokrację i obywateli półświatka. Prostytutki w specjalnych „pokojach miłości” przyjmowały wyposzczonych klientów. Goście balowali do samego rana tak zapamiętale, że lokal splajtował, bo wychodzili radośnie nie płacąc rachunków.

„Lubię mówić o niczym. Jest to jedyna rzecz, na której się znam.”

Bawiono się podczas ekskluzywnych przyjęć na salonach (po naszemu: domówki) . Każda pani domu miała ambicję, aby to jej salon był tym miejscem, gdzie jedzenie smakuje najpyszniej, rozmowy są najdowcipniejsze, a panie mają najcieńszą talię (ściśniętą gorsetem). Ale nic za darmo! Savoir – vivre salonowy narzucał ścisłe reguły gry. Należało czytać modne książki, a jak się nie przeczytało, to udawać, że jest się w trakcie, albo po prostu powiedzieć, że istotnie, są w nich ciekawe fragmenty. Bywać na wystawach, znać symbolistów, rozmawiać o Darwinie i Nitzschem, a przede wszystkim udawać, że się rozumie się to, o czym się mówi. Znać wszystkie skandale i plotki, ale udawać, że się je ignoruje. Nigdy, przenigdy nie pytać nikogo o wiek (mężczyzn też). Dobrze jest wydukać parę słów po angielsku, za to płynnie posługiwać się językiem dyplomacji, aby nigdy nie powiedzieć niczego dosadnie. Męcząca gra pozorów. Nic tylko się napić.

„Często prowadzę z sobą długie rozmowy i jestem przy tym tak mądry, że czasami nie rozumiem ani jednego słowa z tego, co mówię.”

Czytaj dalej „FRANCUSKIE ROZKOSZE I UCIECHY, czyli Paryż przełomu wieków”

Amrita Sher-Gil – nagi autoportret

Amrita Sher-Gil 

Gdzie znajdzie prawdziwy dom córka indyjskiego arystokraty – intelektualisty i węgierskiej śpiewaczki operowej? W co uwierzy dziewczyna wyrzucona z katolickiej szkoły za malowanie kobiecych aktów? I z kolejnej – za ateizm? Kogo pokocha biseksualna nimfomanka? Kim zostanie „jak będzie duża” dziewczynka, która bardziej cieszy się farbami niż zabawkami? Ile odwagi musi mieć malarka, by namalować nagi autoportret? Tyle, ile miała jej Amrita Sher-Gil. Indyjska Frida Kahlo.

Pionierka współczesnej sztuki indyjskiej, łącząc sztukę wschodu i zachodu, realizm i postimpresjonizm z empatią portretowała biedę w Indiach, smutne oczy kobiet i niesprawiedliwość społeczną opartą na systemie kastowym. Uległość i pogodzenie z losem szarego człowieka. Jej bystre arcyoko wychwytywało w modelach cierpienie, ale i seksualność. Rzecz jasna, hinduskie modelki swą seksualność skromnie skrywają, za to jej własna nagość na autoportretach rozsadza ramy obrazów. Wyzwolona i namiętna przedstawicielka cyganerii artystycznej odważnie maluje swoje akty. Ponoć nimfomanka. Amrita Sher-Gil eksperymentuje z kobietami i mężczyznami, chętnie portretuje ich nago. Ostatecznie wychodzi za maż za swego zubożałego kuzyna, którego zna od dziecka, lekarza – dr Victora Egana (który zafundował jej przed ślubem 2 aborcje).

Umiera w niejasnych okolicznościach (zapada w śpiączkę) w przededniu swej pierwszej indywidualnej wystawy. Miała tylko 28 lat.

Źródła:

  • http://niezlasztuka.net/o-sztuce/amrita-sher-gil-indyjska-frida-kahlo/
  • https://www.nytimes.com/2018/06/20/obituaries/amrita-shergil-dead.html
  • https://www.culturalindia.net/indian-art/painters/amrita-shergil.html

Agnès Sorel – oficjalna królewska kochanka

Jean Fouquet, Agnès Sorel jako Madonna, około 1450.

Jeśli za sukcesem mężczyzny stoi kobieta, to za sukcesem średniowiecznej Francji stoi kurtyzana. Karol VII zakochał się w Agnès Sorel, gdy przybyła do jego zamku jako dama dworu i przez 20 lat kochać nie przestał. Agnès choć piękna, inteligentna i skromna (co nie przeszkadzało jej przyjmować ziem, pałaców i dóbr od króla i wywołać na królewskim dworze modowy skandal – wprowadziła modę na fartuchy odsłaniające gorsząco jedną pierś). Królowa Maria Andegaweńska zatwierdziła ją jako kochankę oraz swoją damę dworu i tak to Agnès stała się oficjalną królewską metresą. Jak dziarski był Karol VII w swym królewskim łożu nie wiadomo, na pewno jako władca był kompletnie bierny. W zrujnowanej wojnami Francji popadł w depresję, marazm i oddawał się miłości zamiast podnosić kraj z ruiny. A to właśnie Agnès Sorel (znienawidzona przez głodujący lud i podejrzewana o wrogie działania na rzecz Anglii) wyrwała go z tego stanu – podstępem. Zaczęła go błagać, aby oddalił ją do Króla Anglii, ponieważ nieomylny horoskop mówi, że będzie kochana przez najpotężniejszego władcę świata. Dlatego czas w drogę, trzeba co tchu jechać do Anglii, aby wypełnić przepowiednię, bo najpotężniejszy mężczyzna z całą pewnością we Francji nie mieszka. Rozpłakał się na to król, zamknął na pokojach i nikogo nie pozwolił wpuszczać do siebie. A rano Agnès obudziły wojenne przygotowania. Tyle legenda 😊
Agnès Sorel miała z królem 4 dzieci. Zmarła (być może otruta przez syna Karola VII) z imieniem Jezusa na ustach. „Straciłem najlepszą przyjaciółkę” opłakiwał ukochaną metresę król Karol.

Źródło:

Jadwiga Dackiewicz, Faworyty władców Francji, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1992. 

Edwarda Hoppera ataki od tyłu (Jo Hopper)

Edwarda Hoppera ataki od tyłu (Jo Hopper)

Mimo 40 na karku Jo Nivison nie poznała smaku seksu, sławy i sukcesu ani testosteronu.  A potem wyszła za Edwarda Hoppera. Edward Hopper – malarz o wyglądzie młodszego księgowego wydaje się najnudniejszym malarzem świata. Zero skandali, romansów, obsikiwania murów, teatralnego niszczenia własnych obrazów maczetą. Pewnie nawet mandatu za złe parkowanie nigdy nie dostał. Nudziarz w brązowym garniturze. Maluje samotnych, biernych ludzi, którzy np. bezczynnie siedzą w barze (ale nie go-go), w hotelu (ale nie na godziny), albo gdzieś przy kawiarnianym stoliku, czkając nie wiadomo na co. Samotni ludzie na nostalgicznych obrazach przynieśli mu zasłużony artystyczny sukces.

Tymczasem w domu… za zamkniętymi drzwiami niewielkiego mieszkania, do którego wspinał się po 74 schodach czeka żona. Żona, tak jak on – malarka, ilustratorka. Liberalna, towarzyska, rudowłosa. Może nie czeka z obiadem, (bo gotować nie lubi, więc raczej zjedzą coś z puszki), ale z otwartym sercem na pewno. Pokonując te 74 stopnie Dr Jekyll zmienia się w Mr Hyde. Jo wyszła za maż jako dziewica, która nie wiedziała o seksie wiele (Edward nie pozwał rozmawiać o „tych sprawach”) i na początku swojej seksualnej przygody dostała „ataki z tyłu”, czyli wprost do swej dziewiczej pupy.  Przyjmowała te „ataki” w imię mężowskiej przyjemności, bo dla Edwarda tylko taka się liczyła. To  nienormalne, że Jo nie ma z tego przyjemności – więc tym gorzej dla niej. Jo nazywała Edwarda szlachetnym wieprzem.

Edward, porwany falą życiowego sukcesu wyładowywał się na żonie nie tylko seksualnie. Jo żyła w cieniu malarskiego geniuszu męża cierpliwie i wiernie, jako jego modelka (prawie wszystkie kobiety to jej sobowtóry) i sekretarka (ogarniała korespondencję, wystawy). Podporządkowała się zasadom i zakazom. Niby nie była potulna, podejmowała walkę, czasem nawet dosłownie, bo przemoc występowała nie tylko w łóżku – bili się. Pewnego dnia Jo pogryzła Edwarda „do kości”, a on uderzył Jo tak, że się przewróciła na meble. Kobieta przegrywała walkę z mężem i żyła pod jego dyktando.

Miała obowiązek pocieszać Edwarda podczas twórczych kryzysów i prawo do inspirowania go pomysłami. Dostała zakaz przekraczania wyrysowanej w pracowni „linii demarkacyjnej”, pożyczania jego farb i pokazywania swoich obrazów gościom. Nigdy nie wspierał jej malarskich ambicji, wręcz przeciwnie – utrudniał jej malowanie. Przedstawiał ją ludziom sztuki zawsze jako swoją żonę, nigdy jako artystkę.  Ponieważ obowiązywał ją też zakaz pokazywania obrazów znajomym, więc uważali Jo za amatorkę, która, jak mawiał Edward ma „mały przyjemny talencik”, w przeciwieństwie do niego, który – bez wątpienia – wszystko miał duże. Tu akurat mógł mieć rację. Mówił jej, że nawet gdyby miała swoją wystawę, to i tak nikt by nie przyszedł. Lepiej by się gotowaniem zajęła.

A ona nie mogła żyć bez niego i „bez tego wszystkiego”. Bez swego szlachetnego wieprza. W pamiętnikach pisała, że to małżeństwo jest błogosławieństwem, że Edward jest centrum jej wszechświata.  Edward umarł cicho, spokojnie, siedząc w fotelu, Jo dołączyła do niego po 10 miesiącach. On – uznany, dobrze sprzedający się artysta, ona – prawie anonimowa, zapomniana.

Źródła:

https://www.theguardian.com/artanddesign/2004/may/08/art
http://www.fembio.org/english/biography.php/woman/biography/josephine-nivison-hopper/

KIEDY MĘŻCZYZNA POŻĄDA KOBIETY… to ją maluje! Henri Matisse i dziewczyny w szarawarach

KIEDY MĘŻCZYZNA POŻĄDA KOBIETY… to ją maluje! Henri Matisse i modelki

Kobiety są treścią życia i twórczości Matissa – kobiece piękno nie istnieje dla niego samoistnie,  lecz łączy się ze zmysłową przyjemnością, nawet rozkoszą. Kobieta Matissa nie jest tylko modelką, bo ona nie pozuje – ona wyzwala w artyście to co najlepsze, prowokuje wewnętrzne doznania, które on dopiero przenosi na płótno. Artysta wcale nie maluje kobiety, on „tylko” przenosi na płótno swoje pożądanie, jakie modelka w nim wyzwala, a potem, w trakcie sesji – podsyca. Kolory, jakich używa jeszcze to wrażenie potęgują. Matisse mówi o pożądaniu, wszechobecnym prywatnie i zawodowo:

„Rysując jestem bardzo blisko modelki – nieomalże w niej samej – oczy tuż przy oczach i kolanami dotykając kolan… aby utrzymać napięcie tego szczególnego flirtu, który już prawie graniczy z gwałtem”*.

Zdaje się, że malarza uwiodły półnagie kobiety w szarawarach i stały się obiektem jego seksualnej obsesji, no – minimum erotycznej fantazji.

„Wizerunki Odalisek są częścią rozległej seksualnej fantazji, tworzeniem haremu, w którym artysta może rozkoszować się zmysłowymi przyjemnościami przedstawianych kobiet, jednocześnie idealizując swoje pożądanie wystarczająco, by stworzyć dobre dzieło sztuki.” **

Jedna modelka – odaliska, to zdecydowanie za mało jak na harem, ale właśnie ta jedna dziewczyna zapisała się w życiu malarza:  Henriette Darricarrère.  Henriette i Matisse spotkali się gdy ona miała 19 lat i jako najstarsza z rodzeństwa pomagała rodzinie zarabiając na życie jako baletnica i modelka. Grała też na fortepianie i skrzypcach, próbowała malować. Matisse traktował ją jak członka rodziny, wiernie mu towarzyszyła i inspirowała do pracy, przyjaźniła się też z jego żoną i córką. Pozowała Matissowi przez 7 lat, 6 dni w tygodniu, po 10 godzin dziennie, na szczęście w dość wygodnej pozycji. Matisse bowiem uważał, że każda modelka ma „swoją” najlepszą pozę – dla Henriette wysportowane ciało idealnie wpasowywało się w wyobrażenie odaliski – odpoczywającej na tapczanie, z opuszczoną nogą i uniesioną ręką.
Odeszła z życia i twórczości Matissa po 7 latach, gdy wyszła za mąż za chłopaka z marnymi perspektywami na życie, czego jej podobno nie mógł wybaczyć i płakał nad tym razem z jej ojcem.

Źródła:
*Wielcy Malarze, ich życie, inspiracje i dzieło Część 94, Henri Matisse
**Jack Flam, Picasso i Matisse. Przyjaciele i rywale, Twój Styl Wydawnictwo książkowe, Warszawa 2006
http://www.henri-matisse.net/models.html
http://www.sothebys.com/en/news-video/blogs/all-blogs/impressions/2014/04/matisses-model-mademoiselle-henriette.html

KTO BYŁ KONKUBINĄ NIE ZOSTANIE KRÓLOWĄ – Gabrielle d’Estrées

Po moim zimnym trupie! – mogłaby zawołać królowa Nawarry, Małgorzata, negocjując warunki unieważnienia królewskiego małżeństwa z Jego Wysokością Henrykiem IV. – Jeśli po mnie na tronie Francji za zasiąść jakaś inna, jeśli ma po mnie nosić koronę, to na pewno nie ta „psia kurwa”.

Gabrielle d’Estrées, bo o niej mowa, na swoje nieszczęście była bardzo ładna. Jej narzeczony – Roger de Bellegarde tak chwalił piękno wybranki przed królem, że Jego Wysokość zapragnął ujrzeć legendarną urodę Gabrielle. I to był błąd, który Rogera drogo kosztował, bo król natychmiast się zakochał! A że królowi się nie odmawia, zatem Mademoiselle, chcąc nie chcąc, została królewską metresą. Była to już zresztą tradycja rodzinna kobiet z jej rodziny, ponieważ lubiły one igraszki w cudzych łóżkach (babcia Gabrielle przecisnęła się do łoża papieża Klemensa VII i Franciszka I, natomiast matka Gabrielle, zwana wraz z siostrami „siedmioma grzechami głównymi” porzuciła męża i córkę, aby zaznać miłości z kochankiem).

Henryk IV zapragnął mieć Gabriellę tylko dla siebie, nakazał więc Rogerowi usunąć się, aby móc bez konkurencji sycić swe seksualne rządze. Roger uległ, w przeciwieństwie dla samej zainteresowanej. Król wzbudzał w mademoiselle Gabrielle obrzydzenie. Niski, kościsty i przepity, starszy o 20 lat „podrywał na kasę”: obiecał, że cała rodzina odniesie finansowe korzyści, gdy tylko Gabrielle będzie dla niego miła. Gabrielle skapitulowała, ulegając nie tyle królowi, co rodzinie. Kochanka – wolontariuszka. Dla zachowania pozorów wydano ją za mąż, za podstarzałego wdowca, który w zamian za przywileje nie rościł pretensji do żony, a Gabrielle wędrowała za królem z obozu wojennego do obozu. Nawet nie udawała, że go kocha, nie zerwała też definitywnie z narzeczonym.

 

Ku zachwytowi Henryka urodziła syna (o ojcostwo podejrzewano Rogera). Żeby królewicza uznać rozwiedziono Gabriellę, a jej stary mąż zmuszony był wyjawić publicznie światu swoją prawdziwą lub udawaną impotencję. Gabrielle stała się oficjalną kochanką z wszystkimi przywilejami, znienawidzoną przez wyniszczony wojnami i głodny lud Francji. Urodziła troje dzieci, a jej stosunek do zakochanego Henryka z upływem czasu ocieplił się i złagodniał. Za to status metresy z czasem przestał ją zadowalać. Aspirowała do korony, jednak królewskie decyzje matrymonialne rzadko są decyzjami serca. Kto był konkubiną, nie zostanie królową. Łoże to jeszcze nie tron. Ale Henryk wymyślił, żeby wszystkim, poza aktualną żoną obiecać małżeństwo: królowej Małgorzacie mówi, że po rozwodzie ożeni się z wykastrowaną z urody, za to dobrze urodzoną Marią Medycejską, a Gabrielli obiecuje, że ożeni się właśnie z nią. Po chrzcinach ich trzeciego „bękarta” król założył na dłoń Gabrielli pierścień – znak ślubnych zamiarów, pokazując tym samym fucka papieżowi, który zamierzał królewską wybrankę wcześniej zaaprobować.

Los zaśmiał się jednak królowi w twarz, bo mało już brakowało, aby Gabrielle zasiadła na tronie. Na kilka dni przed ślubem, gdy Gabrielle była w 9 miesiącu ciąży, dla zachowania pozorów król oddalił ją na kilka dni. Już nie wróciła. Czy to komplikacje ciążowe, czy otrucie – nie wiadomo, ale konała przez dwa dni w męczarniach, a przed śmiercią wołała o króla. …Który szybko pocieszył się w ramionach 20-letniej ciemnowłosej Henrietty de Balzac d’Entragues. A potem Marią Medycejską.

Obrazy anonimowych malarzy przedstawiają wizerunki Gabrielle d’Estrées i jej siostrę Julienne d’Estrées.

Źródło:

Craveri B., Kochanki i królowe. Władza kobiet, P. Salwa (tłum.), Warszawa: wyd. W.A.B, 2013.

KOBIETY ZEUSA – DANAE i złoty deszcz między udami

Danae – jak wiele dzieciaków – była rozczarowaniem dla swego ojca zanim jeszcze zdążyła się urodzić i cokolwiek zepsuć. Jej ojciec, Król Akrisjos koniecznie chciał syna, była więc dzieckiem niechcianym. Życie przechlapane, ale nie do końca zrujnowane, ponieważ król liczył, że Danae może bodaj wnuka mu urodzi i tym samym spełni ojcowskie oczekiwanie względem męskiego potomka. Poszedł król do wyroczni deflickiej, dopytać co i jak z tą sprawą  i dowiedział się, że owszem, jak najbardziej, prawie wszystko spoko, będzie wnuczek! Tylko jest taki mały problem, że niestety – lojalnie uprzedziła wyrocznia – ten wyczekany wnuczek jak dorośnie, to swego królewskiego dziadka zabije.

Czytaj dalej „KOBIETY ZEUSA – DANAE i złoty deszcz między udami”

MISTRZ I MAŁGORZATA, czyli królowa jest zachwycona

Pavel Orinyansky

„– Bardzo proszę o wydanie mi zaświadczenia – tocząc dzikim wzrokiem powiedział z wielkim naciskiem Mikołaj Iwanowicz – zaświadczenia, gdzie spędziłem dzisiejszą noc.
– W celu okazania komu? – surowo zapytał kocur.
– W celu okazania żonie – stanowczo powiedział Mikołaj Iwanowicz.
– Zazwyczaj nie wydajemy zaświadczeń – powiedział kot i nadął się – ale dla pana zrobimy chyba wyjątek. I Mikołaj Iwanowicz ani się obejrzał, a już goła Helia siedziała przy maszynie, a kot dyktował jej:
Zaświadcza się niniejszym, że okaziciel niniejszego zaświadczenia, Mikołaj Iwanowicz, spędził wyżej wymienioną noc na balu u szatana, gdzie został zaangażowany jako środek lokomocji… otwórz, Helia, nawias, a w nawiasie napisz “wieprz”. Podpisano – Behemot.
– A data? – pisnął były wieprz.
– Dat nie wpisujemy, z datą dokument byłby nieważny – powiedział kot składając niedbały podpis. Potem wyjął skądś pieczątkę, chuchnął na nią urzędowo, odbił na papierze słowo “zapłacono” i wręczył ów papier lokatorowi z parteru. Po czym lokator z parteru zniknął bez śladu, a na jego miejscu zjawił się nowy nieoczekiwany gość.”

Pavel Orinyansky

Niewidzialna! Niewidzialna!… Małgorzata przeleciała nad swoim zaułkiem, znalazła się nad innymi, krzyżującymi się z tamtym pod kątem prostym. W jednej chwili pozostawiła za sobą tę wylataną, wycerowaną, krzywą i długą uliczkę, wypaczone drzwi sklepu z materiałami łatwopalnymi, gdzie sprzedają naftę na kubki i flakony płynu na pasożyty, i wtedy zrozumiała, że aczkolwiek jest zupełnie wolna i niewidzialna, to przecież nawet w upojeniu powinna zachować trochę rozsądku. Doprawdy tylko cudem zdołała przyhamować i uniknąć roztrzaskania się o starą narożną latarnię. Uchyliła się jednak, mocniej ścisnęła szczotkę i poleciała wolniej, wypatrując przewodów elektrycznych i umieszczonych w poprzek trotuaru szyldów.
Trzecia z kolei uliczka prowadziła wprost na Arbat. Doleciawszy tam Małgorzata całkiem już się oswoiła z kierowaniem szczotką, zorientowała się, że szczotka posłusznie reaguje na najlżejsze dotknięcie dłoni czy nogi, zrozumiała, że kiedy leci nad miastem, musi być bardzo uważna i nie może szaleć. Poza tym już w zaułku stało się jasne, że przechodnie nie widzą latawicy. Nikt nie zadzierał głowy, nie wołał: “Popatrz, popatrz!”, nikt nie uskakiwał na bok, nie piszczał ani nie mdlał, nikt nie wybuchał obłąkańczym śmiechem.
Małgorzata leciała bezgłośnie, bardzo powoli, niezbyt wysoko, mniej więcej na poziomie pierwszego piętra. Ale nawet przy tak powolnym locie na rogu oślepiająco rozjarzonego Arbatu trochę źle obliczyła i uderzyła ramieniem o jakąś oświetloną tarczę, na której namalowana była strzałka. To rozgniewało Małgorzatą. Osadziła posłuszną szczotkę, odleciała na bok, a potem runęła na tarczę i kijem od szczotki rozbiła ją znienacka w drobny mak. Posypało się z brzękiem szkło, przechodnie odskoczyli, gdzieś rozległ się gwizdek, a Małgorzata po tym niepotrzebnym wyczynie roześmiała się.”

Nina Balashova Graham

„Wylecieli wreszcie na podest, na którym, jak zorientowała się Małgorzata, spotykał ją w ciemnościach Korowiow z latarenką. Teraz na owym podeście oślepiało światło lejące się z kryształowych winnych gron. Świta zatrzymała tu Małgorzatę, pod lewym jej ramieniem znalazła się niska kolumienka z ametystu.
– Jeśli będzie już bardzo ciężko, można oprzeć na niej rękę – szeptał Korowiow.
Jakiś czarnoskóry podłożył pod nogi Małgorzaty poduszkę, na której był wyhaftowany złoty pudel, i na poduszce tej posłuszna czyimś dłoniom Małgorzata postawiła prawą nogę, zgiąwszy ją w kolanie. Spróbowała się rozejrzeć. Korowiow i Asasello stali przy niej w uroczystych pozach. Obok Asasella stali trzej młodzieńcy, którzy trochę przypominali Abbadonę. W plecy wiało zimnem. Małgorzata obejrzała się i zobaczyła, że z marmurowej ściany za jej plecami tryska i spływa do oblodzonego basenu wino. Przy lewej nodze wyczuwała coś ciepłego i puszystego. Był to Behemot. Małgorzata znajdowała się u szczytu ogromnych, zasłanych dywanem schodów.”

Źródła:

https://www.masterandmargarita.eu/
M. Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, Wyd. Czytelnik, Tłum. I. Lewandowska, W. Dąbrowski, Warszawa 1993.